Małe dziecko martwi swoją rodzinę tym, że nie je. Nie to, że odmawia czy że nie ma apetytu. Po prostu się zamyśla i zastyga w bezruchu na kilka minut, aż kolejne „jedz!” wyrywa dziecko z letargu i powoduje jedno, może dwa ruchy szczęki.

Dziecko także nie sypia po nocach, ale o tym opiekunki nie wiedzą, bo by przeszkadzały. Bawienie się w myślach jest ciekawsze.

Ubiera się czterdzieści minut. Bo się zamyśla.

W przedszkolu jest OK. Prawie z nikim nie rozmawia i często bawi się samo.

Dziecko jest stale zajęte, tylko przebywa w świecie, do którego nikt inny nie ma dostępu.

*

– Jak brzmi rozwiązanie zadania? Tak, do ciebie mówię. Powiedz, jaki jest wynik?

Uczeń drugiej klasy wyrywa się z zamyślenia. Aha, bo przecież trwa lekcja matematyki. Oj, tego przykładu nie ma w zeszycie, a zajmuje całą linijkę. Przepisanie go potrwa wieczność.

– 12.

– Nie zgaduj, patrząc na tablicę, tylko to oblicz.

– Ale to naprawdę jest 12.

– Matematyka nie polega na zgadywaniu poprawnych odpowiedzi. Matematyka polega na wyliczeniach i dowodach. Wyjaśnij, dlaczego rozwiązaniem jest 12.

Próba spowolnienia własnego toku myślowego wymaga ogromnego wysiłku, ale pani wygląda na zadowoloną.

– Dobrze. Ale na przyszłość uważaj i notuj.

*

Szkoła numer trzy nie jest fajna. Za to książki są. Chłopiec wypożycza pięć książek tygodniowo, czasami więcej, a oprócz tego ilekroć ma kilka złotych, zagląda do przyjaznego pana z antykwariatu. To jedna z dwóch osób, z którymi w ogóle rozmawia. Pozostałym odpowiada na pytania. Niektóre. Przeważnie tylko się wpatruje.

Czasami czuje się samotnie i liczy na to, że będzie mógł z kimś porozmawiać, ale nikt inny nie pasjonuje się tymi samymi książkami.

*

W nowym mieszkaniu sąsiadka nie jest taka fajna jak w pierwszym. Przeciwnie. Ta sąsiadka jest podobno chora i nieszczęśliwa, ale przede wszystkim mówi naprawdę dziwne rzeczy, a czasami nie pozwala wejść do mieszkania, zastawiając sobą korytarz.

W słowniku dziesięciolatka pojawia się długa i skomplikowana fraza „schizofrenia paranoidalna z manią prześladowczą”. Nazw instytucji, do których matka śle pisma, dziecko nie chce zapamiętywać.

*

Do kin wchodzi Ogniem i mieczem, co powoduje odświeżenie znajomości z Potopem i Panem Wołodyjowskim.

Trzynastoletni maniak Trylogii ogląda w telewizji jakiś teleturniej profesorów historii, wieloletnich miłośników twórczości Sienkiewicza, którzy próbują odpowiedzieć na pytania o treść książek. Podchwytliwe i szczegółowe.

Wygrałby.

*

„Tylko jedna książka z wielu” jest wystawiana w witrynie każdej księgarni, więc w końcu trafia do rąk nastolatka.

O dziwo, jest całkiem dobra. Ludzie w szkole numer pięć (w przyszłości liceum numer jeden) chcą ją wypożyczać, jest o czym porozmawiać.

Po jakimś czasie mówi się o potteromanii. W niedawno podłączonym internecie jest dużo potteromaniaków. W Czarze Ognia coraz więcej wpisów ludzi, z którymi można było o czymś porozmawiać.

*

Tunezyjczyk podchodzi do młodziutkiej, szczuplutkiej turystki z długimi włosami zaplecionymi w gruby warkocz.

– Tu, pokażę… – mówi po angielsku i łapie za rękę.

Tunezyjczyk jest tysięcznym którymś Tunezyjczykiem z tych dwóch tygodni wakacji, który ma problem ze zrozumieniem, że nie każdy toleruje tak bliski kontakt fizyczny z innymi ludźmi. I jest tym Tunezyjczykiem, który po prostu ma pecha.

Szczuplutka turystka odskakuje i syczy z mordem w oczach:

– NIE! DOTYKAJ! MNIE!

Przerażony Tunezyjczyk znika w ułamku sekundy.

*

Ulubiona koleżanka z liceum nie przychodzi do szkoły.

– Wiesz może, czemu nie ma Marysi? – dopytuje jej przyjaciółka z ławki.

Kręcenie głową. W tle toczy się rozmowa o tym, jak Marysia miała pojechać na weekend z rodziną do chłopaka z Pomorza.

Nazajutrz telefon. Samochód, którym jechała Marysia z rodziną, wpadł w poślizg i zjechał na przeciwległy pas. Prosto pod rozpędzony tir.

Poczwórny pogrzeb spędzony częściowo poza kościołem, a częściowo w autokarze. A potem unikanie szkoły przez kilka dni. Za dużo emocji i norm społecznych do respektowania jednocześnie. Przerasta.

*

Wyciąganie się z matematyki na dwójkę jest stresujące. Ten przedmiot od dawna jest koszmarem – wszystkie te długie obliczenia jakoś się rozsypują w trakcie i wynik nigdy nawet nie przypomina prawidłowego.

Na szczęście tym razem poszło w miarę dobrze, pani się ulitowała, jest ta nieszczęsna dwója.

Przy tablicy ambitna koleżanka poprawia ocenę na czwórkę. Jej zadanie jest dużo bardziej skomplikowane. Dziewczyna rozpisuje nierówność, wylicza deltę…

Myśl „tam jest błąd!” jest nagła i absurdalna. Ale nie, moment, tam naprawdę jest błąd, w trzeciej linijce. Zbiór zadań to potwierdza.

Nauczycielka niczego nie zauważa (może nie chce?) i koleżanka wychodzi uszczęśliwiona.

*

Nastolatek wraca ze spotkania z przyjaciółmi, które było naprawdę udane (pomijając napad myśli samobójczych w trakcie i powstrzymywanie się siłą, by nie skoczyć na tory podczas przechodzenia przez galerię handlową w metrze centrum – ale to akurat norma).

Ma dużo energii. Za dużo energii.

Na progu słyszy:

– Ty nie masz depresji! Nie możesz mieć depresji. Ludzie w depresji się tak nie zachowują, nie spotykają z ludźmi, nie śmieją się.

Psycholog z poradni mówi to samo.

*

Wakacje, spędzane w gronie przyjaciół i dwóch matek, trwają dopiero trzy albo cztery dni.

– I dlaczego oni do ciebie mówią w rodzaju męskim?! Masz jakieś problemy z tożsamością?

Problemy? Nikomu wcześniej nie przyszło do głowy, że to mógłby być problem. Po prostu rodzaj męski pasuje bardziej – co w tym złego?

Zamknięcie się w sobie nie wystarcza. Schowanie się w swetrze, zwanym futrem z Blacka, wydaje się jedyną prawidłową reakcją. To także czytelny komunikat dla najbliższej osoby, że można i trzeba przytulać.

Ale od teraz lepiej nie robić tego publicznie.

*

– Ty nie jesteś kimś słabym – mówi przyjaciółka, niespełna jedno pokolenie starsza. – Masz rdzeń ze stali.

– Ta-ak, akurat.

*

Sąsiadka, coraz bardziej agresywna, śni się po nocach. W koszmarach drzwi są z tektury i nie pasują do futryny, a zamki nie działają.

Najgorsze jest to, że wszystkie metody działania zostały wyczerpane. Co najmniej dwa razy. I nic nie pomogło.

*

Koniec drugiego wieczoru wypełnionego historią raptem osiemnastoletniego życia. Wydarzenie po wydarzeniu. Szczegół po szczególe. Bez cenzury.

– Jak na takie wydarzenia i tak jesteś zdumiewająco normalny – komentuje przyszły ojciec chrzestny. Jeszcze nie niedoszły, bo wciąż umie słuchać jak nikt.

Jest czwartek, a technicznie to nawet piątek. W weekend zaczynają się Wybory Europarlamentarne 2004, ale ważniejsze jest to, ze od jutra startuje nauka do zaległych zaliczeń – to ponad trzydzieści klasówek do nadrobienia, a czasu jest bardzo mało.

W tle gra cały czas zapętlone You can’t take me Adamsa.

*

Autor kolejnego internetowego pamiętnika, tegoroczny maturzysta, ze zdumieniem zauważa, że żyje swoim blogiem. Tym ostatnio założonym. Na którym w teorii powinien być tylko fikcją literacką i pozą, ale – ma wrażenie, jakby to wszędzie indziej był postacią literacką. Słabo napisaną.

*

W Czarze ognia coraz więcej wpisów. Społeczność żyje. Ludzie zostawiają autografy „Dla zawsze uśmiechniętego Wampira”.

Zawsze uśmiechnięty Wampir komentuje to tylko uśmiechem.

*

Chłopak dobija do dwudziestych pierwszych urodzin, więc jest w wieku bohatera pewnego filmu, którego właśnie wtedy zgwałcono i zamordowano.

W koszmarach o drzwiach z tektury pojawiają się inni bohaterowie tego filmu, a po przebudzeniu – myśl, że wszystko się może zdarzyć, wszystko jest do przeżycia, ale z tego jednego koszmaru na jawie by się nie udźwignęło.

*

– Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś…?!

– Bo ty masz więcej problemów niż ja, nie chciałam cię obarczać swoimi, zresztą moje problemy to żadne problemy…

*

Sąsiadka umiera po dwunastu latach terroru. Jej mieszkanie jest zrujnowane i pełne zapisków w rodzaju „znowu mnie obserwują, cały czas, nigdy nie jestem sama”. Zapiski są datowane, ale i bez tego widać, że kartki mają nawet po kilkadziesiąt lat.

Parę miesięcy później wpada z wizytą we śnie – przyjaźnie nastawiona i spokojna.

Oznacza to koniec koszmarów. Przynajmniej tych.

*

Bohaterka jednego z ulubionych seriali pyta: „Czy naprawdę mamy czas, żeby być sentymentalnymi?” – uciekając od rozpamiętywania śmierci towarzyszek broni. Bo trzeba działać, a nie być sentymentalnym.

Przez kilka lat strategia działa. To są dobre lata, przynajmniej na pierwszy i drugi rzut oka.

Praca, studia, realizowanie ambicji. Pierwsza szóstka na uczelni, pierwsza umowa o pracę, pierwsza konferencja naukowa, pierwszy kredyt, pierwszy seksuolog. Niezależność ma swoją cenę, ale jest tego warta. Chyba.

*

Spotkanie filmowe, na którym wyświetlony jest film Hedwig and The Angry Inch, a potem toczy się ponura dyskusja polegająca na tym, że grupa ludzi udowadnia sobie nawzajem, że osoby transseksualne mają beznadziejnie w życiu, nie znajdą partnerów, nie znajdą pracy i nikt ich nie zaakceptuje, z czasem okazuje się punktem zwrotnym w życiu.

Dwoje ludzi wychodzi przed końcem.

– Marcin, ja nie mogłam już dłużej ich słuchać! Co za pesymistyczni ludzie! – wybucha przyjaciółka ze studiów. – Żeby oni zobaczyli cię na studiach, przecież ciebie każdy lubi i akceptuje, jesteś tam gwiazdą!

*

– Jest praktycznie niemożliwe, by ktoś z dysleksją opanował choćby jeden język obcy w stopniu umożliwiającym płynną komunikację – odpowiada na pytanie prowadząca zajęcia specjalistka.

Student, który zadał pytanie, raczej nie podziela tej opinii. Pamięta, że – choć sam ma dysleksję – bardzo chciał zostać redaktorem językowym i, przy jego sokolim oku do błędów, jakoś nikogo to nie dziwiło. Postanawia sobie, że kiedyś zda CAE.

*

Przed wejściem do poradni chłopak przypomina sobie, że ludzie w depresji chodzą wolnym, ospałym krokiem, są zgarbieni i absolutnie się nie uśmiechają. No, ewentualnie słabo. I z wysiłkiem.

– Mam depresję. Nie sypiam po nocach, nie mam na nic energii, nie chce mi się żyć, trudno mi się zebrać i zrobić sobie coś do jedzenia… – recytuje objawy. (Człowiek w depresji tak nie wygląda!)

Dostaje standardowy antydepresant, po którym ma dużo energii i w ogóle nie potrzebuje snu. To chyba lepiej niż jak się śpi po kilkanaście godzin. Przynajmniej można nauczyć się do sesji – i dostać kolejne stypendium naukowe.

*

Wywód na czacie jest łatwy. Czat przyjmuje to, że można być transseksualnym gejem. Ostatecznie mówi to transseksualny gej.

Co innego otoczenie. Do coming-outów przed otoczeniem, zwłaszcza w bardzo heteronormatywnym środowisku transseksualistów, co to przebąkują nieśmiało, że gdzieś ponoć są jacyś trans-geje, jeszcze trzeba się przygotować.

*

Pierwsze w życiu samodzielnie zaplanowane i poprowadzone warsztaty są rewelacyjne.

– I wiesz co, nie wiem jak to zrobiłeś, ale potem czułam się naładowana energią przez trzy dni!

Depresja powoli mija. Kolejna sesja to jeszcze większy sukces.

*

– Nie wiem, chyba nie pójdę na tę grupę, nie czuję się tam dobrze.

– Czemu? – dziwi się przyjaciel. Przyjaciel nie jest transseksualny. Nie jest nawet homoseksualny. Chyba można się przed nim otworzyć.

– Bo ja chyba nie pasuję.

– Ale dlaczego?

Wyrzucenie z siebie litanii tego, co robią „wszyscy prawdziwi transseksualiści poza mną” pomaga.

To, że przyjaciel nie widzi problemu, pomaga jeszcze bardziej.

*

– Ja bym tak nie mogła. Jeśli przez wiele godzin nie jem, a potem zjem nagle dużą porcję, to mi niedobrze.

 Naprawdę…? Nigdy tak nie mam.

 Rzeczywiście masz zaburzenia odżywiania.

– Ale ja tak mam od zawsze. Po prostu zapominam, że jestem głodny, a potem jem ogromną porcję i jest okej. Serio inni tak nie mają?

– NIE.

*

Google: Poliamoria. W zasadzie nie ma polskich wyników. Znowu.

*

Jest wczesna zima. Otoczenie żyje tym słowem na „k” oznaczającym dla nich ogólnopolskie zloty fanów fantasy, a dla jednej osoby natychmiastowe „nie ma! nie myśleć!”

Dużo bardziej atrakcyjny jest plik w Wordzie, który miał być publikacją konferencyjną o osobach transseksualnych i ich nienormatywnych ciałach, ale potem rozbudował się na sześćdziesiąt i osiemdziesiąt stron.

To chyba będzie książka.

*

Mija pół roku chodzenia do sensownego psychiatry, który nie wygłasza tekstów w stylu „na pewno nie masz żadnych problemów, za młody jesteś, a w ogóle to wiosna idzie, więc co, życiem się cieszyć, a nie depresję mieć!”.

Problemy trwają, co inspiruje do przemyśleń.

– Wie pan co, bo kiedy czuję się dobrze, to mogę przez kilka dni nie spać i mam wtedy bardzo dużo pomysłów i…

Psychiatra zmienia diagnozę.

Przygnębienie trwa tylko tydzień. Skoro jakiś czas temu okazało się, że bycie osobą transseksualną to nie przekleństwo i można z tym żyć i być szczęśliwym, to dlaczego miałoby się to nie udać również z ChAD?

Nauczenie się, że ChAD jest podstępne oraz że ludzie przyjaźni osobom trans często mają dużo uprzedzeń wobec osób z niewidocznymi niepełnosprawnościami, zajmuje znacznie więcej czasu.

*

Pierwsze fragmenty książki przenikają do internetu jako artykuły na subbloga poświęconego osobom transpłciowym. Łącznie tekstów jest kilkanaście. Czytelników chyba też.

*

– Dlaczego mi nie powiedziałeś wcześniej…?

– Bo nie chciałem cię obarczać swoimi problemami, masz za dużo swoich.

*

Spotkanie z sensownym psychiatrą.

– Myślę, że mógłby pan uzyskać drugi stopień, to mogłoby być pomocne.

Sprzeciw. Poradzenie sobie samemu będzie bardziej pomocne.

*

Pierwszy występ w telewizji na żywo jako jeden z kilku gości. Oczywiście – pełen sukces.

*

Kolejne zerwanie kolejnego toksycznego związku i spontaniczne „mam wszystko gdzieś, nic mnie nie obchodzi, umówię się z tym facetem”.

Facet ma prawie pięćdziesiąt lat, jest z jakiegoś obcego kraju i jest biznesmenem, ale pisze pełnymi zdaniami i używa znaków interpunkcyjnych tam, gdzie powinien. To dobra okazja, by poćwiczyć angielski w praktyce. I, co najważniejsze, zaprasza na sushi.

Mężczyzna jest obłędnie przystojny, inteligentny, pełen szacunku i zrozumienia. Sushi się przydaje, bo dzięki temu można posiedzieć dłużej i porozmawiać o przepływającej obok porcji w momentach, kiedy szuka się lepszego tematu do rozmowy. Zrobienie jak najlepszego wrażenia nagle wydaje się bardzo istotne.

– Jak często bywasz w Warszawie?

– Różnie. Mniej więcej co dwa, trzy miesiące.

Myśl „Uff, nie jest tak źle” pojawia się od razu. Refleksja, że pytanie padło po mniej więcej trzech godzinach znajomości – znacznie, znacznie później.

*

– No bo właściwie transseksualizm nie jest moim głównym problemem… Właściwie w ogóle nie jest.

– To co ty tutaj robisz?

Uczestnik grupy nie odpowiada. To jedno z tych zbyt trudnych pytań.

Po pewnym czasie, kiedy przejmuje prowadzenie spotkań, dostrzega odpowiedź w opowieściach innych uczestników.

*

Ogromny konflikt przerasta możliwości pojmowania wolontariusza, który przy okazji jest studentem próbującym się uspokoić i nauczyć do ostatniego egzaminu.

To trochę tak, jakby wszyscy inni ludzie nie tylko myśleli w zupełnie innych kategoriach i przeżywali swoje życie inaczej, ale jeszcze oczekiwali dostosowania się. Bo skoro oni umieli, to każdy umie.

Nawet nie wiadomo, od czego zacząć wyjaśnienie.

Może jednak papierek na niepełnosprawność to nie taki zły pomysł? Ostatecznie nikt nie oczekuje od osoby na wózku, że wejdzie po schodach na dziesiąte piętro.

*

Trwa pierwsza konferencja naukowa poświęcona wyłącznie transseksualizmowi.

Autor bloga przysiada się do grona prelegentek i po krótkiej rozmowie nieśmiało wręcza nowo poznanej osobie wizytówkę.

– Ja ciebie cytuję! – wykrzykuje z entuzjazmem autorka książki „Transseksualizm w Polsce”.

*

Krew jest praktycznie w całym mieszkaniu. A już na pewno w każdym pomieszczeniu. Przyjaciółka przyjeżdża spod Warszawy pomóc i powspierać. Zostaje uprzedzona, że czeka ją wysokie stężenie bardzo czarnego humoru.

Bardzo czarny humor pozwala trzymać się w jednym kawałku.

No i bliscy.

*

– A dlaczego ty nie poprowadzisz tych spotkań?

– Ja…? Coś ty. Nie czuję się na siłach. Hm. Jeszcze nie.

*

Na niektóre wydarzenia warto czekać, ale mogłyby być trochę dłuższe.

– Szkoda, że nie poznaliśmy się kilka lat temu. Wtedy przyjeżdżałem do Polski na tydzień, jeździłem po kraju sam, miałem mało spotkań…

– Hm, nie wiem. Wcześniej byłem zbyt grzecznym chłopcem, żeby przyjąć twoje zaproszenie, potem miałem pół roku blokady na seks, a później byłem w związku.

– Czyli odezwałem się w dobrym momencie?

– Najlepszym.

*

Mały subblożek jest dużym, rozpoznawalnym blogiem ze sporym zasięgiem.

Ludzie zaczynają pamiętać, że można być transem i gejem jednocześnie i w ogóle tak jakby więcej ogarniali w tematach trans. Oraz pokrewnych.

Autor czuje dużą satysfakcję, że się do tego przyczynił.

*

– Dlaczego nie chcesz jej kupić sam?

– Jeśli sam ją kupię, to ona będzie miała zupełnie inne znaczenie niż jeżeli ty ją kupisz. Mogę to zrobić, ale będzie zwykłą dekoracją.

– Ach, widzę o co ci chodzi.

*

Dojście do wniosku, że najwyższa pora zacząć być sentymentalnym i pomyśleć o sobie, zajmuje sporo czasu. Prawie zbyt wiele. Ale tylko prawie. Niektórzy tak już mają, że po prostu radzą sobie ze wszystkim. Tylko czemu to „wszystko” oznacza bagaż doświadczeń, który przerasta większość słuchaczy?

– Jak już to sobie uporządkuję i się wyciszę, będę miał z czego czerpać – wyjaśnia przyjaciołom.

Poszukiwania bezpiecznych przestrzeni trochę trwają. Z poszukiwaniami już tak jest, że to będą te miejsca, do których zajrzy się na samym końcu.

Czasami można się zdziwić.

*

– Bo ty się zawsze uśmiechasz. Trans-Optymisto.

Autor bloga ma ochotę walnąć głową w najbliższy stolik.

– Właśnie mam ciężki epizod depresji – odpowiada zamiast tego.

A w nazwie nie o to chodzi.

*

– Żałuj, że cię nie było na mojej prezentacji, mieliśmy bardzo ciekawe zajęcia.

– A o czym mówiłeś?

– O BDSM.

– O! tym też się zajmujesz?

Ups. No chyba…

*

Sensowny psychiatra reaguje zaniepokojeniem na informację, że leki pogorszyły stan zdrowia, a nie polepszyły.

– To nie leki. To oznacza, że dwubiegunówka jest pana mechanizmem obronnym, ona chroni pana mózg przed przegrzaniem się. Kiedy leki wyłączyły dwubiegunówkę, tę funkcję musiały spełniać inne problemy.

Psychiatra rysuje na kartce rozrzucone luzem prostokąty i łączy je ze sobą kreskami, a następnie obrysowuje całość ramką. I tłumaczy:

– Te małe prostokąty to są światy pojedynczych ludzi. Ludzie spotykają się i rozmawiają ze sobą o swoich światach. Ta ramka – to jest pana świat. Proszę, tu jest skierowanie do specjalistki do całościowych zaburzeń rozwojowych, ucieszy się, mogąc pana podiagnozować.

Na skierowaniu jest kilka różnych kodów z ICD-10. W trakcie rozmowy psychiatra machinalnie dopisuje jeszcze F90. Nie ma F64, „bo teraz mówi się, że to nie jest zaburzenie tylko alternatywna forma rozwoju tożsamości, będziemy nowocześni”.

Google: Autyzm.

*

W Czarze ognia wciąż pojawiają się nowe wpisy. Część z nich powinna była pojawić się wiele lat wcześniej, ale po prostu się nie złożyło.

Grunt, że potem relacje układają się z powrotem jak powinny. Zupełnie jak na filmie, każda ważna osoba pojawia się w najlepszym możliwym momencie.

Z czasem wszystko ułoży się jak powinno.

*

Krótkie streszczenie psychoterapeutce wydarzeń ostatniego tygodnia trwa pół godziny.

– Pan to ma niezwykłą umiejętność organizowania sobie życia tak, żeby ciągle się u pana coś działo.

Psychoterapeutka ma rację, choć jeszcze prawie nic nie wie. To dopiero kilka miesięcy. Co można opowiedzieć przez kilka miesięcy…?

*

W otoczeniu kolejne osoby dowodzą, że transseksualizm to najgorsze kalectwo, jakie może człowieka spotkać. Albo przynajmniej prawie najgorsze.

Otoczenie zawsze było jakieś takie… inne.