Przedstawiając Wam Ilkera we wpisie Moje pół roku z muzułmaninem, wspomniałem, że planuję się z nim spotkać i podpytać o uchodźców. Tak jak przewidywałem, perspektywa kogoś z Bliskiego Wschodu jest zupełnie inna. Spróbuję Wam zrelacjonować naszą rozmowę. Byłem w niej aktywnym słuchaczem, więc i teraz powstrzymam się od wprowadzania swojej perspektywy.

Przede wszystkim, Ilker od razu zaczął mówić, że oczywiście temat jest mu dobrze znany, bo w Turcji jest teraz około dwóch milionów uchodźców i ludzie rzecz jasna starają się jak mogą im pomagać, ale dwa miliony to bardzo dużo, a Turcja nie jest bardzo bogatym krajem i nie dają rady. Zresztą wielu uchodźców nie chce zostawać w Turcji tylko idą dalej, do Europy – ale to nie jest zbyt dobre, bo Europa nie jest gościnna.

Tu wtrąciłem się z komentarzem, jak bardzo niegościnna jest ta część Europy, w której się właśnie znajdujemy. Ilker był zdumiony tak odmiennym podejściem. Przecież to ludzie uciekający przed wojną! Turcja otworzyła wszystkie granice i każdy, kto chce się schronić, może swobodnie przez nie przejść. To wynika bezpośrednio z ich tradycji kulturowej, religijnej i narodowej: Sąsiadowi Się Pomaga.

Następnie zaczęliśmy rozmawiać o Europie i Stanach, cywilizowanych krajach, które ponoć chciały przynieść Irakowi wolność, równość i demokrację. Ilker stwierdził z goryczą, że żadnej wolności, równości i demokracji wojna nie przyniosła, przeciwnie – wojna kosztowała życie miliona ludzi, kraj jest spustoszony, a ludzie rozglądają się za kolejnym dyktatorem, bo z Saddamem było im lepiej. I że skoro ludzie chcą gdzieś zrobić wojnę, to powinni się liczyć z tym, że będą skutki uboczne, takie jak mnóstwo uchodźców.

Ograniczyłem się do komentarza, że Polska bardzo chętnie włączyła się w wojnę w Iraku, więc…

A potem Ilker zaczął mówić, że do większości problemów na Bliskim Wschodzie doprowadziło złe pojmowanie nauki islamu. Bo jedną z podstawowych zasad tej religii jest pomaganie słabszym: jeżeli ja jestem bogaty i mam więcej pieniędzy niż potrzebuję, za to mój sąsiad cierpi głód, to powinienem oddać mu tę nadwyżkę. Ale chciwi wyznawcy islamu interpretują te zapisy tak, że należy oddać uboższym tylko 2% – i co z tego, skoro część z nich nawet tego nie oddaje. I bogacą się cudzym kosztem.

Wreszcie zacząłem rozumieć, dlaczego kiedyś, przy innej okazji, Ilker tak ostro wypowiadał się o kapitalizmie i bogatych ludziach. „Rich people” – wciąż słyszę z jaką niechęcią i pasją o nich mówił! Skoro jednak jest to skrajnie niezgodne z jego wiarą, światopoglądem i stylem życia, bo islam dla muzułmanina jest tym wszystkim jednocześnie – trudno się mu dziwić.

Ciekawe, że dopiero w tej rozmowie wyszło, jak mocno Ilker jest osadzony w swojej kulturze. Nigdy jakoś nie rozmawialiśmy o wierze, pomijając porównanie naszych najważniejszych świąt religijnych (jedno z nich właśnie minęło, ale przez durną biurokrację spędził je w Polsce). Spisałem mu też polskie słowa określające różne rodzaje mięs, żeby niechcący nie zgrzeszył jedzeniem wieprzowiny – i to było wszystko.

Teraz natomiast słuchałem, jak z pasją opowiada o Koranie jako o świętej księdze, która wszędzie, od czasów Proroka, jest taka sama (nie jak Biblia, której mamy cztery wersje wybrane spośród wielu; moment mi zajęło, żeby zrozumieć, że odnosi się do Ewangelii). Ilker akcentował, że Koran zaczyna się słowem „Czytaj”, narzucając samodzielną lekturę i znosząc jakichkolwiek pośredników między człowiekiem a Bogiem. Niestety nie ma zgody co do tego, jak interpretować poszczególne wersety – nikt nie wie, jak one brzmiały w czasach Mahometa – więc nawet profesorowie sprzeczają się między sobą co do ich znaczeń. Że zaś islam to nie tylko wyznawanie wiary, ale i styl życia, a wielu ludzi nie chce myśleć i wybierają kogoś, kto im powie jak żyć, dużo osób podąża za kimś, kto manipuluje podstawowymi założeniami islamu. I kłopoty gotowe.

Słuchając Ilkera pomyślałem sobie, że gdyby wierzący nie kombinowali z tymi znaczeniami tylko trzymali się podstawowych założeń swoich religii – muzułmanie pomagali biedniejszym sąsiadom zamiast ich wyzyskiwać, a chrześcijanie kochali swoich bliźnich – świat byłby naprawdę piękny i nie byłoby potrzeby toczenia żadnych wojen.

I tak sobie idealistycznie porozmawialiśmy, bawiąc się z Sabinką. Potem Ilker sobie poszedł i zrobiło mi się naprawdę smutno na myśl, że prawdopodobnie nigdy już do Polski nie przyjedzie (nasza biurokracja go wykańcza), więc to była ich ostatnia wspólna zabawa.