Wczoraj w biurze Rzecznika Praw Obywatelskich odbyła się konferencja Europejskie standardy i dobre praktyki w zakresie korekty płci metrykalnej. Przyznaję otwarcie, że konferencji widziałem na razie fragment, i to online – ale trafiłem w najlepszym możliwym momencie, czyli kiedy (po szeregu wystąpień o europejskich standardach i dobrych praktykach) wypowiadał się jeden ze współautorów projektu rządowego, Jerzy Ferenz – przedstawiciel Ministerstwa. 

Prawnik wyraźnie bronił projektu, tłumacząc, że to dobre rozwiązanie, bo oszczędza czas, skraca całą procedurę, eliminuje biegłych, on czytał, że teraz to trwa tyle i tyle… Pierwsze zdanie, jakie zarejestrowałem,  odnosiło się do tego, że w komisji będą zasiadali specjaliści, którzy bardzo szybko będą w stanie zorientować się, czy ktoś jest „rzeczywiście transseksualny”.

Jak projekt rządowy został rozjechany walcem

Potem rozgorzała ponad godzinna dyskusja, w której projekt został dosłownie zmiażdżony. Kolejni komentatorzy zgłaszali swoje uwagi, często w formie pytań (Czy projekt odnosi się jakoś do dzieci, którym dr Dulko wydaje zaświadczenia do szkół? Kim będzie transkobieta dla swojego dziecka? Co jeśli transmężczyzna urodzi dziecko? Co z dziećmi interseksualnymi, dlaczego ich temat nie jest poruszany? Czy projekt był konsultowany z osobami trans? Czemu małżeństwa nie są chronione, to chyba niezgodne z waszą Konstytucją? Itd.), czasami w formie wtrąconych mimochodem ocen (Ten projekt jest z lat 90.), a czasami w formie opisywania, jak jest, jak powinno być, jakie będą konsekwencje takich i takich działań.

Najpiękniejsze było to, że każda wypowiadająca się osoba dodawała nowe uwagi. To była dokładnie taka sama krytyka jaką widywałem na forach literackich z bardzo wysokim poziomem, gdy pojawiało się na nich Dzieuo jakiejś nastoletniej autorki blogaska, której przed publikacją na tymże forum wydawało się, że już umie fajnie pisać, bo jej koleżanki pochwaliły opowiadanie. Nawet pojawił się odpowiednik „masz potencjał, nie zrażaj się”, ponieważ sporo osób komentujących projekt rządowy naprawdę doceniało starania, zaangażowanie, chęć zrobienia czegoś.

Autorek blogasków mi szkoda, bo zwykle są wrażliwymi dziewczątkami, które starsi i mądrzejsi zglanowali, a potem rozjechali walcem, i nawet tego nie zauważyli. Twórców projektu było mi prawie szkoda – bycie rozjechanym walcem krytyki nie jest przyjemne nawet dla dorosłych, ale tym razem chodziło o osoby, którzy mają władzę nad życiem tysięcy ludzi, a nie pomyśleli, by zapytać beneficjentów swojego projektu, czego potrzebują i zaprosić ich do współpracy.

Wiktor Dynarski, który wypowiadał się ostatni, był naprawdę uroczy, kiedy wyraził współczucie, że przedstawiciel Ministerstwa dostał dzisiaj już tyle pytań i zaraz dostanie kolejne, ale to pierwsza sytuacja, kiedy osoby transpłciowe mogą porozmawiać o tym projekcie. W jego głosie nie było  słychać nawet cienia sarkazmu.

„Jasiu, dlaczego się nie nauczyłeś?” „Proszę pani, ja się cały wieczór uczyłem!”

Druga wypowiedź Jerzego Ferenza – odpowiedź na zmasowaną krytykę – musiała być defensywna. I była. Nawet przyznał, że być może błędem było zrezygnowanie z debaty w szerokim gronie, ale wydawało im się, że opinie eksperckie wystarczą.

O tym, jak bardzo się zamotał z rolą komisji, pisałem już na Facebooku i nie chcę do tego wracać. To, co zasługuje na osobny tekst, to Ferenz tłumaczący się, że przecież oni czytali. Powoływał się na teksty, o które został zapytany (w tym tekst WHO o depatologizacji trans) i na jeszcze więcej, przytaczając naprawdę sensowne publikacje wydane w Polsce i za granicą. Poświęcił sporą część swojej wypowiedzi udowadniając, że ten projekt jest efektem przestudiowania tematu (więc jest zajebisty, a my się nie znamy).

Ferenz, niestety, nie jest jedyną osobą, która ma trudności z pojęciem, że nieistotne jest, ile mądrych książek przeczytali członkowie zespołu pracującego nad tym projektem – znaczenie ma to, z jakich założeń wyszli.

Różne podejścia do transpłciowości

Na szkoleniu dla Niebieskiej Linii w lipcu użyłem następującego schematu:

transplciowosc-ewolucja-podejsciaTa prosta grafika ilustruje zmiany w postrzeganiu osób trans. Osoba, która jest przekonana, że transpłciowość jest zboczeniem, może czytać najmądrzejsze, najbardziej rewolucyjne teksty na świecie, ale dopóki uważa, że czyta o zboczeńcach, będzie pisała brednie na poziomie Frondy. Może być inteligentna, może wypowiadać się piękną polszczyzną, używać bardzo trudnych słów, ale nadal będzie pozostawała w tym paradygmacie. Co jest relatywnie mało groźne, bo większość ekspertów spojrzy na takiego człowieka z góry i powie, że się nie zna.

(Ewa Hołuszko by się pewnie ze mną nie zgodziła; w swojej wypowiedzi podczas konferencji odwołała się do postawy guru psychiatrii, Bilikiewicza; Bilikiewicz w tym tekście w bardzo uczonych słowach opisał jedną ze swoich pacjentek – typową Tru kobietę transseksualną – używając aparatu pojęciowego wykorzystywanego w psychiatrii do opisu zaburzeń psychotycznych).

Medykalizacja jest złośliwa. Wielokrotnie załamywały mnie osoby poruszające się w obrębie tego podejścia, przy czym lekarze chyba akurat najmniej, bo jestem nimi dobity permanentnie.

Ludzie tak myślący równie dobrze mogą działać w organizacjach pozarządowych, mogą uczestniczyć w wielu szkoleniach, mogą specjalizować się w mechanizmach heteronormatywnej opresji, mogą przeciwdziałać łamaniu praw człowieka, mogą publikować mądre teksty o transpłciowości, mogą aktywnie nieść pomoc osobom transpłciowym. I raz na jakiś czas wyskoczą z czymś w rodzaju „nie diagnozuj się sam, idź do specjalisty, on ci powie kim naprawdę jesteś!” albo „uważam, że tylko psycholog będący członkiem Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego powinien móc pracować z osobami transpłciowymi”. Przeważnie, o zgrozo, w dobrej wierze, więc zjadanie ich z kosteczkami jest nietaktowne. A poza tym i tak nie rozumieją, o co mi chodzi.

Twórcy projektu rządowego należą do ogromnej rzeszy osób, które – mimo odrobienia pracy domowej – nadal myślą o transpłciowości w zmedykalizowany sposób. Mogą przeczytać setki książek o prawach człowieka, o depatologizacji, o tranzycji z perspektywy psychospołecznej. I co z tego. Dopóki nie odrzucą tego, czego się nauczyli w szkołach (i co wciąż jest, o zgrozo, zgodne ze „współczesnym stanem wiedzy”), będą posługiwali się kategoriami dobrej i złej diagnozy, o ocenę swojej pracy poproszą w pierwszej kolejności lekarza, wychodząc z założenia, że to on jest największym ekspertem, a większość problemów związanych z korektą płci po prostu zignorują, bo wychodzą one poza prosty schemat medyczny.

Po co z nami rozmawiać, jak można o nas przeczytać?

Optymistycznie

Pociesza mnie myśl, że Ferenz brzmiał na kogoś, kto działa w dobrej wierze, a nie na złość. Strasznie się motał i generalnie nie wywarł dobrego wrażenia, ale w swojej argumentacji odwoływał się do danych, które go wyraźnie poruszyły. Być może w dobrej wierze zechce, jak go proszono, naprawdę posłuchać tego, co ludzie do niego mówią, i być może coś z tego, co usłyszał bądź usłyszy w przyszłości, sprawi, że zakwestionuje swoje przekonania.

I, być może, miażdżąca krytyka ze strony osób reprezentujących naprawdę różne światopoglądy, kierunki wykształcenia, organizacje i kraje, wzmocniona artykułami w mediach, wystarczy do przyznania, że nie tylko „być może” twórcy projektu popełnili błąd, zamykając się na debatę i decydując o uszczęśliwieniu nas na siłę, ale wręcz chcą go teraz naprawić. Wątpię, by odeszli od przekonania, że stwierdzenie, czy ktoś jest „rzeczywiście transseksualny” jest konieczne, ale może poprawią szczegóły?

Na pewno ogromnym sukcesem jest to, że ta debata się zaczęła.

***

W projekcie rządowym najbardziej przeszkadza Ci... (max 5 odpowiedzi)

  • Istnienie komisji podejmującej za Ciebie kluczowe decyzje (80%, 51 Votes)
  • Przymusowy test realnego życia (od roku do trzech) (73%, 47 Votes)
  • To, że nie był konsultowany z zainteresowanymi (58%, 37 Votes)
  • Jednoinstancyjność komisji (nie ma się jak odwoływać) (56%, 36 Votes)
  • Brak możliwości rozpoczęcia korekty przed uzyskaniem pełnoletności (42%, 27 Votes)
  • Wymóg niepozostawania w związku małżeńskim zanim zacznie się test realnego życia (36%, 23 Votes)
  • Brak informacji o tym co dzieje się po korekcie płci (co ze świadectwami pracy, ZUSem, dziećmi itd.) (31%, 20 Votes)
  • Nadmierna złożoność procedury - korekta płci powinna być łatwa (31%, 20 Votes)
  • Wyelimowanie lekarzy o specjalności ginekolog-seksuolog (23%, 15 Votes)
  • Konieczność zdiagnozowania transseksualizmu (14%, 9 Votes)
  • Tymczasowy dokument tożsamości na czas testu realnego życia (11%, 7 Votes)
  • Korekta płci prawnej w sądzie, w trybie nieprocesowym (6%, 4 Votes)
  • Nadmierne uproszczenie procedury - korekta płci nie powinna być tak łatwa (2%, 1 Votes)
  • Nie mam zastrzeżeń do tego projektu (0%, 0 Votes)

Total Voters: 64

Loading ... Loading ...