Fragment artykułu napisanego na homiki.pl

Ustawa o uzgodnieniu płci jest niezbędna, by osoby transpłciowe i interseksualne mogły godnie żyć w Polsce. Głównymi beneficjentami ustawy są osoby transseksualne, których sytuacja nie jest regulowana przez polskie prawo.

Brak regulacji prawnych dotyczących korekty płci powoduje, że jeśli ktoś chce zmienić oznaczenie płci w dokumentach, zdaje się na łaskę i niełaskę oraz widzimisię lekarzy, sądu i pracodawców. Wiele osób w ogóle nie jest dopuszczanych do zmiany dokumentów, bo nie spełnia pewnych wyśrubowanych, cis- oraz heteronormatywnych kryteriów. Te, które mają szanse, często muszą poświęcić procesowi mnóstwo uwagi, czasu, pieniędzy, nerwów, a niekiedy nawet własne ciała.  I wcale nie mają gwarancji sukcesu. Gehennę medyczno-prawną przedstawiłem nieco szerzej w tekście Transpłciowość: „Operacja zmiany płci” nie istnieje

Projekt ustawy stworzony przez Fundację Trans-Fuzja jest kompleksową i nowoczesną odpowiedzią na autentyczne potrzeby osób transpłciowych. Jej głównym celem jest stworzenie procedury sądowej, która umożliwiłaby usunięcie niezgodności pomiędzy płcią w akcie urodzenia a rzeczywistą tożsamością płciową – bo, przypomnę, taka procedura w Polsce nie jest w ogóle sformalizowana.

 

Najważniejsze założenia projektu ustawy o uzgodnieniu płci

Projekt jednoznacznie precyzuje, kto, gdzie i w jaki sposób może skorygować płeć zawartą w dokumentach. Wprowadzając tryb nieprocesowy, likwiduje największy absurd obecnego systemu, czyli pozywanie własnych rodziców lub reprezentujących ich kuratorów.

W jakim wieku można skorygować płeć?

Projekt ułatwia życie przynajmniej części transpłciowych dzieci i nastolatków, które – coraz częściej w pełni świadome swojej tożsamości płciowej – zmagają się z depresją i myślami samobójczymi, czekając do 18. urodzin. Płeć mogłaby uzgodnić osoba pełnoletnia lub mająca ukończone 16 lat, o ile jest w pełni zdecydowana i ma zgodę przedstawicieli ustawowych lub sądu opiekuńczego.

Jak wygląda procedura korekty płci?

Znacząco upraszcza wymagane procedury medyczne. Wniosek do sądu musiałby zawierać oświadczenie wnioskodawcy o jego tożsamości płciowej odmiennej od płci metrykalnej oraz orzeczenie wydane przez dwóch lekarzy lub lekarza i psychologa. Orzeczenie to stwierdzałoby utrwalone występowanie tożsamości płciowej odmiennej od płci metrykalnej, nie byłoby mowy natomiast o żadnym występowaniu zaburzeń. Jest to znaczący krok w stronę depatologizacji transpłciowości, która, w odróżnieniu od nienormatywnych orientacji seksualnych – nadal jest uważana za zaburzenie.

Co bardzo istotne, projekt ustawy zakazuje wymagania – i przez lekarzy, i przez sędziów – by osoba wnioskująca o uzgodnienie płci była poddana jakimkolwiek zabiegom medycznym. Zapis ten nie ma na celu zabronienia osobom transpłciowym korygowania płci fizycznej, jeżeli tego pragną, ale chroni je przed zinstytucjonalizowaną przemocą wymuszającą niechciane zabiegi w celu stworzenia „normalnych” kobiet i mężczyzn. Umożliwia również uzgodnienie płci tym osobom, które z jakichś powodów nie mogą poddać się interwencjom medycznym.

Regulacja dokumentów – zagwarantowana

Projekt ustawy reguluje również wydawanie nowego aktu urodzenia, zmianę imienia i nazwiska oraz sytuację prawną i korzystanie z ubezpieczeń społecznych. W tej chwili w sprawach tych decyduje zwyczaj oraz dobra wola osoby podejmującej decyzję.

Ważną częścią projektu ustawy jest regulacja wydawania dokumentów zawierających nowe dane osobowe, w tym świadectw pracy i dyplomów potwierdzających ukończenie szkół i nabycie kwalifikacji. Do tej pory osoby transpłciowe po korekcie płci zostają bez doświadczenia zawodowego i formalnego wykształcenia (wyjątkiem są dyplomy ukończenia studiów, które mogą wymienić na nowe) lub skazane są na ujawnianie przeszłości potencjalnym pracodawcom. Pamiętajmy, nie każdy musi tego chcieć.

Wprowadzony jest również zapis zakazujący instytucjom ujawniania poprzednich danych bez zgody osoby zainteresowanej, co zapewniłoby osobom po zmianie dokumentów znacznie większe bezpieczeństwo.

 

Projekt ustawy a interseksualne dzieci

Sytuacja osób interseksualnych – czyli takich, których ciała mają cechy charakterystyczne dla więcej niż jednej płci – jest nieco inna i wzbudza największe kontrowersje.

Operacje na noworodkach

Współczesne doniesienia pojedynczych osób interseksualnych sugerują, że w ostatnich latach ich sytuacja znacznie się poprawiła. Lekarze raczej nie podejmują już decyzji o korekcie genitaliów interseksualnych noworodków i zabiegi tego typu przechodzi się dopiero w okresie dojrzewania. Jeżeli ustalona po narodzinach płeć okaże się niezgodna z tożsamością płciową, zaświadczenie od lekarza zaniesione do USC umożliwia korektę dokumentów.

Nie jest to jednak w żaden sposób uregulowane prawnie. Oznacza to, że osoby interseksualne nadal nie mają żadnej ochrony prawnej i nadal może dochodzić do okaleczania dzieci po urodzeniu, aby „znormatywizować” ich ciała – co jest przedmiotem ostrego sprzeciwu światowych organizacji działających na rzecz osób interseksualnych.

13 lat? To nie za mało?

Projekt ustawy o uzgodnieniu płci wprost zakazuje nieodwracalnych interwencji medycznych wobec osób interseksualnych, równocześnie dopuszczając zabiegi medyczne za zgodą dziecka po ukończeniu przez nie 13 roku życia. Zabiegi przed 13 rokiem życia byłyby możliwe tylko za zgodą przedstawiciela ustawowego, o ile byłyby zgodne z wolą dziecka, a dostateczne ukształtowanie jego tożsamości płciowej byłoby potwierdzone przez lekarza psychiatrę lub seksuologa lub przez psychologa ze specjalizacją seksuologiczną.

Ponieważ społeczeństwo nie rozróżnia osób interseksualnych od transpłciowych, artykuł ten wzbudza skrajne opinie w rodzaju „jak można okaleczać niewinne dzieci, trzynastolatki nie mają jeszcze ukształtowanej tożsamości płciowej”, bez refleksji, że dotyczy to w pierwszej kolejności grupy narażanej na okaleczanie w znacznie młodszym wieku.