Coś ruszyło!

W tym roku, pod redakcją Aleksandry Jodko, nakładem wydawnictwa SWPS „Academica”, ukazała się dwustustronicowa książka zawierająca artykuły poruszające tematy, o których w seksuologii mówiło się po cichu i ostrożnie. Nie ma co prawda artykułu o transwestytyzmie, życie byłoby zbyt piękne – natomiast w pozostałych artykułach wspomina się takie pojęcia jak „transpłciowość” i „osoby trans”, co w świecie polskiej nauki jest absolutną nowością.

„Tabu seksuologii. Watpliwości, trudne tematy, dylematy w seksuologii i edukacji seksualnej” porusza m.in. takie zagadnienia, jak: Krytyka pojęcia orientacji seksualnej w świetle społecznego konstrukcjonizmu i teorii queer, Interseksualizm – trzecia płeć i Modele kobiecości i męskości w podręcznikach do edukacji seksualnej. Jest też o aseksualizmie, pedofilii (widzianej z wielu punktów widzenia; wykorzystywaniu seksualnemu dzieci poświęcono aż sześć artykułów), o cyberseksie, seksualności osób starszych oraz niepełnosprawnych, a także o sadomasochizmie w „Pianistce” Edwarda Jelinka. Pianistka – etiuda na temat perwersji sadomasochistycznej? jest warta zauważenia jako, bardzo udany, szkic literacko-psychoanalityczny; rodzaj furtki do przyszłego, bardziej naukowego omówienia BDSM.

Gorąco polecam całą antologię, a dwóm spośród zamieszczonych w niej artykułów poświęcę tutaj więcej uwagi.

Heteronormatywna matryca

Najciekawszy wydał mi się pierwszy tekst, autorstwa dr Katarzyny Bojarskiej. Autorka zwraca w nim uwagę na nieaktualność podziału całego społeczeństwa na dożywotnich przedstawicieli jednej z trzech orientacji seksualnych i krytykuje przekonanie specjalistów o tym, że są w stanie, na podstawie dotychczasowych doświadczeń danej jednostki, przypisać ją do jednej z tych trzech grup. Ciasności i nieadekwatności tych etykiet dowodzi m.in. poprzez odwołanie sie do do aktualnej samowiedzy kilku konkretnych osób. Przedstawia w skrócie ich historię, każe zastanowić się, do jakiej orientacji przypisanoby każdą z osób, a następnie przenosi się w czasie i ukazuje te same osoby za kilka, kilkanaście lat – w niekiedy skrajnie odmiennych okolicznościach. Szczególnie ujęła mnie jedna z tych historii:

30-letnia kobieta. W stałym związku od 8 lat, zamężna od 5 lat. Oboje z mężem szaleją za sobą. Od wieku dorastania była zakochana w kilku mężczyznach, lecz odkąd poznała swojego obecnego męża, nikt inny się dla niej nie liczy. Czuje, że dokonała najlepszego wyboru, jaki mógł się jej trafić w życiu.

5 lat po badaniu: 35-letnia, rozwiedziona kobieta. W stałym, szczęśliwym związku od 13 lat, w tym od trzech lat z kobietą. Jej związek przeszedł emocjonalne perturbacje, gdy jej mąż wyznał przed nią swoją transseksualną tożsamość – badana była rozczarowana, że nie dowiedziała się o tym wcześniej, bo uznała to za bolesny brak zaufania. Obie podjęły decyzję o rozwodzie, aby umożliwość prawną procedurę zmiany płci metrykalnej. Nie było wątpliwości, że nadal chcą być razem. Partnerka badanej przeszła wymagane procedury prawne i medyczne. Obie są ze sobą związane tak samo silnie, jak przed rozwodem. Badana wciąż nie widzi świata poza swoją partnerką. Czekają na prawną możliwość zawierania związków jednopłciowych, ponieważ bardzo pragną się ze sobą ożenić.

Cały artykuł jest znakomity, inteligentny, napisany świetnym stylem, skłaniający do refleksji. Nie zamierzam nawet próbować streścić wszystkich poruszanych przez niego kwestii, gdyż tutaj każde zdanie ma znaczenie – po prostu trzeba przeczytać oryginał. Tekst nie tylko wnosi wiele do polskiej nauki (psycholożka i seksuolożka, której bardzo bliska jest teoria queer – to jest coś!), ale także wywiera znaczący wpływ na czytelniku, zwłaszcza identyfikującym się z nurtem LGBTQ.

Na zakończenie autorka krytykuje niewiedzę polskich seksuologów oraz „zmedykalizowany, patologizujący heteroseksizm” ich wywodów, w których nie tylko nadal pisze się o dożywotniej orientacji seksualnej (zamiast o tożsamości seksualnej), co określa jako problem drugorzędny, ale przede wszystkim wciąż! traktuje się homoseksualizm jak dewiację, pisze się o „etiologii”, „osobnikach”, „przebiegu”… I nawołuje ich do pogłębiania wiedzy.

Tabu seksuologii

Interseksualizm – pora na zmiany?

Artykuł Mariki Nowickiej o interseksualizmie był, na tym tle, trochę rozczarowujący.

Autorka podeszła do tematu całkiem rzetelnie. Zaczęła od wprowadzenia, w którym omawia australijską historię człowieka, mającego w paszporcie płeć X, i wskazuje na fatalne skutki braku wiedzy społeczeństwa na rozwój osoby interseksualnej. Następnie wyjaśniła rozwój płci biologicznej i psychicznej, przeszła do definicji, epidemiologii, etiologii i klasyfikacji interseksualizmu (por. zakończenie poprzedniego omawianego artykułu), opisała leczenie interseksualizmu wczoraj i dziś, omówiła wpływ interseksualizmu na funkcjonowanie osoby, i na zakończenie wskazała model terapii skoncentrowanej na pacjencie jako może lepszą alternatywę dla funkcjonującego nadal modelu terapii skoncentrowanej na zatajaniu i stygmatyzacji. (Szczegółowe omówienie obu modeli znaleźć można tutaj). Skończyła jednoznacznym opowiedzeniem się za nowym modelem terapii.

Zatem właściwie jest wszystko, co być powinno… Problem w tym, że – zaczynając od niezbędnego nadal wyjaśnienia, czym jest płeć i dlaczego nie jest monolitem – autorka nie mogła wyczerpać tematu na zaledwie piętnastu stronach. Jest w tekście kilka niejasnych fragmentów (efekt skrótów redakcyjnych?), ciężko też określić stanowisko autorki. Wydaje mi się, że chciała pisać obiektywnie i naukowo, z pozycji obserwatora, a jednocześnie zaprezentować nowy model terapii jako lepszy. Być może podejście queer byłoby tu lepsze, być może wystarczyłoby tylko rozbudować tekst, a może nie tłumić w sobie empatii… W tej wersji zdecydowanie czegoś mi zabrakło i najzwyczajniej w świecie artykuł jest niespójny.

Ponadto, co niby jest drobiazgiem, ale ma dość istotne znaczenie, gdy chce się dowieść prawa ludzi do decydowania o sobie, autorka zaniedbała kwestię rodzaju gramatycznego. „Alex MacFarlane jest osobą interseksualną i chciał, by żeby ten fakt znalazł potwierdzenie w jego paszporcie. Nie chciał kłamać, nie mógł w druku urzędowym zakreślić pola ‚mężczyzna’ ani ‚kobieta'”. Język polski nie uznaje ani braku rodzaju gramatycznego, ani trzeciej płci, niemniej jednak dlaczego tak łatwo przypisano płeć męską osobie, o której pisze się, że nie pasuje do żadnej? Z artykułu można się też dowiedzieć, że – w przypadku transseksualizmu – „biologiczna kobieta uważa się za reprezentantkę płci męskiej”. Na litość, w jednym zdaniu nie tylko „biologiczna kobieta” (zamiast np. „osoba biologiczniej płci żeńskiej”; kobieta jest już konstruktem społecznym), ale i „reprezentantka”, za którą uważa się transseksualista typu K/M. To chyba kwestia braku wyczucia językowego?

Zatem: wielki plus dla Mariki Nowickiej za napisanie tego tekstu, za wskazanie, jak wiele szkód w psychice osoby interseksualnej robi naznaczenie jej jako innej i gorszej, i dostosowywanie jej do obowiązującego w społeczeństwie podziału na czerń i biel, za odwoływanie się do hermafrodytyzm.org… Jak na pionierski artykuł, naprawdę bardzo dobrze. Jednak zabrakło mi tej pewności siebie i własnych racji, tego odważnego zerwania ze „zmedykalizowanym, patologizującym heteroseksizmem” i przypisywaniem etykiet, które cechowały omawiany wcześniej artykuł Bojarskiej. Być może wynika to po prostu stąd, że w temacie orientacji seksualnych powiedziano już dość, by taki krok był możliwy, zaś interseksualizm nadal pozostaje w sferze tabu jako problem medyczny, o którym psychologowie, socjologowie i inni humaniści nie powinni wypowiadać się zbyt śmiało.