Jeśli zna się sytuację osób transpłciowych, łatwo zauważyć, że kluczowe dla rozpoczęcia procesu korekty płci jest uzyskanie diagnozy – bez niej nie uzyska się recepty na hormony ani opinii w sądzie, nie będzie też możliwe przeprowadzenie operacji. Diagnoza ta nie jest przeważnie formalnym potwierdzeniem tego, co klient już doskonale na swój temat wie, ale decyzją ze strony lekarza, swego rodzaju „zezwoleniem na korektę płci”. Ilustrują to chociażby Standardy postępowania terapeutycznego HBIGDA (Międzynarodowego Stowarzyszenia Przeciwdziałania Zespołowi Dezaprobaty Płci im. Harry’ego Benjamina), które nie obowiązują formalnie w Polsce, ale warto się z nimi zapoznać:

  1. Rzetelne rozpoznanie zespołu dezaprobaty płci.
  2. Rzetelne rozpoznanie współistniejących zaburzeń psychicznych wymagających leczenia psychiatrycznego i przeprowadzenie takiego leczenia.
  3. Przedstawienie pacjentowi możliwych opcji leczenia i ich konsekwencji.
  4. Przeprowadzenie psychoterapii.
  5. Zaopiniowanie, czy pacjent kwalifikuje się do kuracji hormonalnej lub operacji chirurgicznej, oraz stwierdzenie, czy jest na nie gotowy.
  6. Pisemne przedstawienie formalnych zaleceń lekarzom i chirurgom.
  7. Udokumentowanie w powyższych zaleceniach historii zaburzeń identyfikacji płciowej pacjenta.
  8. Przynależność do zespołu specjalistów zajmujących się zaburzeniami tożsamości płciowej.
  9. Przekazywanie wiedzy na temat zaburzeń tożsamości płciowej członkom rodziny, pracodawcom oraz instytucjom.
  10. Prowadzenie badań kontrolnych swoich byłych pacjentów (Carroll, 2005).

Takie podejście lekarzy jest w znacznej mierze uzasadnione: często o transseksualność pochopnie podejrzewają się osoby, których problem tkwi zupełnie gdzie indziej, na przykład nieakceptujące siebie osoby homoseksualne bądź transwestytyczne. Dla osób homoseksualnych mających poważny problem ze swoją orientacją seksualną korekta płci byłaby szansą związania się z osobą swojej płci bez piętna transseksualizmu. Dla transwestyty powodem dążenia do korekty płci bywa przeświadczenie, że wtedy mógłby bezkarnie zakładać kobiece ubrania – nadto, tu również motywem bywa uniknięcie piętna transwestytyzmu. Ponadto możliwe są też przejściowe kryzysy tożsamości płciowej, które trwają kilka miesięcy bądź lat i znikają bez śladu. Zdarza się, że o zmianę płci występuje osoba cierpiąca na poważne zaburzenia psychiczne – wtedy nie diagnozuje się transseksualizmu, lecz urojenia pseudotransseksualne (Urban, 2009). Tymczasem proces korekty płci jest w znacznym stopniu nieodwracalny, wiąże się też z wieloma trudnościami życiowymi – dlatego lekarz nie chce ponosić odpowiedzialności za dopuszczenie do niego jednostki niedojrzałej bądź cierpiącej na inne zaburzenia.

Równocześnie zdarza się jednak, że ktoś, kto uważa się za osobę transseksualną i żyje zgodnie z płcią Ja – czy to w wyniku zalecenia lekarza (test realnego życia), czy też własnej decyzji – z jakiegoś powodu nie dostaje tego „zezwolenia” albo musi czekać nawet do kilku lat, zanim lekarz uzna go za gotowego, by dokonać pierwszą receptę na hormony płciowe – przepustkę do normalnego życia. Dla osoby transseksualnej oznacza to przedłużające się cierpienie i pogłębianie się problemów związanych z dalszym narażaniem się na przewlekły stres, który z kolei może powodować wystąpienie poważniejszych zaburzeń psychicznych. Ponadto samo oczekiwanie w sytuacji, gdy dorosła osoba jest w pełni zależna od decyzji lekarza w istotnej dla niej kwestii, budzi u osób transseksualnych silną frustrację i każe pytać o to, gdzie przebiega granica odpowiedzialności za życie pacjenta.

Katarzyna Jabłońska  (2005) zwraca uwagę na działania lekarzy i psychologów w kontekście doświadczania wtórnej wiktymizacji przez kobiety zgłaszające się po pomoc w związku z przemocą domową. Opis tych działań bardzo przypomina doświadczenia wielu osób transseksualnych. Analogia prowadzi do tak interesujących wniosków, że poświęcę jej więcej uwagi.

Po pierwsze, ofiary przemocy domowej zgłaszające się po pomoc są osądzane przez osoby, do których obowiązków należy udzielenie im wsparcia: dla ofiar przemocy jest to bardziej bolesne niż samo doświadczanie przemocy.

Po rozmowie w ośrodku poczułam się strasznie. Osoba, z którą rozmawiałam, zasugerowała mi, że to moja wina. Przecież mogę dostosować się do męża i będę miała spokój. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie ma racji. Na spotkanie do kolejnej osoby poszłam po czterech miesiącach   (Jabłońska, 2005).

Również osoby transseksualne często stykają się z propozycjami, aby dostosowały się do swojej płci biologicznej oraz są na wszelkie sposoby zniechęcane do podjęcia decyzji o poddaniu się zabiegom dostosowującym ich ciało i rolę płciową do ich Ja. O ile ich otoczenie może robić to w dobrej wierze, o tyle lekarze i psychologowie niekiedy stosują takie strategie jako kryterium sprawdzające, czy danej osobie naprawdę zależy na korekcie płci oraz czy jest w stanie przetrwać społeczny stres z nią związany. Działanie to, na pozór logiczne, pozbawione jest zarówno sensu, jak i etyki, ponieważ osoba transseksualna doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jej życie jest i będzie drogą przez mękę, a takie komentarze (nierzadko agresywne) są po prostu jednym z wielu doświadczanych przez nie ataków; współcześnie zdarzają się głosy, że jest to jedyny bezpośredni atak na ich osobę, z jakim się zetknęły. Dodatkowo takie uwagi zamykają klienta, uniemożliwiając nawiązanie z nim pogłębionej relacji, opartej na wzajemnym zaufaniu. Tymczasem sama możliwość szczerego, otwartego opowiedzenia o swoich doświadczeniach jest formą udzielenia wsparcia, niekiedy pierwszą, z jaką osoba transseksualna ma styczność.

Po drugie, wielu pracowników służby zdrowia opisuje stan kobiet będących ofiarami przemocy w kategoriach psychopatologicznych, nie zauważając związku pomiędzy ich obecnym stanem a faktem długotrwałego doświadczania przemocy. Objawy obserwowane u maltretowanych kobiet są często podobne do objawów schizofrenii i osobowości borderline, w konsekwencji czego kobiety te uważane są jako zbyt poważnie zaburzone, aby można było ich zeznania potraktować poważnie (Jabłońska, 2005). Tymczasem, jak proponują Lundy i Grossman, ich zachowanie, funkcjonowanie i postrzeganie siebie są „normalną reakcją na nienormalną sytuację” (Lundy, i inni, 2001).

Osoby transseksualne najczęściej doświadczają ze strony społeczeństwa następujących form przemocy:

  • przemoc fizyczna – jest to w zasadzie jedyna forma przemocy, której sprawcy są w pełni świadomi (a przynajmniej powinni być) jej popełniania. Osoby transseksualne bywają napadane przez osoby, które są względem nich uprzedzone;
  • przemoc emocjonalna – ignorowanie uczuć, szczególnie związanych z chęcią życia w zgodzie z własnym Ja, wyśmiewanie i obrażanie osób transseksualnych jako takich (także bez świadomości, że te słowa mogą dotrzeć do konkretnej osoby transseksualnej, na przykład na forach internetowych), wmawianie choroby psychicznej, brak szacunku, a w szczególności nierespektowanie tożsamości płciowej i zwracanie się do osoby transseksualnej w formie odpowiadającej jej płci biologicznej. Przejawem takiej, bardzo dyskretnej, przemocy jest opisywanie osób transseksualnych w piśmiennictwie naukowym dotyczącym transseksualizmu jako przedstawicieli ich płci biologicznej. Przykładowo, w podręcznikach akademickich do psychopatologii znaleźć można przypadki osób transseksualnych, gdzie transkobieta przedstawiana jest jako, na przykład, James, który jest trzydziestopięcioletnim białym mężczyzną, który dorastał etc., a następnie zdiagnozowano u niego zaburzenie tożsamości płciowej i dopuszczono do korekty płci (Brotto, i inni, 2007)[1]. W ten sposób kolejne pokolenia psychologów uczone są braku szacunku do osób transpłciowych;
  • przemoc seksualna – uwłaczające uwagi o transseksualistach jako zboczeńcach, krytykowanie zachowań seksualnych, odbieranie prawa do pewnych form zachowań seksualnych bądź karanie za nie, wymuszanie noszenia odzieży, która jest dla osoby transseksualnej upokarzająca, komentarze podkreślające w założeniu atrakcyjność, a w rzeczywistości płeć biologiczną osoby transseksualnej;
  • izolacja – zrywanie kontaktów z osobą transseksualną po jej coming-oucie, odcinanie się od niej, ograniczanie dostępu do pracy i edukacji, doprowadzenie do sytuacji, w której zaszczuta osoba transseksualna boi się wyjść z domu;
  • zastraszanie i groźby – skierowane wobec osób transseksualnych w ogóle, a także bezpośrednio wobec danej jednostki.

Doświadczenia osób transseksualnych są zatem co najmniej równie traumatyczne jak te będące udziałem ofiar przemocy domowej. Jakkolwiek tylko część z nich doświadcza celowej przemocy ze strony innych osób, ich przymusowe funkcjonowanie w roli całkowicie niezgodnej z tym, jak same siebie postrzegają, stawia osoby transseksualne w sytuacji tak ekstremalnej, jak doświadczanie kontroli przez ofiary przemocy domowej. Obie można przyrównać do życia w państwie totalitarnym lub obozie koncentracyjnym.

Osoby transseksualne często czują się ograniczane w wyrażaniu samych siebie. Najpierw dla własnego bezpieczeństwa ukrywają przed otoczeniem swoją transseksualność (co często jest ukrywaniem nie tyle faktu bycia osobą trans, co całego złożonego i niejednokrotnie zajmującego całe lata procesu odkrywania swej tożsamości). Później odgrywają przed specjalistami „prawdziwego transseksualistę” (Tru TS). Wreszcie, gdy proces korekty płci dobiega końca, bardzo często grają przed światem rolę „zwyczajnego mężczyzny” bądź „zwyczajnej kobiety”.  Ujawnienie jednej niewłaściwej osobie prawdy o sobie na każdym z tych etapów może skutkować poważnymi, budzącymi lęk konsekwencjami; na tyle poważnymi, że nie jest istotne, jak bardzo są prawdopodobne. U wrażliwszych jednostek taka sytuacja może doprowadzić do poważnych zaburzeń, mających cechy wspólne ze schizofrenią lub paranoją. Ponadto doświadczenie prezentowania publicznego wizerunku (przedstawiciela swojej płci biologicznej, „prawdziwego transseksualisty”) powoduje dalsze zagubienie w sobie.

 

Skoro u ofiar przemocy domowej obserwuje się objawy typowe dla depresji, osobowości zależnej i osobowości borderline, a także schizofrenii, będące w rzeczywistości „jedynie” objawami złożonego pourazowego zespołu stresu (Herman, 1998), istnieje możliwość, że zaburzenia diagnozowane jako współistniejące z transseksualizmem lub wywołujące urojenia pseudotransseksualne są – przynajmniej w niektórych przypadkach – wtórnym rezultatem ekspozycji na chroniczny stres, związany z życiem niezgodnie z płcią Ja.  Innymi słowy, zaburzenia, których stwierdzenie współcześnie wyklucza obecnie diagnozę transseksualizmu, mogą być skutkiem transseksualizmu – a żeby być precyzyjnym: doświadczanej opresji. W tej sytuacji zdiagnozowanie urojeń pseudotransseksualnych zamiast transseksualizmu może okazać się błędem decydującym o całym życiu klienta.

Z powyższych powodów trafna diagnostyka transseksualizmu jest bardzo trudna i pełna pułapek: można człowiekowi zaszkodzić zarówno zbyt pochopnym działaniem, jak również nadmierną ostrożnością. Ponadto, jeśli potraktuje się doświadczenia osób transseksualnych jako przemoc, okaże się, że wiele z nich doświadcza wtórnej wiktymizacji ze strony osób, do których zgłaszają się po pomoc i wsparcie: psychologów i psychiatrów, także tych zajmujących się seksuologią.

Bibliografia:

Brotto, Lori A. i Klein, Carolin. 2007. Sexual and Gender Identity Disorders. [red.] Michel Hersen, Samuel M. Turner i Deborah C. Beidel. Adult Psychopathology and Diagnosis. Hoboken, New Jersey : John Wiley & Sons, 2007, strony 504-570.

Carroll, Richard A. 2005. Rozpoznanie i leczenie zespołu dezaprobaty płci. [red.] Sandra R. Leiblum i Raymond C. Rosen. Terapia zaburzeń seksualnych. Gdańsk : Gdańskie Wydanictwo Psychologiczne, 2005, strony 424-457.

Herman, J. L. 1998. Przemoc – uraz psychiczny i powrót do równowagi. Gdańsk : Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, 1998.

Jabłońska, Katarzyna. 2005. Wywiad z kobietą – ofiarą przemocy domowej. [red.] Katarzyna Stemplewska-Żakowicz i Krzysztof Krejtz. Wywiad psychologiczny. Warszawa : Pracownia Testów Psychologicznych Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, 2005, Tom 3, strony 104-130.

Lundy, M. i Grossman, S. 2001. Clinical research and practise with battered women: what we know, what we need to know. [red.] Jon R. Conte. 2001, 2, strony 120-141.

Urban, Małgorzata. 2009. Transseksualizm czy urojenia zmiany płci? Uniknąć błednej diagnozy. Psychiatria Polska. 2009, Tom XLIII, 6, strony 719-728.


[1] Tymczasem w Terapii zaburzeń seksualnych studia przypadków poprzedzone są następującym komentarzem: Aby uniknąć nieporozumień, w poniższych opisach przypadków rodzaj gramatyczny zaimków osobowych odpowiada tożsamości płciowej poszczególnych pacjentów, a nie płci biologicznej. W pracy z ludźmi cierpiącymi na zespół dezaprobaty płci powszechnie się przyjmuje, że określa się ich płeć zgodnie z tym, jak sami siebie postrzegają. Równocześnie jednak określenia transseksualna kobieta i transseksualny mężczyzna odnoszą się do płci biologicznej (Carroll, 2005).