O homoseksualizmie już wiadomo – co to jest, co to nie jest, z czym to się je i kto ma jakie poglądy. Niektórym nawet ten temat zdążył się zwyczajnie znudzić. Tymczasem transwestytyzm w Polsce jest prawdziwą terra incognita.

Wyjście z cienia

Niewiedza społeczeństwa, powielanie licznych mitów i silny przymus kulturowy, aby być „prawdziwym mężczyzną” bardzo szkodzą transwestytom. Ofiarami niewiedzy padają również ich partnerki (gejów jest wśród transwestytów mniej więcej tylu, ilu ogólnie wśród mężczyzn). Jedynym naprawdę obszernym źródłem informacji na ten temat w Polsce jest portal Crossdressing.pl. Jeśli ktoś nie ma dostępu do internetu, żyje ze swoim transwestytyzmem w samotności, niewiedzy i trudnym do wyobrażenia sobie strachu.

Transwestyci boją się ujawnienia znacznie bardziej niż homoseksualiści, ciężej jest im o sobie mówić (czym innym jest powiedzieć: „jestem gejem, lesbijką” a czym innym: „jestem transwestytą; to nie znaczy, że…” – i tu zacząć rozwiewać mity), mają też do tego jako grupa znacznie mniejszą motywację. Udawanie „normalnego” nie kosztuje ich tak wiele jak osobę homoseksualną, a jednocześnie nie potrafią sobie wyobrazić, że tu i teraz faktycznie mogłoby być im łatwiej. Nie chcą ryzykować, zwłaszcza odrzucenia za bycie gejem lub transseksualistą – więc milczą. Żonom również często nic nie mówią, właśnie ze strachu, że nie zrozumieją.

transwestytyzmOd ponad roku w grupie aktywnych uczestników Crossdressing.pl pojawiają się coraz liczniejsze głosy, że trzeba skończyć z tym siedzeniem cicho i coś zacząć robić – dla siebie i dla innych, będących w gorszej sytuacji. Świadomość powoli przekształca się w czyn. W lutym tego roku (artykuł powstał w 2007 r. – przyp. aut.) została wydana antologia opowiadań o transpłciowości zatytułowana Namaluj mi wiatr, a w kwietniu w warszawskich klubach miał premierę film dokumentalny Rafalali zatytułowany I Bóg stworzył transwestytę. W Warszawie i Wrocławiu odbyły się też niezależne od siebie spotkania pod hasłem: „co możemy zrobić”. W wyniku tego ostatniego 17 maja we Wrocławiu odbyły się warsztaty „Trans dla początkujących”, a na 6 czerwca planowany jest happening „Chłopak i dziewczyna – normalna rodzina” z udziałem Antyfaceta, prześmiewczo komentujący znane hasło Młodzieży Wszechpolskiej. Krótko mówiąc: coś się zaczyna dziać.

Ale kim transwestyta właściwie jest?

Wydawać by się mogło, że ludzie mający pewne pojęcie o świecie, czytający gazety i sięgający do mądrych źródeł, nie powinni mieć problemu ze zdefiniowaniem terminu transwestyta – „Facet w sukience” – pomyśli sobie człowiek i właściwie się nie pomyli, co najwyżej – uprości albo dokona niesłusznej oceny.

Spośród znanych ogółowi mniejszości płciowych i seksualnych transwestyci sprawiają najwięcej problemów, myleni są bowiem ze wszystkimi innymi:

  • z homoseksualistami (najczęstsze błędy: „geje to wymalowani zboczeńcy” albo „transwestyta to gej”),
  • z transseksualistami („transseksualista to ten, kto się przebiera” albo: „transwestyta to ten, kto chce zmienić płeć”),
  • z drag queen („drag queen? ach, facet parodiujący kobietę, czyli – transwestyta!”).

Co istotniejsze, nawet w opracowaniach naukowych najsławniejszych polskich seksuologów znajdują się informacje niepełne, a przez to – wprowadzające w błąd.

O co chodzi? Oczywiście o seks. W źródłach tych można bowiem przeczytać, że transwestyci przebierają się za kobiety, aby osiągnąć podniecenie seksualne. Do drugiego przecinka wszystko się zgadza. Po nim – zależy. Transwestytyzm nie jest w Polsce zjawiskiem dokładnie zbadanym. Z reguły pisze się o nim na marginesie transseksualizmu, traktując jako niezwiązaną z nim, nieszkodliwą parafilię – czyli coś tak nudnego, że nie warto weryfikować danych sprzed dwudziestu lat.

Tymczasem opracowana przez Światową Organizację Zdrowia Klasyfikacja ICD-10 rozróżnia dwa typy transwestytyzmu: jeden będący odmianą fetyszyzmu i faktycznie związany z podnieceniem seksualnym, drugi – jako zaburzenie identyfikacji płciowej – mający zdecydowanie więcej wspólnego z transseksualizmem.

Transwestytyzm drugiego rodzaju, czyli o typie podwójnej roli, jest zjawiskiem bardzo ciekawym: w odróżnieniu od zwykłych ludzi i transseksualistów, którzy postrzegają siebie albo jako kobiety, albo jako mężczyzn, transwestyci należą do tej grupy osób, które płynnie przechodzą pomiędzy płciami. Co więcej, nie jest to związane wyłącznie z ubiorem, ale także przekłada się w pewnym stopniu na odgrywanie ról przypisanych danym płciom.

Oczywistość dychotomii płci

W kulturze europejskiej wydaje się całkowicie oczywiste, że człowiek raz na zawsze przynależy do jednej z dwóch płci. Jesteśmy tego uczeni od najwcześniejszych lat, kiedy dostajemy śpioszki w różnych kolorach i odmienne zabawki, a dorośli wymagają od nas różnego zachowania. Gdy dorastamy, różnic i oczekiwań tylko przybywa. „Albo-albo” dotyczy całokształtu naszego istnienia w społeczeństwie.

Jak w przypadku spraw oczywistych zwykle bywa, jakiekolwiek zaburzenie ładu, do jakiego przez wiele lat swojego życia przywykliśmy, wzbudza w nas silne odczucia. Dobrym przykładem będzie tu często spotykane agresywne wręcz nastawienie do homoseksualistów jako burzycieli porządku społecznego. Podobne emocje wzbudza transwestytyzm – a raczej wzbudzałby, gdyby było o nim równie głośno w mediach.

Paradoksalnie ludziom łatwiej jest zaakceptować transseksualizm. Transseksualista przeskakuje bowiem z szufladki do szufladki, nie zmuszając ludzi do aż takiego przewartościowania pojęć „kobieta” i „mężczyzna”. Wszystko jest jasne, proste, nie wymaga skomplikowanych operacji myślowych – zamiast „Marek poszedł” zaczynamy mówić: „Ania poszła” i tyle. Ania może nosić sukienki i biżuterię, malować oczy, poślubić mężczyznę… jest zwyczajna.

Ale co, jeśli Marek – transwestyta – bywa Anią; jeśli od czasu do czasu zakłada sukienkę i klipsy, maluje oczy i mówi wówczas o sobie w rodzaju żeńskim, a na co dzień nadal jest Markiem, człowiekiem żonatym? Taka sytuacja jest niejasna, niezrozumiała i trudna do jednoznacznego określenia, budzi też masę pytań: Czy Marek jest mężczyzną czy kobietą? jak się do niego zwracać? Jak go traktować? Czy kocha żonę? Czy pociągają go inni mężczyźni? Dlaczego on to robi? Czy chce zmienić płeć? Transwestyta przenika bowiem przez granice dzielące mężczyzn i kobiety, a następnie wraca do pierwotnego stanu; granice są zburzone. Mężczyzna może być czasem kobietą, pozostając mężczyzną.

Transwestytyzm to nie tylko przebieranki

Przyczyny transwestytyzmu nie znane. Wiadomo jednak, że transwestytyzm nie podlega leczeniu – można go co najwyżej stłumić – że u różnych ludzi przejawia się inaczej, oraz że z biegiem lat często się nasila. Zdarza się też (rzadko), że identyfikacja z płcią biologiczną maleje do tego stopnia, że transwestyta zaczyna rozważać najpierw kurację hormonalną, a później być może operacje – czyli przekracza granicę dzielącą transwestytyzm od transseksualizmu.

Choć zewnętrzne upodabnianie się do kobiety jest podstawowym i najbardziej widocznym „objawem” transwestytyzmu, nie jest to jedyna jego forma – bardzo istotna jest też sfera psychiczna: uczucia, emocje, sposób myślenia. To psychika odpowiada za potrzebę, nie odwrotnie, i sprowadzanie transwestytyzmu wyłącznie do tego, co widać na zewnątrz, to karygodne uproszczenie. Zdarzają się zresztą ludzie, którzy ignorują to, co mają na sobie, i takie same potrzeby zaspokajają w innych dziedzinach – na przykład kreując w literaturze swoje kobiece alter ego.

Transwestyta po prostu czuje się w niewielkim stopniu kobietą. Zakłada perukę, sukienkę, rajstopy i pantofle po to, by pozwolić tej wewnętrznej kobiecej cząstce na chwilę się ujawnić – często także nadaje jej kobiece imię. Bywa też bardziej wrażliwy i łagodny niż inni mężczyźni, często lepiej rozumie kobiety – zwykle bardzo je szanując – zdarza się też, że interesuje się „typowo kobiecymi” sprawami. Nie identyfikuje się w pełni z mężczyzną i niekiedy patrzy na swoich kolegów z dystansem, krytycznie. Zwykle trudno mu się jednoznacznie określić: jest inny niż większość mężczyzn, ale nie jest kobietą, albo też: najczęściej jest zwykłym mężczyzną, ale czasami chce być kobietą lub za nią uchodzić.

Dramatem transwestyty jest to, że choć okazjonalnie czuje się kobietą, choć ma świadomość, że jest w nim jakiś kobiecy pierwiastek, który każe mu się upodabniać do innych kobiet – najzwyczajniej w świecie brakuje mu wiedzy, jak tę kobiecość wyrazić.

Transwestyci występujący en femme, jak określa się przebranie za kobietę, często wyglądają dość rażąco. Bynajmniej nie wynika to tylko z warunków fizycznych. Problem polega na tym, że atrybuty kobiecości traktują trochę magicznie – jak dziewczynki podkradające swoim mamom najwyższe szpilki i najjaskrawsze szminki. Nikt nie nauczył ich, jak dobrać najkorzystniejsze dla nich barwy i fasony, zatuszować niedoskonałości i stworzyć własny styl. W szerszym rozumieniu: nikt nie nauczył ich, jak być kobietą. Z czasem jednak, o ile znajdą wsparcie, mogą się nauczyć nie tylko tego, jak ubrać i umalować się z klasą, ale także kobiecego sposobu poruszania się, ich wdzięku, pewnych sposobów zachowania – i opanować to do perfekcji.

Co dalej?

Plany transwestytów (i wspierających ich transgenderystów) zaskakują skromnością. Na liście utworzonej podczas spotkania w KPH w Warszawie znalazły się takie punkty jak: zorganizowanie sieci pomocy, m.in. poprzez spotkania grupowe w większych miastach, telefon zaufania, kontakty do znających się na rzeczy psychologów; dojście do mediów, podrzucenie im tematu, udzielanie wywiadów; zaistnienie w kulturze – utrwalenie rozwinięcia skrótu LGBT do „lesbijki, geje, biseksualiści i osoby transpłciowe” oraz doprowadzenie do wydania kiedyś pierwszej w Polsce rzetelnej publikacji naukowej o transwestytyzmie typu podwójnej roli. Wspominano też o obaleniu najpopularniejszych mitów: o zboczeńcach, ścisłym związku z homoseksualizmem i transseksualizmem, czy o uleczalności transwestytyzmu.

Jak widać, nie chodzi o uzyskanie żadnych praw (jakich? do czego?) ani nawet o tolerancję – po prostu o wiedzę.

Źródło grafiki