Udostępnienie zwiastunu kolejnego filmu o transrodzicielstwie przez Fundację Trans-Fuzja wzbudziło zrozumiałe kontrowersje zarówno wśród osób cispłciowych, jak i transpłciowych.

Z jednej strony mój wewnętrzny aktywista cieszy się, że powstają kolejne dokumenty ilustrujące ludzką różnorodność i ich dążenie do spełniania marzeń. Pamiętam, jak wiele lat temu z zafascynowaniem oglądałem Transparent, bodaj pierwszy dokument o K/Mach w ciąży. Z drugiej strony, rozumiem komentarze przeciwników transowej ciąży – to jest coś, co burzy wewnętrzny porządek wielu ludzi, co nie mieści się w ich rozumieniu świata i w sposobie, w jaki zdefiniowali samych siebie.

Dziwi mnie bardzo postawa Trans-Fuzji. Upublicznienie filmiku mogłoby być ciekawym przyczynkiem do debaty na temat transmęskiej ciąży, w której ludzie mogliby swobodnie dzielić się swoimi przemyśleniami, obawami, pragnieniami związanymi z tym tematem. Tymczasem ta dyskusja praktycznie została wycięta w pień. Zostały smętne resztki wypowiedzi przeciwników i sceptyków oraz dosadne kontrargumenty działaczy.

Innymi słowy: jeżeli nie reagujesz na transmęską ciążę zachwytem, to jesteś transfobem i won nam stąd.

Oczywiście Trans-Fuzja ma pełne prawo prowadzić fanpage jak jej się podoba, jednak kneblowanie każdego, kto nie ma zdania identycznego z kilkorgiem aktywistów nie wydaje mi się dobrą metodą oswajania ludzi z trudnym tematem.

Być może wcale nie o oswajanie tu chodzi, ale o pokazanie Jedynego Słusznego Sposobu Myślenia?