Nie pochwaliłem się tutaj, że doczekałem się pierwszej publikacji: mój referat znalazł się w wydanej niedawno publikacji Wydawnictwa Uniwersytetu Gdańskiego: Między nieobecnością a nadmiarem. O niedopowiedzeniu i nienasyceniu we współczesnej kulturze (red. M. Kraski, A. Gumowskiej i J. Wróbel). Chodzi o Poza rodzajami męskim i żeńskim – trzecie płci a język polski.

W referacie tym pisałem (w dużym skrócie), jak skrajnie upłciowiona polszczyzna uniemożliwia zaistnienie w Polsce osób „trzecich płci”. Tekst powstał trzy i pół roku temu i choć nadal mogę się pod nim podpisać, dzisiaj uwypukliłbym bardziej aspekt, który tam zaledwie musnąłem:  „osiągnięcia”  polskiego nurtu antydyskryminacyjnego. 

Język wrażliwy na płeć?

Antydyskryminacyjny, równościowy mainstream promuje takie coś: „jak powiedzieliście i powiedziałyście, a nie, przepraszam, jak powiedziałyście i powiedzieliście, drogie uczestniczki i drodzy uczestnicy”. W wersji pisemnej spotyka się najczęściej formy łamane („aś/eś”) i podkreślane („aś_eś”). W gęstszych, dłuższych tekstach jest to nieczytelne zarówno dla człowieka (uciekłem przed tym tekstem), jak i maszyny (np. algorytmów Google). Ale za to jest równościowe. Podobno.

Śmieję się ironicznie, kiedy w publikacjach anglojęzycznych z zakresu seksualności czytam, że partner czy sub czy slave to formy „gender free”. Śmieję się jeszcze bardziej ironicznie, kiedy próbuję przetłumaczyć na polski tekst o związkach czy seksie, który w założeniu jest płciowo neutralny. O co chodzi?

Nie tak dawno temu pisałem o niemożliwości przełożenia na polski Stone Butch Blues, ponieważ każda wersja przekładu modyfikowałaby tożsamość i wizerunek stone butch.  Obecnie nie mogę na polski przełożyć prostego akapitu o związkach międzyludzkich, ponieważ w założeniu miał on być uniwersalny płciowo, a ja powoli zaczynam sobie internalizować (kurwa!), że powinienem pisać tak, by uwzględniać osoby wszystkich płci… wszystkich DWÓCH płci. W wersji „powiedzieliście i powiedziałyście” oraz „partner_ka” nie ma miejsca na genderqueer. Jest miejsce na kobiety i mężczyzn.

Przestrzeń dla genderqueer w polszczyźnie jest systematycznie i bardzo skutecznie likwidowana, ponieważ wszystko, co było postrzegane jako płciowo neutralne (na przykład słowo student czy żołnierz) zamienia się w język opresji. Kilkadziesiąt lat temu każdy był studentem, a moja prowadząca ćwiczenia z kultury języka polskiego (=poprawności językowej) w 2005 roku identyfikowała się jako polonista i była zdziwiona, że studentki są studentkami, bo dla niej to była forma potoczna i umniejszająca. Nie wiem jak odbiera to teraz, może również zinternalizowała język żeńskoosobowy.

Naprawdę przyjazny język

Znajome osoby nienormatywne zgodnie twierdzą, że to angielski jest językiem przyjaznym mniejszościom płciowym: JEST NEUTRALNY. Na płeć wskazuje bardzo mało form, a ponadto wykształcił w sobie formy ze i hir oraz Mx i każdy, kto nie umie wybrać, czy chce być nim, czy nią, może wybrać inną formę. (My mamy rodzaj nijaki, jednak dla większości osób trans jest on językiem opresji –  TO COŚ – choć widziałem u siebie na blogu komentarz pisany w tym rodzaju). Znajoma anglistka doniosła mi, że feminizm anglojęzyczny zrobił radykalny odwrót od form rodzajowych i idzie w kierunku –person i –people zamiast –man/men i –woman/women.

Napisałbym, że po angielsku płeć praktycznie nie boli, a po polsku boli bardzo, ale to nie byłaby prawda: źle użyte angielskie zaimki bardzo bolą. Tyle że kiedy – na przykładach kilku banalnych zdań – opisałem anglojęzycznym osobom genderqueer, co mówi o płci po polsku, usłyszałem: That’s absolutely terrible. I’m sorry you have to deal with entire sentences dealing with gender. That’s one thing I like about English; there’s just only one „I” and no female or masculine anything except for some pronouns.

Genderqueer po polsku…?

Komunikaty pro-równościowe są mniej więcej takie:

Dbamy o kobiety, pamiętamy o mężczyznach, normatywni transi też są OK, ale Ty, droga osobo genderqueer, wybierz sobie swoją przegródkę albo uznaj, że do Ciebie nikt się nie zwracał, a potem doceń, że aktywiści dbają o posługiwanie się językiem, który nikogo nie wyklucza. I koniecznie mów jak my!

No ale cóż. To „nikogo nie wyklucza” ma trochę sensu, bo genderqueer w Polsce praktycznie nie istnieje (bo wiecie, skoro osób homo jest tylko 5%, nie przysługują im żadne specjalne prawa, transów jest jeszcze mniej, a takich nienormatywnych…).

Znam trochę osób trans, które po angielsku piszą o sobie inaczej (lub po prostu chętniej) niż po polsku, gdzie dostosowują się do męskiego lub żeńskiego rodzaju. Odkryłem niedawno, że sam się do nich zaczynam zaliczać: po polsku nadal tylko rodzaj męski albo z tobą nie gadam (cóż, moją jedyną alternatywą jest coraz bardziej inwazyjny rodzaj żeński), po angielsku zakomunikowałem partnerowi, który rozpędził się i użył „her”, że „his” jest preferowane.

Natomiast osób, które otwarcie życzą sobie, by po polsku zwracać się do nich możliwie bezrodzajowo, jest jak na lekarstwo. I raczej nie dokonują coming-outów. Raczej nie upominają się o swoje prawa i swój język. Raczej po prostu się wycofują. Choć z własnych doświadczeń wiem, że 95% komunikatów da się powiedzieć bezrodzajowo. Przynajmniej dopóki nie zaczniemy mieć w głowach, że „poszliście” mówi się wyłącznie o mężczyznach, a obecność jednej kobiety, nieujawnionego K/M-a albo K/* wymusza „poszliście i poszłaś”. Bo wtedy już będzie trzeba przenieść się na wyższy poziom – lub uciec w angielszczyznę.

Aha, ma to jeszcze jedną konsekwencję: osobom trans jest trudniej się odnaleźć, bo przecież nawet język koduje im przekonanie, że można być albo mężczyzną, albo kobietą. Gdyby nie-Tru TS mogli przynajmniej przymierzyć tożsamość genderqueer, zamiast poprzestawać na identyfikacji z płcią biologiczną („bo skoro nie jestem Tru M/K, to jestem mężczyzną”), prawdopodobnie podejmowaliby decyzje szybciej. Tymczasem do tożsamości genderqueer po polsku trzeba się przebijać z maczetą, kosząc nie tylko zaimki, rzeczowniki i czasowniki, ale nawet liczebniki i przymiotniki.

Genderqueer w grupie

O tym się nie myśli – choć starałem się tę sytuację wprowadzić w poprzednich akapitach – ale po polsku osobę nienormatywną płciowo mogą boleć nie tylko „on/ona” (ang. he, she, ze) ale także „oni/one” (ang. they). W wyniku działań pro-równościowych coraz częściej problematyczna staje się obecność osób nienormatywnych w grupie.

Kilka przykładów:

1.

Załóżmy, że w grupie są ciskobiety i niewyoutowana (to ważne) traskobieta. Mężczyzn brak, ale osoba prowadząca o tym nie wie. Może w tej sytuacji powiedzieć „powiedzieliście”, co nie jest zbyt fajne dla transkobiety, ale nadal często jest odruchowe i sporo osób wciąż jeszcze traktuje rodzaj męskoosobowy jako neutralny. Może też powiedzieć „powiedziałyście i powiedziałeś”, podkreślając „męskość” transkobiety i jej inność na tle ciskobiet.

Ten problem rozwiązałby coming-out, podczas którego transkobieta powiedziałaby, że prosi o używanie żeńskich form: prowadzący po prostu mówiłby „powiedziałyście”.

2. 

Załóżmy teraz, że w grupie są ciskobiety, cismężczyźni i niewyoutowany transmężczyzna (a transmężczyźni przeważnie są bardzo wyczuleni na rodzaj gramatyczny). Prowadząca może powiedzieć „powiedzieliście” i dla transmężczyzny to będzie przyjemne lub przynajmniej neutralne. Ale może też powiedzieć „powiedziałyście i powiedzieliście”. Teoretycznie transmężczyzna może nadal identyfikować się z rodzajem męskim, ale przynajmniej część z nich odczuje, że właśnie zwrócono się do niego w żeńskiej formie (tak jak myślała osoba prowadząca).

Problem w znacznym stopniu rozwiązałby coming-out (sytuacja byłaby jasna) oraz umocnienie własnej tożsamości (transmężczyzna zignorowałby wówczas zupełnie formę żeńskoosobową; w praktyce może mieć z tym problem).

3. 

Załóżmy jeszcze, że w grupie są kobiety i mężczyźni (cis oraz trans), a także osoba nienormatywna płciowo. „Powiedzieliście” obejmuje grupę. „Powiedziałyście i powiedzieliście” obejmuje kobiety i mężczyzn. A co z osobą płciowo nienormatywną…? Która forma tego hiperrównościowego, zapobiegającego wykluczeniom języka obejmuje osobę unikającą identyfikacji zarówno z mężczyznami, jak i z kobietami? Bo „powiedzieliście” już nie jest w tym momencie neutralne – bardzo jednoznacznie (dla niektórych osób K/* być może zbyt jednoznacznie) dotyczy mężczyzn.

Dodatkowo osoby K/* mogą mieć zakodowane przeświadczenie, że rodzaj żeńskoosobowy jest równoważny z niemęskoosobowym, używanym wyłącznie wtedy, kiedy nie ma żadnego mężczyzny; odbiorą zatem taką formę jako całkowite zanegowanie ich męskości. Przeważnie nie podobają im się również –ożki i inne pomysły na ukobiecenie języka, ponieważ mogą mieć poczucie bycia okradanymi z form neutralnych lub przyjemnie męskich (nie każdy się outuje, więc nie będą aktywnie bronić tożsamości –oga). Co z osobami M/* nie mam pojęcia: wydaje mi się, że język prokobiecy najbardziej uderza w osoby od kobiecości się odcinające, chętnie poczytam, jak jest naprawdę.

Rozwiązanie najlepsze z możliwych?

Język wrażliwy na płeć jest zatem wrażliwy w bardzo niebezpieczny sposób: wychwytuje i uwypukla lub eliminuje obecność osób płciowo nienormatywnych. Chyba że wymyślimy trzeci rodzaj i zaczniemy mówić: „poszłyście, poszłuście, poszliście… a jak ktoś się nie utożsamia z żadną z form, to przepraszam, do ciebie też się zwracam!”. Ostatecznie LGBT+Q+I+A+O+H już istnieje, możemy wrzucać podobne tasiemce do każdego zdania. Wprawdzie komunikacja będzie wtedy bardzo nieprzejrzysta, ale przynajmniej obejmie każdego!

Ciekawi mnie, jak udałoby się odwrócić tę tendencję, ale chyba jestem fatalistą i nie przedstawię konstruktywnego rozwiązania. Kilka lat temu nie wierzyłem w całkowitą zmianę gramatyki języka polskiego tak, aby był neutralny płciowo. Teraz jest znacznie gorzej dla nie-kobiet & nie-mężczyzn – choć niewątpliwie pozycja kobiet w języku znacząco się poprawiła.  (O płci X w paszportach możemy zapomnieć: ta idea jest coraz bardziej nie-do-pomyślenia po polsku).

Jeżeli czujesz, że ten temat Cię bezpośrednio dotyczy…

Mówię za siebie oraz do pewnego stopnia za kilkoro przyjaciół i znajomych. Wiem, że każdy ma inne potrzeby i inaczej się postrzega. Dlatego gorąco zachęcam Cię do wypełnienia ankiety Ani Urbańczyk, która ma zbadać autentyczne zapotrzebowanie osób w jakikolwiek sposób nienormatywnych płciowo:

Badanie potrzeb osób transpłciowych/transgenderowych/trzeciopłciowych związanych z językiem używanym podczas warsztatów i innych wydarzeń edukacyjnych 

Masz na to czas do 21 września 2012 r, czyli ponad tydzień, czyli najlepiej zrób to teraz.

No i oczywiście zapraszam Cię do napisania komentarza :)