Mam cholernie dość pisania kolejnych wersji tekstu o ustawie o uzgodnieniu płci. Nie jestem w stanie oddać emocji i myśli, jakie to wszystko we mnie wzbudza. To jest za duży, za ciężki, za mocny temat, żebym był w stanie ubrać to wszystko w adekwatne słowa!

Zamiast tego opowiem Wam anegdotkę.

Wiele lat temu na Gwiazdkę chciałem dostać drukarkę. Była mi bardzo potrzebna, ponieważ chciałem drukować mnóstwo tekstów (jak przystało na moderatora forum literackiego), ale niestety nie bardzo miałem jak. Moja pierwsza drukarka była Lexmarkiem kupionym przez matkę kiedy ta zajmowała się grafiką komputerową. Kolorowe pudło, do którego tusz – czarno-biały i kolorowy – kosztował kilkaset złotych i wystarczał na jakieś dwieście stron. DWIEŚCIE! Co można wydrukować na dwustu stronach?!

Poprosiłem wobec tego o nową drukarkę. Byle-nie-Lexmarka, czarno-białą, wydajną, z tanim tuszem. Taką tylko do tekstów. I czekałem z nadzieją.

Niestety mój dziadek był już stary i miał coraz bardziej zaawansowanego Alzheimera. Był też, jak większość starszych ludzi, dość naiwny. I choć sam miał komputer (najpierw Commodore 64, a potem współczesnego peceta), nie do końca ogarniał technologię. Więc zaufał sprzedawcy.

A sprzedawca wkręcił dziadka w dużo droższy, wypasiony model, który miał też opcję druku kolorowego i, ekhem, był kilka lat nowszym Lexmarkiem (!) z wciąż cholernie drogim tuszem. Zaś dziadek zgubił gdzieś paragon. Nic się nie dało zrobić.

Byłem skazany na wiele lat. Dostałem upragnioną nową drukarkę i musiałem czekać aż się zestarzeje na tyle, by móc poprosić o nową. (W rzeczywistości kupiłem ją sobie sam, za pierwsze zarobione większe pieniądze. Była laserowa i bardzo ją kochałem).

Wracając jednak do Wigilii roku dwa tysiące czwartego.

Uprzedzony przez mamę, pod choinką byłem już przygotowany i jako tako odegrałem zaskoczenie, zachwyt i wdzięczność, więc dziadek chyba nigdy nie dowiedział się, jak wielką krzywdę wyrządził niechcący swojemu nastoletniemu wnuczęciu.

Jeśli jednak kiedykolwiek dostaliście, mając naście lat, podobnie nietrafiony prezent, z łatwością możecie wyobrazić sobie ten życiowy dramat. Jaki ja byłem wściekły! Jaki rozczarowany i zawiedziony! Po prostu nic gorszego nie mogło mnie spotkać!

Minęło kilkanaście lat. Z wściekłości o drukarkę mogę się teraz pośmiać. Mogę też docenić wreszcie starania dziadka, który naprawdę miał jak najlepsze intencje, tylko był kolejnym naiwnym starszym panem naciągniętym przez sprzedawcę.

Trochę trudniej mi pogodzić się z prezentem, jaki ustawodawca sprawił osobom trans. A już na pewno nie zamierzam odgrywać radości. Bo co mam powiedzieć aktywistom? Że jest dobrze? Że się napracowali? Że wszystko się ułoży? Ilekroć próbowałem ostrożnie wyrazić ułamek tego co znajdziecie niżej, tylekroć dostawałem zjebkę. A tym razem w ogóle nie chodzi o mnie tylko o setki innych ludzi.

Pewnie nie wiecie, o co mi chodzi. Napisałem o tym długą notkę z konkretami, ale większość z Was jej nie doczyta, więc teraz pokrótce Wam ją streszczę, a rozwinięcie będzie na samym dole.

Przede wszystkim ustawa naraża osoby z transseksualną przeszłością na niechciany coming-out podczas każdorazowego posługiwania się skróconym odpisem aktu urodzenia. Nie rozwiązuje w satysfakcjonujący sposób kwestii świadectw pracy i rodzicielstwa (kolejne ryzyko coming-outów). Zostawia otwartą furtkę dla anulowania postanowienia sądowego (sic!) poprzez wznowienie procedury rozwodowej. Pozornie reguluje sytuację osób po korekcie płci, ale w rzeczywistości przyszłość pozostawia wiele znaków zapytania, no a procedura nadal jest zawiła (będą biegli) i trochę potrwa (na pewno nie trzy miesiące).

Najgorsze jest jednak to, że ustawa w żaden, ale to w żaden sposób nie chroni przed nadużyciami ze strony lekarzy i wymuszaniem zmian hormonalnych i chirurgicznych. Ba, zamienia prywatne opinie lekarzy wypisywane jako jeden z wielu papierków do sądu w rzekomo najważniejsze dowody w sprawie. To oznacza wręcz zwiększenie władzy medycznej!

Jeśli ustawa wejdzie w życie, podczas tranzycji nadal będzie dochodziło do łamania praw człowieka osób trans, nadal szargana będzie ich godność, a osoby z pozytywnym postanowieniem Sądu nadal nie będą mogły tak po prostu zostawić przeszłości za sobą i cieszyć się życiem. I tylko od widzimisię sędziego będzie zależało, czy wniosek nie zostanie oddalony! (czyli czy nie przegrasz)

To nie ma nic wspólnego z obiecaną nam rewolucją. Dostaliśmy nowszy model cholernego Lexmarka!

Fakt, nie będzie teraz pozywania rodziców. Za to nic nie uchroni nas, jeśli Sąd postanowi wezwać ich na świadków. Ba, rodzice nie będą już mogli napisać, że nas popierają i wnoszą o rozpatrzenie sprawy pod ich nieobecność. Jeśli Sąd wpadnie na taki pomysł, będą musieli zeznawać, odpowiadając razem ze swoimi dziećmi na najintymniejsze pytania.

Miało być inaczej. Niestety, podobnie jak w przypadku dziadka, również tutaj za robienie nam dobrze wzięli się ludzie, którzy się nie znają. Tym razem na prawie. I dali się wkręcić w brednie o tym, że prawo nie powinno regulować kwestii medycznych (to czemu jakoś reguluje aborcję i in vitro oraz zakazuje sterylizacji na życzenie?!), uwierzyli, że rozpatrzenie sprawy w trzy miesiące to jest to samo, co wydanie postanowienia, pomyśleli, że świadek jest uczestnikiem postępowania i nie dopilnowali kilku innych spraw. Naprawdę ważnych spraw.

Ja naprawdę nie wiem, jak to ogarnąć emocjonalnie. To jest coś tak tragicznego, na tak wiele sposobów, że mnie po prostu przerasta. A najbardziej dotyka mnie, że jestem w tych emocjach praktycznie sam, bo wszyscy inni nadal się cieszą lub nie chcą i nie potrafią mi uwierzyć.

Ustawa jeszcze nie weszła w życie, ale już czeka gotowa pod choinką, zapakowana w piękny papier i owinięta wstążeczką. Tylko od prezydenta zależą jej dalsze losy.

Wesołych Świąt.

Ho.

Ho.

Ho.

***

Dlaczego ustawa o uzgodnieniu płci to najgorszy prezent na świecie? Konkrety

Ustawa wyszła z Sejmu bez poprawek naniesionych przez Senat i czeka tylko na podpisanie jej przez Prezydenta.

Nie będzie przesłuchiwania w obecności biegłych, co oznacza, że to, czy osoba transseksualna będzie w czarnej dupie całkiem, czy tylko troszeczkę, zależy nawet nie tyle od uznania Sądu, co od widzimisię sędziego. O tym pisałem już trochę tutaj, zatem żeby nie przedłużać, przypomnę tylko jeden akapit z tamtego wpisu:

Bez biegłego wszystkie dokumenty prywatne (takie jak orzeczenie lekarskie) mają dla sądu wartość papieru, na którym je wydrukowano i przedstawiają jedynie opinię ich wystawców. Chyba żeby ustawa stwierdziła inaczej, nadając konkretnym dokumentom domniemanie prawdziwości. Ta ustawa tego nie stwierdza.

Zatem UDZIAŁ BIEGŁEGO JEST KONIECZNY, ale finalna wersja ustawy słowem o nim nie wspomina.

Ma to niestety swoje konsekwencje, o czym już za sekundę. Bo sprawa jest poważna.

Tekst jest długi. Na końcu znajdziesz TL;DR.

[mks_accordion]
[mks_accordion_item title=”Zabójczy artykuł szósty: Ograniczenie postępowania do dowodów z dokumentów”]

Załóżmy, że nie uległeś złudzeniu, że nowa procedura jest banalna.

Wiesz, że dwa prywatne orzeczenia lekarskie, pozbawione tzw. domniemania prawdziwości, to jeszcze za mało, by Sąd rozstrzygnął sprawę w pomyślny dla Ciebie sposób.

Jesteś przygotowany do postępowania na tip top. Masz wniosek. Masz dołączone orzeczenia lekarskie. Masz też przygotowaną spójną linię dowodową, sam zawnioskowałeś o biegłego, podałeś świadków, załączyłeś szereg papierków dowodzących, że naprawdę jesteś mężczyzną, całą swoją dokumentację medyczną…

Gdyby to była stara procedura, ta z artykułu 189 kpc, w zasadzie nic nie mogłoby pójść źle.

A teraz wyobraź sobie, że sędzia jest przepracowany. Od ślęczenia nad dokumentami bolą go oczy. Ma sześćset spraw w referacie do rozpatrzenia, wyjątkowo zły dzień, zatkany nos i marzy o dłuższej przerwie, żeby napić się w spokoju kawy. Sędzia też człowiek, a sąd to po prostu jego miejsce pracy. To ludzkie, chcieć czasem odwalić robotę i mieć ją z głowy.

Normalnie sędzia nie może się obijać. Ale tutaj nagle… sprawa o uzgodnienie płci.

Sąd może ograniczyć postępowanie dowodowe do dowodów z dokumentów załączonych do wniosku i dowodu z przesłuchania wnioskodawcy.

Jak widzicie, ustawa jasno stwierdza, że sąd może ograniczyć się do dwóch orzeczeń lekarskich (i, ewentualnie, innych załączonych dokumentów). Za to nie precyzuje, kiedy może tak postąpić.

Sędzia widzi, że załączyłeś znacznie więcej dokumentów. Po czym je olewa. Ma do tego prawo. I postanawia z tego prawa skorzystać, skracając całą rozprawę do dziesięciu minut. Kawa się przecież sama nie wypije.

Jakie byłoby postanowienie Sądu? Oczywiście negatywne. Co z tym możesz zrobić? W zasadzie nic.

To jest czarny scenariusz i prawdopodobnie się nie spełni (praktyka pokazuje, że Sądy są osobom trans bardzo życzliwe), ale to wciąż realny scenariusz. Ustawodawca miał (jak sądzę) dobre chęci, ale chyba wyszedł z założenia, że sądy się domyślą jedynego słusznego sposobu interpretacji artykułu – i jednym zdaniem odebrał ludziom pewność, że ich dowody zostaną rozpatrzone.

Notabene, w projekcie z numerem druku 1469 (tym pierwotnym, złożonym w 2012), analogiczny fragment ma formę „Sąd rozpoznający wniosek o uzgodnienie płci może poprzestać na oświadczeniu wnioskodawcy oraz orzeczeniach, o których mowa w ust. 2, jeżeli nie budzą one wątpliwości”. To był normalnie, właściwie zapisany przepis prawny – dawał swobodę dowodową wnioskodawcy i swobodę pomięcia niepotrzebnych dowodów w rozpoznaniu. I był niewątpliwie zgodny z intencjami Anny Grodzkiej i innych osób zaangażowanych w to, by ustawa regulująca sytuację osób trans była fajna, dobra i naprawdę ułatwiająca życie.

BARDZO ciekawi mnie, kto odpowiada za tę zmianę. Jest tragiczna.

[/mks_accordion_item]
[mks_accordion_item title=”Jeszcze raz artykuł szósty: Trzy miesiące i postanowienie Sądu to fikcja”]

Wniosek o uzgodnienie płci podlega rozpoznaniu nie później niż w terminie 3 miesięcy od dnia zgłoszenia wniosku do właściwego sądu.

Ten artykuł miał zapewnić krótki czas postępowania. Ludzie się autentycznie cieszyli, że tylko trzy miesiące, mogłoby być jeszcze krócej, ale trzy miesiące a nie rok czy dłużej…

Figa. To jest tak zwany termin instrukcyjny. Jego rolą jest zasygnalizowanie Sądowi, jak bardzo priorytetowe są sprawy o uzgodnienie płci.

Żeby ten artykuł tworzył takie prawo, o jakim ludzie myśleli, musiałby mieć brzmienie „Sąd wyda postanowienie nie później niż…”

[/mks_accordion_item]
[mks_accordion_item title=”Nieingerowanie w procedury medyczne?!”]

Ustawa ogranicza się do opisu procedury prawnej. Procedura prawna nie wymusza natomiast żadnych zmian cielesnych. Czyli aby mieć prawo złożyć wniosek do sądu, nie potrzebujesz terapii hormonalnej, mastektomii, FFS – niczego. Inna sprawa, czy dostaniesz orzeczenie lekarskie, bo lekarze mogą chcieć postarać się do Sądu trochę bardziej niż do tej pory. Ale załóżmy, że nie.

Za to jeżeli chcesz przejść przez sito biegłego, robi się problem. Bo ustawa nijak nie nakazuje biegłemu zmienić oczekiwania. Podczas posiedzenia komisji sejmowych wnioskodawcy i eksperci zgodnie zaznaczali, że medycyna ma swoje własne kryteria i ustawa nie będzie się w nie wtrącać. Co jest trochę dziwne, bo prawo powinno regulować coś konkretnego, a nie samo siebie, no ale dobra.

Niestety, nic nie słyszałem o tym, by w ostatnich latach specjaliści znacząco zmienili swoje oczekiwania wobec osób uważających się za transseksualne, więc dopóki wspólnie nie wylobbujemy bardziej współczesnych kryteriów, pozostaje liczyć się z tym, że biegły sądowy będzie miał takie samo podejście, jak zawsze.

Nie bądź zatem naiwnym łosiem, który radośnie oznajmi biegłemu coś w stylu „No, nie biorę hormonów, bo od nich się źle czuję, mam doła i odechciewa mi się korekty” czy „Mastektomia? O rany, po co? Dobrze mi z moimi cyckami! A w ogóle to kiedyś zamierzam urodzić dziecko i karmić je piersią, więc jeszcze mi się przydadzą”.

[/mks_accordion_item]
[mks_accordion_item title=”Stosunki rodzinne nie ulegają zmianie, ale…”]

Ustawa stwierdza, że jeżeli osoba uzgadniająca płeć była czyimś rodzicem, to tym rodzicem pozostaje. No i fajnie. Tylko że – z bliżej nieokreślonych powodów – ustawa nie instruuje, jakie imię rodzica ma mieć wpisany dzieciak osoby transpłciowej.

Czyli w skrócie: czy dziecko Ani Grodzkiej ma mieć za rodzica Annę Grodzką czy Krzysztofa Bęgowskiego? Konia z rzędem temu, kto na to jednoznacznie odpowie, na podstawie tekstu ustawy oczywiście.

Mnie się wydaje, że to, jak nazywa się rodzic, powinno być jakoś uregulowane. I to właśnie w takiej ustawie. Ale to chyba nie jest niedopatrzenie tylko świadomy zamiar ustawodawcy. Ktoś w końcu musiał o tym pomyśleć… prawda?

Przyznam, że liczyłem też, że ustawa ureguluje sytuację tego faceta, którego dziecko z gwałtu (urodzone już po wyroku) nadal nie jest zarejestrowane, bo „matka nie może być nieznana”, jednak w tej sprawie chyba pozostaje zaczekać na orzeczenie Sądu Najwyższego. Mam nadzieję, że nie będzie orzekało niekorzystnie.

[/mks_accordion_item]
[mks_accordion_item title=”Nowy akt urodzenia to duży krok wstecz”]

Będzie wydawany nowy akt urodzenia. Fajna sprawa, powiecie. W końcu do tej pory było tak, że odpis skrócony aktu urodzenia był spoko, natomiast pełny odpis pozostawał praktycznie taki jak wcześniej, pojawiała się tylko wzmianka o zmianie płci oraz imienia i nazwiska na takie i takie. Czyli jakby ktoś miałby gdzieś okazać pełny odpis, no to się outował jako trans. A teraz będzie wreszcie nowy akt urodzenia, czyli w papierkach wszystko będzie zgodne z tożsamością płciową.

Jest tylko jeden malusieńki haczyk. Taki naprawdę ciut-ciut. Ale wciąż jest.

W każdym odpisie aktu urodzenia jest podana data sporządzenia aktu urodzenia. W skróconym jest zakodowana w postaci samego roku, w zupełnym podana wprost. Nie, nie informuje ona o roku, w którym odebraliście ten konkretny fizyczny papierek będący odpisem Waszego aktu urodzenia. Informuje ona o roku, w którym był sporządzony akt urodzenia. Czyli jeżeli ja się urodziłem 20 listopada 1985 r., to ta data wskazuje na 1985 rok.

Ustawa przeszła. Załóżmy, że uzgadniam swoją płeć jako męską i w czerwcu 2016 roku wyrabiam nowy akt urodzenia. Wkrótce umiera mi członek rodziny (odpukać) i muszę zorganizować pogrzeb. Zakład pogrzebowy potrzebuje odpisu skróconego aktu urodzenia na dowód, że rzeczywiście byliśmy spokrewnieni. Idę do najbliższego urzędu, po czym przynoszę stosowny papierek.

Zgodnie z aktualną procedurą, odpis skrócony wygląda zupełnie normalnie. Marcin Rzeczkowski, urodzony w listopadzie 1985, akt urodzenia nr x/1985.

Zgodnie z nową procedurą, odpis skrócony wygląda praktycznie tak samo, tylko że ponieważ data sporządzenia aktu urodzenia to 30 czerwca 2016 r, to akt urodzenia ma nr x/2016.

Prawdopodobnie pracownik zakładu pogrzebowego tego nie zauważy. Wy prawdopodobnie NIGDY na to nie zwróciliście uwagi i może nawet nie wiecie, że w akcie urodzenia jest zakodowany rok sporządzenia aktu. A jednak to pozwoli bezbłędnie zidentyfikować osobę po uzgodnieniu płci. Nikt inny nie ma bowiem aktu urodzenia sporządzonego dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści czy nawet więcej lat po swoim urodzeniu. Może poza świadkiem koronnym, ale jemu akurat fałszuje się – w imię wyższego dobra – wszystkie dokumenty. Nasze sfałszowane nie będą. Nasze po prostu będą mówiły prawdę: że sporządziliśmy nowy akt urodzenia wkrótce po uzgodnieniu płci.

edit: Takie akty urodzenia mają jeszcze ludzie, którzy dopiero niedawno nabyli polskie obywatelstwo. Niestety, akt urodzenia zawiera także dane obalające wymówkę „jestem cudzoziemcem” (miejsce urodzenia, imiona rodziców).

Mała rzecz, której ustawodawca nie dopatrzył. Bo mógł to rozwiązać inaczej, tak żeby i pełny i skrócony akt urodzenia były w porządku. Znam taki sposób (nie mojego autorstwa, ja aż taki mądry nie jestem), więc jest to możliwe. Ale najwyraźniej żadna z konsultujących projekt osób na to nie wpadła. Po prostu odpowiedziano na potrzebę środowiska: „chcemy mieć nowe akty urodzenia, bo obecne rozwiązanie ze wzmianką jest złe!”.

No to będziemy mieli nowe… tylko czy lepsze?

[/mks_accordion_item]
[mks_accordion_item title=”Świadectwa pracy wydawane na podstawie ustawy o uzgodnieniu płci…? Seriously?”]

Oprócz wydania nowego aktu urodzenia ustawa nakazuje wydać nowe świadectwa ukończenia szkół i kursów, nowe świadectwa pracy itd. Jak najbardziej jest to potrzebne. Tylko że także tutaj jest haczyk. A nawet kilka. Na szczęście już nie takie straszne jak przy akcie urodzenia.

Po pierwsze, znowu pojawia się kwestia daty. Dokument powinien mówić prawdę. Czyli świadectwo maturalne powinno być wydane w 2016 roku, podobnie jak dyplom ukończenia studiów i świadectwo pracy. Oczywiście można to obejść. Trochę dobrej woli lub nieświadomości i ludzie będą przepisywać stare daty. Lekko fałszując co prawda dokumenty, no ale to nie akt urodzenia.

Po drugie, ustawa nie reguluje, JAK ma wyglądać nowy dokument. Nie stwierdza ani słowem, co takie nowe świadectwo ma zawierać, a czego nie. Nie określa trybu wydania takiego dokumentu. Stwierdza tylko, że taki dokument ma być. Mediom to wystarczy, ale pracodawcy…?

Po trzecie i chyba najgorsze. Nowy dokument może zawierać wzmiankę, że został sporządzony ponownie na podstawie takiej a takiej ustawy. Znam pracodawców, którzy skrupulatnie by taką wzmiankę zamieścili, bo w przeciwnym wypadku mogliby odpowiadać za wydanie dokumentu poświadczającego nieprawdę – gdyż żaden Marcin Rzeczkowski nigdy u nich nie pracował. I wszystko byłoby legalnie do bólu. Chcemy mieć dopisane małym druczkiem „na podstawie ustawy o uzgodnieniu płci”? Bo na przykład obecnie nowy dyplom ukończenia studiów jest wydawany „na podstawie ustawy o szkolnictwie wyższym” i nikt nie dopatrzy się tam wzmianki o transseksualizmie absolwenta.

Niestety ustawodawca nie pomyślał, żeby zapisać w ustawie, że wprowadza się adekwatne zmiany w kodeksie pracy etc., albo to rozwiązanie z jakiegoś powodu zostało odrzucone. Bardzo szkoda.

[/mks_accordion_item]
[mks_accordion_item title=”Wznowienie postępowania rozwodowego = kaput”]

Załóżmy teraz taką sytuację. Jesteś sobie transseksualną kobietą i żyjesz w ukryciu przez wiele lat. Bierzesz ślub z kobietą, masz z nią dzieci. W końcu stwierdzasz, że dłużej tak nie wytrzymasz. Po cichu rozwodzisz się z żoną za porozumieniem stron, po czym rozpoczynasz tranzycję. Udaje Ci się. Jesteś prawnie kobietą. Żyjesz sobie tak przez kilka lat, nikt o Tobie nie wie. Zakładasz firmę, kupujesz mieszkanie… Jest Ci dobrze. Wreszcie jesteś szczęśliwa.

Po czym ktoś doradza Twojej żonie, by wznowiła postępowanie rozwodowe, bo była wprowadzona w błąd: nie miała pojęcia o Twoim transseksualizmie, a mogła rozwieść się ze stwierdzeniem o winie. Twojej winie. I mieć z tego tytułu alimenty.

Sąd wznawia postępowanie i nagle tadam! Do rozwodu nigdy nie doszło. Znowu jesteś małżonkiem swojej byłej żony.

Czy to małżeństwo dwóch kobiet? Przecież złożyłaś wniosek do sądu będąc w małżeństwie. Czyli co z Twoim postanowieniem, że jesteś kobietą?

A co z wszystkimi działaniami prawnymi, które podjęłaś po uzgodnieniu płci?

Co z Twoją firmą, co z Twoim aktem notarialnym zakupu mieszkania?

Cały system prawny leży i kwiczy. I weź to teraz uporządkuj. Długie lata bujania się po sądach i urzędach, mówienia o swojej transpłciowości…

Do takiego burdelu może dojść już teraz (i może nawet dochodzi, nie wiem), bo obecna procedura powstała metodą prób i błędów. Ale nowa ustawa powinna to regulować.

Taką sytuację można by było bardzo łatwo powstrzymać. Kodeks rodzinny i opiekuńczy zabrania wznowienia postępowania rozwodowego, jeśli doszło do zawarcia nowego małżeństwa – wystarczyłoby, gdyby ustawodawca nakazał dopisać tu kilka słów o uzgodnieniu płci. Ale ustawodawca tego nie zrobił. Pewnie wszyscy zapomnieli o takiej ewentualności.

I będzie bryndza.

[/mks_accordion_item]
[mks_accordion_item title=”TL;DR”]

Podsumowując, po czterech latach prac środowisko doczekało się czegoś takiego:

  • Sędzia, jeśli tylko zechce, może uwalić każdą sprawę;
  • Sprawy nadal będą się ciągnęły;
  • Biegli sądowi nadal będą i nadal będą wymagali tego co zawsze;
  • Wciąż nie wiadomo, jakie imię rodzica ma mieć wpisane dziecko osoby transpłciowej – szczególnie urodzone po uprawomocnieniu się postanowienia;
  • Teraz również skrócona wersja aktu urodzenia ujawnia fakt skorygowania płci;
  • Świadectwa pracy mogą mieć daty z roku korekty płci i być wydawane „na podstawie ustawy o uzgodnieniu płci z dnia…”;
  • Wznowienie postępowania rozwodowego rozwala cały system prawny i naraża osobę trans na długie lata bujania się po sądach, urzędach, notariuszach etc.

Tak naprawdę to wciąż nie są wszystkie uwagi, ale reszta jest niegroźna i w sumie bez znaczenia.

Ja naprawdę liczyłem na coś innego. A Wy?

[/mks_accordion_item]
[/mks_accordion]

Nie znam się na prawie. Za to ustawę oraz ten tekst konsultowałem z kimś, kto płynnie porusza się w zawiłościach systemu prawnego, więc wątpię, byśmy popełnili jakieś błędy. Starałem się pisać prostymi słowami, żebyście byli w stanie mnie zrozumieć, zdając sobie sprawę, że przez to będę brzmiał mniej profesjonalnie niż gdybym pisał (nieznanym mi, ale to szczegół) żargonem prawniczym.

Jakby co, zadawajcie pytania. Spróbujemy odpowiedzieć :)