Większość osób w Polsce ma na myśli pana z lewej… Za granicą transkobietą jest pani w czerwonej sukni.

Tekst referatu wygłoszonego podczas konferencji naukowej „TE rzeczy. Nie-do-mówienia” zorganizowanej przez Uniwersytet Gdański w 2009 roku.


Dwie płci, trzy… A może więcej?

W powszechnej świadomości ludzka płeć jest w naturalny sposób dychotomiczna i jednorodna: uważa się, że człowiek może być albo kobietą, albo mężczyzną i jest nią lub nim zawsze w 100%. Jest to jednak poważne uproszczenie. W nurcie gender studies rozróżnia się podział na sex (płeć biologiczną) i gender (płeć społeczno-kulturową).  Seksuologowie wskazują jednak nawet do 10 płaszczyzn, na których można rozpatrywać płciowość jednego człowieka. Są to:

1. płeć chromosomalna
2. płeć gonadalna
3. płeć hormonalna
4. płeć metaboliczna
5. płeć mózgowa
6. płeć wewnętrznych narządów płciowych
7. płeć zewnętrznych narządów płciowych
8. płeć fenotypowa
9. płeć socjalna
10. płeć psychiczna[1]

Pierwsze osiem elementów składa się na to, co nazywamy płcią biologiczną, końcowe dwa można uznać za medyczno-prawne odzwierciedlenie płci społeczno-kulturowej. Tak szczegółowe rozróżnienie wynika stąd, że każdy z tych elementów może być niezgodny z pozostałymi.

Seksuologowie twierdzą, że aby móc nazwać kogoś kobietą lub mężczyzną, konieczna jest pełna zgodność wszystkich dziesięciu elementów[2]. Pojawienie się niezgodności na poziomie płci biologicznej określamy jako interseksualizm, pojawienie się niezgodności pomiędzy płcią biologiczną a płcią psychiczną wskazuje na jakąś postać transpłciowości (np. transseksualizm lub transwestytyzm o typie podwójnej roli). Należy zauważyć, że możliwe są też liczne niezgodności pomiędzy nieuwzględnionymi tu elementami składającymi się na płeć społeczno-kulturową.

Niektórzy, zdając sobie sprawę z faktu istnienia ludzi, których nie da się w sposób jednoznaczny przypisać do kategorii kobieta lub mężczyzna, mówią o istnieniu tzw. trzeciej płci. Jednak, ze względu na ogromne zróżnicowanie wśród ludzi nieprzynależących w sposób jednoznaczny do jednej z płci, można by raczej mówić o trzecich płciach (sic!). Zjawisk, które można tu wymienić, jest mnóstwo. Zaliczają się do nich między innymi: transgenderyzm, transwestytyzm o typie podwójnej roli, androgynia, międzypłciowość (spośród nich tylko transwestytyzm o typie podwójnej roli doczekał się jednoznacznej definicji). Część z nich jest obecna w innych kulturach (hidźra, muxe, Two-Spirit etc.). Niektóre ze zjawisk nie zostały jeszcze nawet nazwane. Kontrowersyjne, ze względu na jednoznaczną w tym przypadku tożsamość płciową, jest uwzględnienie transseksualizmu; jak się jednak okaże, proces niemal całkowitego przejścia z jednej płci do drugiej powoduje pojawienie się kilku różnych problemów związanych z językiem.

Nieujednoznaczniona terminologia

Wiadomo, że język odzwierciedla i zarazem kształtuje nasze widzenie świata. Jeśli jednak nasze widzenie świata nie dopuszcza istnienia trzecich płci, jakie znajduje to odbicie w języku?

Problemy z mówieniem o zjawiskach związanych z trzecimi płciami zaczynają się już na poziomie terminologii – i to nawet, czy może: przede wszystkim, w środowisku akademickim. Androgynia jest pojęciem używanym dla określenia co najmniej kilku różnych zjawisk, począwszy od rodzaju płci psychologicznej według Sandry Bem, na interseksualizmie[3] kończąc. O znaczeniu i sensie istnienia transgenderyzmu – jako nazwy dla stanu pomiędzy transwestytyzmem a transseksualizmem – przetoczyły się w Internecie burzliwe dyskusje[4].  Transwestytyzm o typie podwójnej roli (F64.1 w klasyfikacji ICD-10), polegający na czasowej identyfikacji z płcią przeciwną, notorycznie mylony jest z transwestytyzmem fetyszystycznym (F65.1 w ICD-10), czyli przebieraniem się za kobietę w celu osiągnięcia satysfakcji seksualnej[5].

Do największych absurdów dochodzi jednak podczas mówienia o pozornie najlepiej znanym zjawisku przekraczania granic płci: transseksualizmie. Jeżeli na przykład w literaturze spotka się określenie transseksualna kobieta, intencją autora mogło być zarówno napisanie o osobie płci biologicznej męskiej, utożsamiającej się z kobietą (typ M/K), jak i o osobie płci biologicznie żeńskiej, utożsamiającej się z mężczyzną (typ K/M). Czytelnik za każdym razem musi wnioskować z kontekstu, kogo autor miał na myśli. Problem ten wynika z istnienia dwóch perspektyw, z których można spojrzeć na transseksualność.

W potocznym rozumieniu transseksualna kobieta jest to ‚kobieta, która uważa się za mężczyznę’. Nie jest ważne, jak dana osoba wygląda, jak sama się postrzega, jak spędzi większość swojego życia, ani nawet to, że kobieta to coś więcej niż osoba płci żeńskiej (K/M). Z tą perspektywą można również zetknąć się w wielu polskich opracowaniach naukowych[6].

W głębszym rozumieniu transseksualna kobieta to osoba, która uważa się za kobietę, wygląda jak kobieta i jest transseksualna. Tak o sobie powie sama zainteresowana (M/K), tego określenia użyje też ktoś, kto – zajmując się tematem transseksualizmu – przyjął perspektywę osób transpłciowych. W anglojęzycznych opracowaniach używa się wyrażenia transwoman.

Ten problem pozornie nie wydaje się istotny; dla wielu jest to kwestia wygody. Użycie skrótu myślowego wydaje się rozsądne (a już na pewno ekonomiczne), ponieważ większość osób myśli w kategoriach płci biologicznej i nie rozróżnia kobiety od ‚osoby, która urodziła się płci żeńskiej’. Dla większości transseksualna kobieta to kobieta, która chce być mężczyzną (w domyśle: pozostaje kobietą). Jednakże to uproszczenie zaciemnia obraz: jeżeli patrzy się z perspektywy biologicznej, niemożliwe jest zrozumienie ani istoty transseksualizmu, ani doświadczeń osoby transpłciowej – uwięzionej w tym momencie nie tylko w swoim ciele, ale i w języku.

Język codzienny

Zwykle, kiedy zwraca się uwagę na stosunek polszczyzny do płci, podkreśla się to, że dyskryminuje on kobiety, każąc Zofii Malinowskiej być żołnierzem, doktorem, prezesem (czyli mężczyzną) lub panią żołnierz, panią doktor, panią prezes (czyli nie zwykłym przedstawicielem zawodu, ale wymagającym dodatkowej adnotacji)[7]. Przedstawiony poniżej przecistawny problem dotyczy nieporównanie mniejszej grupy ludzi, jednak oba wynikają z faktu, że struktury języka polskiego nie są – i raczej nigdy nie będą – neutralne płciowo.

Niedopuszczenie przez polszczyznę istnienia kogoś więcej, niż tylko kobiet i mężczyzn, najsilniej odczuwa się w języku używanym na co dzień. Warto tu przypomnieć, że w silnie upłciowionym języku polskim o ludzkiej płci informuje wiele form, a zwłaszcza:

  • Czas przeszły: Już to zrobiłem. Byłam w domu.
  • Tryb przypuszczający: Chciałabym. Poszedłbym.
  • Rzeczowniki: student, studentka.
  • Przymiotniki: Coś taka wesoła?
  • Liczebniki porządkowe: Jesteś pierwsza!
  • Zaimki: jemu, jej, ten, taka, dwóch…
  • Forma grzecznościowa: Co dla pana? Proszę pani, czy mogłaby pani
  • Deklinacja imion i nazwisk: powieść Leslie Feinberg (K), powieść Lesliego Feinberga (M)

Trzecie płci nie mają swojego rodzaju gramatycznego, wybierają zatem pomiędzy rodzajem męskim a żeńskim, decydują się na rodzaj nijaki (rzadko, prawdopodobnie ze względu na to, że poza bezpłciowością jest on również bezosobowy, odczłowieczony) lub – unikając form wskazujących na płeć – konstruują własny język w podobny sposób, jak konstruują inne elementy składające się na ich płciowość. Wypowiedzi bezrodzajowe charakterystyczne są zwłaszcza dla tych osób, które stale lub czasowo nie chcą się jednoznacznie określać jako należące do jednej płci. Niekiedy w ten sposób mówią również transseksualiści, zwłaszcza przed rozpoczęciem leczenia. Mniej lub bardziej świadomie podobne metody stosują również ludzie mający do czynienia z osobami, których płci nie są pewni.

Zatarcie płci nadawcy lub odbiorcy komunikatu w języku polskim nie jest łatwe, ale w wielu przypadkach możliwe. Warto tu wymienić następujące sposoby:

  • Dobieranie słów tak, by nie użyć form rodzajowych. Np.: Co ci tak wesoło? zamiast Coś taka wesoła? Chcesz…? Czego chce? zamiast Chciał(a)byś?
  • Mówienie o przeszłości w czasie teraźniejszym. Np.: Wyobraź to sobie: jadę wczoraj do miasta i w autobusie spotykam Kaśkę zamiast Pojechałem/am wczoraj do miasta i spotkałem/am w autobusie Kaśkę.
  • Zacieranie w mowie końcówek wyrazów. Np.: Powinnnmm, mówiłłm, śpiewałś.
  • (Nad)Używanie strony biernej. Zakupy są zrobione lub Czy zakupy są zrobione? zamiast Zrobiłem/am zakupy lub Zrobiłeś/aś zakupy?
  • Czasowniki niewłaściwe: poszłoby mi się, chciałoby ci się zamiast Poszedłbym/poszłabym, Chciał(a)byś.
  • Rozbudowane opisy lub nadmierna lakoniczność.
  • Zwracanie się do kogoś per ty zamiast pan/pani. Masz rację zamiast Ma pan/pani rację.
  • Pomijanie w piśmie pewnych liter: powiedział.m lub powiedziałm[8].

Podstawowym kosztem odpłciowienia języka jest obciążenie poznawcze nadawcy, a niekiedy także odbiorcy. Dobór bezpiecznych tematów, a później właściwych fraz i poszczególnych wyrażeń – oraz skoncentrowanie się na konsekwentnym stosowaniu wybranych form – angażują niemal wszystkie wyższe procesy poznawcze (myślenie, uwaga, pamięć, język), utrudniając przetwarzanie innych informacji. Komunikaty mogą być ponadto niewyraźnie wypowiedziane, nieprecyzyjne lub niejasne dla odbiorcy. Dłuższe wypowiedzi oparte na stronie biernej, czasie teraźniejszym w odniesieniu do przeszłości i rozbudowanych konstrukcjach zdaniowych, dzięki którym unika się użycia form rodzajowych, mogą razić dziwną stylistyką. Ryzykowne jest też użycie formy ty zamiast grzecznościowego Pan/Pani wobec osoby, której płci nie jest się pewnym. Niemniej jednak często w ostatecznym rachunku takie rozwiązania okazują się lepszym, mniej inwazyjnym dla nadawcy i/lub odbiorcy wyborem.

Tragikomiczna (nie)spójność rodzaju z genderem

Może mieć miejsce również przeciwna sytuacja: osoba o tożsamości płciowej niezgodnej z płcią biologiczną decyduje się na używanie rodzaju zgodnego ze swoim poczuciem płci. Wówczas rodzaj gramatyczny, choć spójny z poczuciem własnego ja, wchodzi w sprzeczność zarówno z fizjologią, jak i z oczekiwaniami społecznymi.

Wczoraj paskudnie się czułem, bo zaczął mi się okres.

Choć powyższe zdanie brzmi może szokować, jest to całkowicie normalna sytuacja – zdarza się co miesiąc prawie każdej osobie płci biologicznej żeńskiej o męskiej identyfikacji płciowej (transseksualistom tylko przed rozpoczęciem terapii hormonalnej).

Czy ma pani jakieś problemy z erekcją?

Tym razem pytanie adresowane jest do osoby transpłciowej typu M/K, czyli osoby płci męskiej, identyfikującej się z kobietą.

Masz prezerwatywę? Zabiłbym się, gdybym zaszedł w ciążę.

I znów najprawdopodobniejszym nadawcą jest transmężczyzna w sytuacji intymnej z drugim mężczyzną (ponieważ tożsamość płciowa nie ma nic wspólnego z orientacją seksualną, transmężczyzna może być gejem).

Uważali, że jestem zniewieściała i dokuczali mi na każdym kroku.

Powyższe zdanie zostało zaczerpnięte z autocharakterystyki transseksualistki M/K: opowiada ona o prześladowaniu przez rówieśników w liceum i oczywiście używa wobec siebie rodzaju żeńskiego, podczas gdy rówieśnicy uważali ją za zniewieściałego mężczyznę.

A oto inne przykłady wypowiedzi związanych z oczekiwaniami społecznymi:

Nie chciałem przekłuwać sobie uszu, ale matka mnie zmusiła.

Pod choinką znowu znalazłem koronkowy stanik, prezent od cioci.

Ożeniłam się z nią, ponieważ tego wymagała ode mnie rodzina.

Pod ubraniem nosiłam wtedy damską bieliznę, ale bałam się, że zauważy ją ktoś z rodziny[9].

Przyjrzyjmy się bliżej jednemu z tych zdań: Pod choinką znowu znalazłem koronkowy stanik, prezent od cioci. Rodzaj gramatyczny (męski) jest tu spójny z tożsamością płciową (mężczyzna), jednak przywoływanemu przez niego genderowi (oczekujemy, że nadawca komunikatu otrzymał od cioci krawat, zegarek, wodę kolońską…) przeciwstawia się treść wypowiedzi (znalazł koronkowy stanik).

Rodzina oczekująca zawarcia związku homoseksualnego, zmuszająca chłopca do przekłucia sobie uszu, obdarowująca go koronkową bielizną i zabraniająca noszenia identycznej dziewczynce, mężczyzna, który boi się, że zajdzie w ciążę i kobieta, którą pytają o erekcję oraz której zarzucają zniewieściałość. Są to sytuacje w naszej kulturze niespotykane, absurdalne, a przy tym bolesne dla osób, którym się przydarzają. Ich tragikomiczność znajduje odzwierciedlenie w języku.

Powieści nieprzekładalne

Konsekwencje silnie upłciowionego języka polskiego są znane również tłumaczom. Bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe, jest wierne przełożenie takich powieści, jak Zapisane na ciele Jeanette Winterson i Stone Butch Blues Leslie/go Feinberg/a. (Trudno zdecydować, czy można odmienić to nazwisko, ponieważ w notce biograficznej na końcu oryginalnego wydania powieści Stone Butch Blues określa się Feinberg/a neutralnymi płciowo zaimkami ze oraz hir zamiast he/she oraz his/her).

W oryginale Zapisane na ciele jedną z kluczowych cech powieści jest to, że – aż do samego końca – ani z formy, ani z treści utworu nie możemy wywnioskować, czy zakochanym w kobiecie narratorem jest druga kobieta, czy też mężczyzna. Jerzy Jarniewicz wspomina w swoim szkicu W niewoli języka, że znalazł w bibliotece angielskie wydanie powieści, w którym na marginesie ktoś notował woman albo man ilekroć znalazł cechę, która mogłaby pomóc mu stwierdzić, jakiej płci jest narrator. Poprowadzenie narracji pierwszoosobowej w czasie przeszłym uniemożliwia wierny przekład powieści na język polski. Tłumaczka, Hanna Mizerska, planowała początkowo przypisać narratorowi rodzaj męski, jednak w koncu wybrała rodzaj żeński.

Powieść Stone Butch Blues nie doczekała się jeszcze polskiego przekładu. Również tu mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową: narratorem jest Jess Goldberg, stone butch z czasów, gdy wśród lesbijek obligatoryjny był podział na butch i femme (czyli, w dużym uproszczeniu, na partnerki męską i kobiecą). Jess decyduje się przejść kurację hormonalną testosteronem i obustronną mastektomię. Nieco później rezygnuje z dalszego przyjmowania testosteronu. Funkcjonuje w świecie jako mężczyzna, natomiast w gronie przyjaciół – jako butch, określana zaimkiem she. Ponieważ w języku angielskim, ojczystym dla Jess, pierwsza osoba nie zdradza płci nadawcy, Jess jest w stanie względnie spokojnie przetrwać w tej niedookreślonej roli. Jednakże przekład powieści na język polski musiałby jakoś odnieść się do tożsamości Jess jako stone butch. Czy Jess ma pisać i mówić o sobie w rodzaju żeńskim czy w męskim? Czy, utożsamiając się z zaimkami she i her, równie bezboleśnie utożsamiał(a)by się z tysiącami czasowników i przymiotników w rodzaju żeńskim? A może w pewnych okresach życia Jess ma używać jednego rodzaju, a w innych drugiego? Czy tłumacz ma w karkołomny sposób przez kilkaset stron unikać czasowników rodzajowych i liczyć na to, że czytelnik nie wyłapie sztuczności, lub może powinien zmusić postać Jess do unikania ich świadomie? Lub jak Daniel Zamojski w swej autobiograficznej powieści Aleksandra Zamojska jest mężczyzną, Jess ma określać się tym rodzajem, z którym utożsamia się pod koniec powieści (tu powraca pytanie: który to by był?), a w dialogach z pozostałymi postaciami używać takiego, jaki w danej sytuacji jest właściwszy? Niezależnie od podjętej przez tłumacza decyzji, postać Jess i środowisko, w którym się obraca, zostałyby zmodyfikowana, niemożliwe jest bowiem oddzielenie rodzaju gramatycznego od tożsamości płciowej.

Gdy trzecia płeć staje się faktem

Podobny problem sprawia pisanie o interseksualizmie. Jakkolwiek zdecydowana większość spośród interseksualistów utożsamia się z jedną z płci, nie dotyczy to wszystkich. Kilka lat temu West Australian Newspaper opublikował historię człowieka urodzonego z kariotypem XXY. Osoba ta przeszła długą walkę o oznaczenie w paszporcie jej płci jako X, twierdząc, że kłamstwem byłoby zarówno twierdzenie, że jest mężczyzną, jak i że jest kobietą. Jaką relację można przeczytać w polskich źródłach?

Nie identyfikując się z męską ani z żeńską częścią społeczeństwa, [Alex] rozpoczął/ęła precedensowe postępowanie, aby Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa Cywilnego, określająca format paszportów, uznała płeć X. — Anna Piżl, replika.kampania.org.pl

Dla Alex wybór M czy F byłyby kłamstwem. „Nie mogę świadczyć nieprawdy z powodu nieudolności ministerstwa” – tłumaczył Alex. — Julie Butler, West Australian Newspaper, [za:] crossdressing.pl,  tłumaczenie xL

Do tej pory najbardziej spektakularny sukces w walce odniosła Australijka Alex MacFarlane. Po 30-letniej walce z urzędami w 2003 roku udało jej się otrzymać paszport, w którym w miejscu płci wpisano X – oznaczający płeć nieokreśloną lub, właśnie, interseksualizm. — Agnieszka Mróz, relaz.pl

Autorzy każdego z artykułów stwierdzają, że Alex nie poczuwa się do żadnej płci, po czym – w tym samym akapicie – mniej lub bardziej świadomie ustosunkowują się do tej nietypowej sytuacji, używając wybranej przez siebie formy. Warto również wiedzieć, że drugi z cytowanych fragmentów pochodzi z portalu skupiającego osoby, dla których przekraczanie granic płci teoretycznie nie powinno być niczym nowym – przede wszystkim transwestytów o typie podwójnej roli.

Nie-do-mówienia, czyli cisza

Tożsamość płciowa polegająca na niedookreśleniach, choć możliwa w teorii i obecna w życiu, jest zatem w dosłowny sposób nie-do-mówienia. Aby ją – wbrew blokadom obyczajowym i gramatycznym – jednak wyrazić, należy wypowiadać się w najlepszym razie nieekonomicznie, bardzo często uciekając się do zabiegów na granicy poprawności językowej lub ją przekraczających. Wypowiedzi te mogą ponadto brzmieć obco, a niekiedy groteskowo, co dodatkowo podkreśla wyalienowanie takich osób w polskojęzycznej kulturze.  Brak słów do nazwania i wyrażenia siebie powodują, że osoby trzecich płci często żyją w izolacji, niepewne, kim są, zmuszane do opowiedzenia się po którejś stronie. Jest im bardzo trudno dokonać coming-outu choćby przed sobą, otoczeniu natomiast – zrozumieć i zachować się wobec nich w sposób respektujący ich tożsamość.

Posłuchajmy:

Urodziłem się płci żeńskiej. Urodziłam się płci męskiej.

Jestem butch. Jestem crossdresserem.

Moje ciało jest interseksualne – ani kobiece, ani męskie.

Nie czuję się do końca kobietą/mężczyzną.

Nie wiem, jakiej jestem płci. Nie umiem nazwać tego, kim się czuję[10].

Język stanowi także jedną z najsilniejszych barier podczas opisywania osób między płciami. Składają się na to różne czynniki, a zwłaszcza:  brak odpowiedniego rodzaju lub niewiedza, który rodzaj wybrać, nieznajomość terminów, nieświadomość, jak ważny jest dobór właściwych sformułowań i wreszcie niewiedza, które sformułowania są właściwe. Należy tu też wspomnieć o głęboko zakorzenionym, także poprzez stosowany na co dzień rodzaj gramatyczny, przekonaniu o dychotomiczności płci.

Być może ta wieloczynnikowa bariera językowa – niekoniecznie uświadomiona – jest jedną z przyczyn nieczęstej obecności trzecich płci w polskim nurcie gender studies?

Bibliografia

Bańko Mirosław, Wykłady z polskiej fleksji, Warszawa 2009.

Dulko Stanisław, Stankiewicz Sylwia: Płeć a seksualność, [w:] Seksualność człowieka. Ujęcie wieloaspektowe, Warszawa 2009.

Imieliński Kazimierz, Dulko Stanisław, Filar Marian, Transpozycje płci. Transseksualizm i inne zaburzenia identyfikacji płciowej, Warszawa 1997.

Feinberg Leslie, Stone Butch Blues, Michigan 1993.

Fajkowska-Stanik Małgorzata, Transseksualizm i rodzina. Przekaz pokoleniowy wzorów relacyjnych w rodzinach transseksualnych kobiet,  Warszawa 2001.

Jarniewicz Jerzy, W niewoli języka – Zapisane na ciele, [w:] Lista obecności, Poznań 2000.

Miemietz Barbel, Kto to jest człowiek [w:] „Teksty drugie” 4/5/6 (1993).

Pilż Anna, Panie na prawo, panowie na lewo. A reszta? [w:] „Replika” 2008, nr 11.

Renzetti Claire M., Curran Daniel J., Kobiety, mężczyźni i społeczeństwo, Warszawa 2006.

Walczewska Stanisława, Pośmiertny hermafrodytyzm Zofii Malinowskiej, [w:] „Pełnym głosem” 1993, nr 1.

Winterson Jeanette, Zapisane na ciele, Poznań 2004.

Zamojski Daniel, Aleksandra Zamojska jest mężczyzną, Warszawa 2005.

www.crossdressing.pl


[1] S. Dulko, S. Stankiewicz, Płeć a seksualność, s. 51.

[2] Tamże, s. 52.

[3] Definicję androgynii jako płci biologicznej, która nie jest ani żeńska, ani męska, usłyszałem na wykładzie z wprowadzenia do psychologii seksualnej.

[4] Przykładowa dyskusja: http://www.crossdressing.pl/forum/index.php?topic=1456

[5] Zob. np.: S. Dulko, S. Stankiewicz, Płeć a seksualność, s. 54. Podobnie jak w większości polskich opracowań na ten temat, nie zostało tu w ogóle wprowadzone rozróżnienie na dwa rodzaje transwestytyzmu (F64.1 i F65.1). W definicji transwestytyzmu pada stwierdzenie, że celem przebierania jest osiągnięcie satysfakcji seksualnej – co wskazuje na rodzaj zaburzenia preferencji seksualnych, F65.1. Na tej samej stronie pojawia się informacja, że transgenderyzm stanowi postać kliniczną pomiędzy transwestytyzmem a transseksualizmem – co wskazuje na rodzaj zaburzenia identyfikacji płciowej, F64.1.

[6] Zob. np.: M. Fajkowska-Stanik, Transseksualizm i rodzina. Przekaz pokoleniowy wzorów relacyjnych w rodzinach transseksualnych kobiet – tytuł.

[7] S. Walczewska, Pośmiertny hermafrodytyzm Zofii Malinowskiej, s. 71.

[8] Na podstawie rozmów, obserwacji i lektury internetowych forów oraz pamiętników osób trans. Opracowanie własne.

[9] Opracowanie własne jak wyżej.

[10] Opracowanie własne.