Dziś nietypowo, bo na luzie i wielotematycznie.

Przyszło mi dzisiaj do głowy, że właściwie ten news o Rosji zakazującej osobom transpłciowym prowadzenia samochodów to wielki sukces lobbingowy. Bo gdzie nie spojrzałem, wszędzie linkowano newsy, że osoby transpłciowe/ transseksualiści/ transseksualiści i transwestyci nie będą mogli prowadzić, tymczasem przepis zakazuje tego każdemu, kto cierpi na jakieś zaburzenie psychiczne – w tym na przykład weteranowi wojny, u którego rozwinął się zespół stresu pourazowego. Sporo działaczy zwracało uwagę na stygmatyzowanie i wykluczanie ogromnej części społeczeństwa, ale nagłówki wrzeszczały o transseksualistach. Wniosek? Nie jesteśmy uważani za  zaburzonych psychicznie, grupa nr 25, tylko za zupełnie odmienny gatunek dziwadeł. Na swój sposób to pozytywne.

W „Pytaniu na śniadanie” wystąpili dzisiaj Wiktor Dynarski ze swoją mamą oraz psycholog Izabela Jąderek, której karierę medialną śledzę z coraz większym podziwem. Pamiętam ją nieśmiałą, niechętną do wystąpienia i powiedzenia czegoś przed kamerą – a teraz proszę, jak lśni!

W każdym razie – jak często krytykuję wystąpienia medialne osób transpłciowych i ich sojuszników (sławetne „W obcym ciele”, o którym w końcu napisałem 1/10 tego, co bym mógł), tak to mi się wyjątkowo podobało. Dużo ludzi, ze mną na czele, ma tak, że chce powiedzieć o wszystkim i w efekcie widz nie wie, czego program dotyczył. Tym razem widzowi zaserwowano siedem minut konkretów: akceptujemy transpłciowe dziecko – wyrasta na fajnego i bardzo szczęśliwego człowieka. Nie akceptujemy transpłciowego dziecka – jest nieszczęśliwe i może popełnić samobójstwo.

Powyższy przekaz jest banalny, ale konieczny. O tym trzeba mówić dużo i często, i najlepiej nie w tonie „trzeba akceptować transpłciowe dzieci, bla, bla, bla”, tylko właśnie tak, pośrednio: poprzez pokazanie mamy i jej szczęśliwego, dorosłego syna (Wiktor zaimponował mi tym, że zdecydował się nie podkreślać swojej agenderowej tożsamości) i ekspertki, która wtrąci nieco z boku, że sporo dzieci transpłciowych nie ma takiego szczęścia jak Wiktor. Dobre było też to, że to dziennikarze – a nie goście – przywołali samobójstwo Leelah.

Bardzo spójną wymowę programu wzmocniło nieznaczne przekraczanie granic przez dziennikarzy, którzy przedstawili Wiktora Dynarskiego frazą „urodził się jako dziewczynka” (ja tak mówię do prostych ludzi) i dopytali o zabiegi medyczne (nie cierpię, ale wypadło dobrze, zwłaszcza że Wiktor zręcznie wybrnął z tego pytania).

Moje poczucie, że to dobrze zrealizowany materiał, wzmocnił status Izabeli Jąderek:

cały poranek bolałam nad tym, że nie udało się powiedzieć tylu ważnych spraw, które miałam w głowie, bo te 7 minut minęło tak szybko. tyle informacji miałam jeszcze do przekazania! a tu chwilę temu odebrałam telefon od nieznanej mi pani, która widziała nas dziś w Pytanie na śniadanie i poprosiła o pomoc dla swojej córki. cieszę się, bo to znaczy, że komunikat, który wysłaliśmy działa i dotarł tam, gdzie dotrzeć powinien :) (źródło)

Przekaz dotarł pod strzechy! I tak trzymać!