Dziś będę bezproduktywnie rzucać grochem o ścianę. Zrobię tak, bo temat mnie męczy i od ponad tygodnia nie daje o sobie zapomnieć, mimo że usilnie nie chcę się nim zajmować.

Mam dość tej części środowiska aktywistycznego, które jest tak zajęte głaskaniem się po dziubkach, że nie zauważa, że robi krzywdę zwyczajnym przedstawicielom reprezentowanej grupy. Większość tych ludzi się na mnie oburzy. Ale może przynajmniej jednej osobie otworzą się oczy i zacznie zwracać większą uwagę na to, w jaki sposób jest reprezentowana.

Poniżej fragmenty oryginalnych wypowiedzi Wiktora Dynarskiego i Edyty Baker z niedawnej audycji radiowej w TOK.FM wraz z komentarzami. Cała audycja, która odbyła się z okazji Międzynarodowego Dnia Przeciw Homofobii i Transfobii (sic!) do odsłuchania TUTAJ. Są i dobre fragmenty, nawet sporo, głównie kiedy mowa o działaniach Trans-Fuzji. Ale te dobre nie równoważą tych szkodliwych. 

Pan Seweryn

Czemu tu się dziwić, jeśli ktoś chce wyglądać inaczej, to nic dziwnego, że ludzie się oglądają i pokazują palcami. Normalne odruchy.

Ma pan rację, panie Sewerynie, to normalny odruch, że jeśli nas ktoś dziwi czy ciekawi, to chcemy go sobie dokładniej obejrzeć. Wiadomo, pokazywanie palcami jest niegrzeczne, ale komu z nas się to nigdy (nigdy przenigdy! w dzieciństwie także!) nie zdarzyło?

Jak widzicie, wyciągam tu rękę do pana Seweryna zamiast się na niego oburzyć. To dla mnie ustępstwo i do pewnego stopnia manipulacja, ale dzięki temu zyskuję jego mentalne „no tak, właśnie! Ktoś mnie rozumie” i mam uważnego słuchacza. Do którego mogę mówić dalej: konkretniej wyjaśnić, że to nie jest kwestia CHĘCI, aby wyglądać inaczej.

Krytyczna uwaga pana Seweryna jest doskonałą sposobnością, aby przystępnie opowiedzieć, czym jest poczucie płci i jak głęboko jest osadzone w człowieku, jak bardzo determinuje czyjeś zachowanie. Można też wspomnieć coś o passingu – celu, do którego dąży większość znanych mi osób transpłciowych, z różnymi niestety efektami. I znowu podkreślić, że ci ludzie zazwyczaj chcą się wtopić w społeczeństwo i żyć normalnym życiem, jak każdy, tylko los poskąpił im warunków.

Jeżeli nawet pana Seweryna to nie przekona, to być może dotrze do części z ludzi, którzy zdanie pana Seweryna po cichu podzielają. A poza tym to naprawdę dobra okazja do zrobienia miniwykładu.

I od razu pomiędzy Nimi a Nami jest kilka cegiełek mniej.

Co usłyszał pan Seweryn

Przede wszystkim, Edyta Baker spróbowała wykręcić kota ogonem:

Edyta Baker: Co to znaczy inaczej niż wszyscy? Każdy z nas wygląda inaczej. Jeden ma bardziej odstające uszy, drugi mniej, jeden ma nos bardziej zadarty, drugi mniej, jeden ma włosy, drugi nie ma włosów…

Ta strategia nie działa. Nie przemyci się w ten sposób akceptacji dla tak wielkiej (w czyichś oczach) odmienności. A poza tym nie o to chodziło.

Paweł Sulik, prowadzący, naprowadza: Ale pan Seweryn pyta, jak rozumiem, albo też pisze, w takim kontekście, że to jest jakaś świadoma decyzja, swoistego – jeśli rozumiem dobrze pana Seweryna – udziwnienia się. 

Piękny moment, żeby powiedzieć to, co proponowałem wyżej. Tymczasem:

Edyta Baker: Udziwnienia? No trudno, jak pan Seweryn tak uważa, no to niech tak uważa.

Tu moja przyjaciółka wybuchła śmiechem, podkreślając tym samym, jak bardzo absurdalna jest ta wypowiedź, kiedy płynie z ust działaczki na rzecz zmiany podejścia do reprezentowanej grupy.

Edyta Baker: Natomiast, no…

Paweł Sulik: No ale to może jest podstawa rzeczywiście bardzo wielu…

Edyta Baker: No tak, no bo myślę, że tego typu mentalność jest w ogóle przyczyną tego, że wiele osób przyznaje sobie prawo do oceniania innych w sytuacji na ulicy.

Tu zaetykietowano pana Seweryna i każdego, kto się utożsamia z jego zdaniem – także tych, którzy nie wytykają palcami na ulicy tylko dyskretnie komentują napotkane „dziwadła” między sobą. Niezbyt dobre posunięcie. A, to także wynoszenie się ponad innych.

Edyta Baker, kontynuując: Powodem, dla którego możemy być ocenieni negatywnie może być wszystko. Tak jak powiedziałam, może być nos, uszy, włosy, nie takie ubranie. Ja cały czas odwołuję się do przykładu osób niepełnosprawnych, które, no, za mojego dzieciństwa były pokazywane palcami na ulicy.

Jak widać, w tym fragmencie Edyta skoncentrowała się na piętnowaniu oceniania negatywnie. To nie dziwi, ale takie działanie buduje większy mur pomiędzy panem Sewerynem i pozostałymi panami i paniami Kowalskimi z Polski, a Edytą Baker, Wiktorem Dynarskim i ich /naszymi!/ sojusznikami.

Naprawdę można było panu Sewerynowi odpowiedzieć lepiej. Przede wszystkim – do rzeczy.

Pani Jolanta

A niech się z tym nie obnoszą, każdego razi jak się ktokolwiek wynosi nad innych, żadnej transfobii polskiej nie ma, to wszystko zawsze było i nic się nie działo.

Trudna sprawa. Co z tym zrobić?

Cóż. Znowu można wyciągnąć rękę do pani Jolanty i, przede wszystkim, podziękować jej za opinię, a następnie wyrazić zrozumienie, że zaiste, wynoszenie się ponad innych drażni (mnie z tym najprościej się zgodzić), jednak (pora na pracę u podstaw) osoby transpłciowe wcale nie chcą się w większości obnosić – po prostu, jak już mówiliśmy, chcą żyć zgodnie ze swoją płcią, dostosowując swój wygląd do tego, kim się czują. Można tu też nawiązać do swojej wcześniejszej wypowiedzi o passingu. Pewne rzeczy warto powtarzać. Jak najszybciej trzeba wyjaśnić w każdym razie, że nie o obnoszenie się („patrzcie, jaki jestem Inny, haha, mam was gdzieś!”) tu chodzi i że to słowo nie oddaje rzeczywistości przeciętnej transkobiety czy przeciętnego transmężczyzny.

A potem opowiedzieć, jak to jest z tą transfobią w Polsce. Ale, brońcie bogowie, bez sugerowania pani Jolancie, że ona sama jest transfobiczna! Nie, pani Jolanta jest z pewnością miłą, kulturalną, empatyczną osobą. Jak każdy. Tylko trochę nie w temacie. Jak większość Polaków. I tego się trzymamy w wystąpieniu, którego słucha ona i tysiące ludzi podzielających jej zdanie. Nie warto głosić, że wszędzie widzi się zachowania transfobiczne, bo ludzie pozbawieni tak głębokiej wrażliwości nie tylko jej nie nabędą, ale także zaczną się bronić przed etykietką i, w konsekwencji, uprzedzą się bardziej.

Ostatecznie wszyscy chyba chcemy, aby transfobii było w Polsce mniej, więc im dalej czołowi działacze stoją od agresywnego „macie nas, kurwa, akceptować, bo jak nie, to jesteście, kurwa, transfoby jedne”, tym lepiej.

(Notabene, powyższe niczym nie różni się od „macie myśleć jak my, bo jak nie, to nie jesteście Polakami”. To dokładnie ta sama postawa, tylko zwrot jest w przeciwnym kierunku).

Co usłyszała pani Jolanta

Edyta Baker, z przekąsem: No, bardzo interesujące…

Wiktor Dynarski: Transfobia była zawsze, i działo się, tyle że nie byłoby osób, które mówiłyby o tym otwarcie, że się działo. Ja bym tak odpowiedział pani Jolancie. Bo jeśli pani Jolanta mówi, że mamy się nie obnosić, to znaczy, że… No właśnie jest to stwierdzenie transfobiczne.

Pani Jolanta już nie dołączy do grona sojuszników osób transpłciowych. Nie usłyszała żadnego przykładu transfobii, czyli dalej nie rozumie obcego jej zjawiska. (Gdzie się podziała praca u podstaw, gdzie?!) Za to już wie, że sama ma łatkę transfobki i na pewno jest o to zła, a poza tym pewnie uważa takie stwierdzenie za absurdalne (Wiktor nie osadził go w żadnym znanym jej kontekście, po prostu orzekł wyrok: transfobia). Słuchajmy dalej.

Wiktor Dynarski: Po pierwsze, co to znaczy, obnosić się. Dlatego że osoby transpłciowe manifestują swoją płeć tak, jak manifestują to wszyscy inni.

To można było rozwinąć. Dla osoby cispłciowej nie jest jasne, że manifestuje swoją płeć. Ona z nią po prostu żyje i prawdopodobnie nigdy się nad tym nie zastanawiała, podobnie jak większość osób cispłciowych. Wrażliwość na istnienie zjawiska tak zwanej „ekspresji płciowej” nabywają transi, dla osób cis jest to taki szok jak dla tego pana ze sztuki Moliera, który w dojrzałym wieku dowiedział się, że mówi prozą.

Wiktor Dynarski: Równie dobrze można powiedzieć, że jeśli pani Jolanta, co do której podejrzewam, że jest – nie jest transpłciową kobietą, czyli jest cispłciową kobietą, to takie określenie, które warto propagować…

Ale nie tak. Po pierwsze, Wiktor wchodzi na grząski grunt – zaczyna sobie projektować, jaka pani Jolanta jest i jaka zdaniem Wiktora powinna, a jaka nie powinna być. Też mi się to czasem zdarza, ale to nie jest pomocna retoryka. Po drugie, to nie jest dobry moment, żeby wprowadzać nowy termin. Nie w dygresji, kiedy atmosfera jest nieprzyjemna i kiedy chodzi o kolejne zaetykietowanie pani Jolanty, która już ma łatkę („nie dość, że podobno jestem transfobką, to jeszcze jestem, jak to brzmiało, cispłciowa?! Wtf?!”). Jeszcze nie jest źle, ale już jest ryzykownie.

Paweł Sulik: Co to znaczy, że jest cispłciowa?

Wiktor Dynarski: Jest trans, czyli przechodzący i cis, czyli stojący w miejscu. To jest takie z łaciny, co prawda, z chemii molekularnej, to tak w ramach jakiegoś tam fun factu, [tu zrobiłem facepalm] natomiast zamiast mówić „normalny”, zamiast mówić „nie-trans”, mówimy „cis” po prostu. I jeśli pani Jolanta rzeczywiście jest ciskobietą, to podejrzewam, że ubiera się w jakiś konkretny sposób, być może jej ekspresja jest bardzo kobieca, być może nosi korale, być może nosi makijaż, być może maluje paznokcie,

Auć. Auć. Auć. Projekcje na temat słuchaczki, na temat jej kobiecości, sposobu bycia. Auć.

Wiktor Dynarski, kontynuując: czy to nie jest obnoszenie się ze swoją kobiecością? Powiedziałbym, że bardzo.

Transkrypcja tego nie oddaje, więc muszę to napisać: Wiktor powiedział to w emocjach, które brzmią jak pretensje lub zarzut. Intonacja, w połączeniu z doborem słów i projekcją na temat pani Jolanty, czynią ten fragment bardzo mizoginistycznym. Obraźliwym wobec pani Jolanty i każdej osoby, która się z nią zidentyfikowała.

Wiktor Dynarski: I pytanie teraz, dlaczego pani Jolanta miałaby mieć większe prawo do obnoszenia się ze swoją kobiecością niż na przykład transkobieta w jej, w innym przypadku.

To jest dobre pytanie, ale jest źle postawione, bo Wiktor nie odrzucił zawczasu frazy „obnoszenie się” i nie wyjaśnił dostatecznie dobrze, że chodzi o proste wyrażanie swojej płci – coś, co robi każdy człowiek na Ziemi. Przypomnę: dla cisów płeć jest jak powietrze dla małych dzieci, nie istnieje.

Paweł Sulik: Ale to, jak pana rozumiem, to jakiś wspólny mianownik, w miarę tolerancyjny dla wszystkich, byłby taki: obnośmy się z czym chcemy się obnosić, to nie powinno być problemem.

Wiktor Dynarski: Dosłownie!

Słuchacz właśnie dostał komunikat, że, jakkolwiek on sam zrozumiał wypowiedź Wiktora, tak właśnie ma być.

Mamy więc sytuację, w której fani zgadzają się z Wiktorem i biją mu brawo, ale przeciętny polski słuchacz, który wciąż ma w głowie swoje uprzednie stereotypy na temat osób transpłciowych, a dodatkowo dowiedział się teraz, z audycji, że te osoby są dosyć nieprzychylne innym, prawdopodobnie utrwalił sobie takie przekonania:

a) osoby transpłciowe (drag queen, transwestyci, Anna Grodzka, Rafalala, Edyta Baker i kto tam jeszcze chodzi mu po głowie) obnoszą się ze swoją innością,

b) zdaniem Wiktora Dynarskiego, czołowego działacza na ich rzecz, dalej mają się obnosić,

c) pani Jolanta, pan Seweryn i on sam mają to wszystko mężnie akceptować, bo jak powiedzą słówko, to są złymi, nietolerancyjnymi transfobami

d) i wtedy te osoby patrzą na nich z góry (Edyta mówiąca o mentalności, personalne projekcje Wiktora).

Yay.

Wiktor Dynarski: Tak, to znaczy obnoszenie się, bo ja mam zawsze problem z tym słowem, obnoszenie się.

No nareszcie!

Wiktor Dynarski: To znaczy, jeżeli ja pomaluję paznokcie i wyjdę tak na ulicę, czy to jest zachęta dla kogoś, żeby na przykład mnie wyzwał, uderzył, próbował coś mi zrobić? Jeśli na przykład zrobię sobie makijaż, czy to jest zachęta dla kogoś, że ma coś powiedzieć?

A jednak nie… Wiktor nie wyjaśnia tu, jak wygląda świat (czy sam to jeszcze rozumie? Ludzie zawsze będą dziwić się inności!) oraz dlaczego to słowo nie jest adekwatne. Wiktor mówi, w emocjach, o sobie – człowieku postrzeganym przez słuchaczy jako mężczyzna – że jeśli on będzie się obnosił (nie zastąpił tego słowa lepszym!) ze swoją transpłciowością (w kierunku M/K), to nikt nie ma prawa go zaatakować. Ani mu się dziwić. I ma oczywiście rację co do swojego prawa do bezpieczeństwa. Ale spodziewałem się czegoś innego niż upustu własnych frustracji (skłonność do tego przypisuję sobie, nie Wiktorowi). Spodziewałem się cierpliwej pracy u podstaw i naprawienia tego, co zadziało się wcześniej.

Wiktor Dynarski: I to też wydaje mi się, jest związane z czymś, co w naszym społeczeństwie, jest takie słowo, które ja bardzo lubię, chociaż nie lubię, że się pojawia, to jest mizoginia, czyli niechęć w stosunku do kobiecości, i mizoginia przekłada się na wszystko. Proszę zobaczyć, jak są traktowane bardzo kobiece kobiety,

Śmiem twierdzić, że niedawno mieliśmy okazję to zobaczyć. Pardon, usłyszeć.

Wiktor Dynarski, kontynuując: jest dużo określeń, które są wulgarne, w stosunku do bardzo kobiecych kobiet, które noszą ostry makijaż, ubierają się wyzywająco, czyli są takie jak chcą, jak jest im wygodnie, i ta mizoginia, czyli ta niechęć do kobiecości, przekłada się i na kobiety, i na transkobiety, i na osoby, które w jakiś sposób manifestują się w sposób, który nazwalibyśmy kobiecym, to jest elementem tego. I transfobia jest związana też z mizoginią właśnie.

Fragment niejasny dla przeciętnego odbiorcy (Wiktor nie wyjaśnia, jak te zjawiska są ze sobą powiązane), niezwiązany z tematem audycji i generalnie niepotrzebny. No ale to równocześnie przejście do innych wątków, których już nie muszę poruszać.

Zapytam tylko dla porządku, czy „manifestować” to przypadkiem nie synonim słowa „obnosić się”?

Chcesz akceptacji, gotuj się na wojnę?

Wystąpienia medialne to cholernie trudna sprawa. Też mam na koncie ileś wpadek: chociażby w moim ostatnim (po dwóch latach przerwy i bez szklanki wody obok!) strasznie motałem i tylko dzięki cudownej i obeznanej ze wszystkim prowadzącej, Ance Grzywacz, rozmowa miała ręce i nogi. Ale to taka rzecz, której się uczymy całe życie, nie?

W tej audycji wybrzmiało coś znacznie gorszego niż wpadki, które łatwo bym wybaczył i którym nie poświęciłbym uwagi. W tej audycji wybrzmiało to, że Edyta Baker i Wiktor Dynarski są nieprzyjaźnie nastawieni do osób niepodzielających ich wizji świata.

I wybrzmiało to, zdaniem mojego cispłciowego przyjaciela, tak: „My jesteśmy, kurwa, inni i masz nas, kurwa, akceptować. A jak nas nie akceptujesz, to jesteś pieprzonym transfobem, którego należy wypierdolić w kosmos. Ja się tyle z tej audycji dowiedziałem”.

Sposób, w jaki Wiktor i Edyta przedstawiają swoje (słuszne poniekąd) racje oraz posiadaną wiedzę, wzbudza niechęć i wrogość wielu osób o umiarkowanych poglądach – wprawdzie na razie nie przychylnych osobom transpłciowym, ale mogących łatwo ocieplić swoją postawę (w przeciwieństwie do agresywnych transfobów). Radykalne poglądy, skrajne uwrażliwienie na transfobię i postawa cisfobiczna (mizoandryczna etc.) to naprawdę źli doradcy.

Wiktor i Edyta to nasi czołowi reprezentanci: piastują dwie najważniejsze z perspektywy PR-u funkcje w jedynej organizacji na rzecz osób transpłciowych oraz są najbardziej widocznymi w mediach działaczami. Biją na głowę nawet Annę Grodzką, która teraz jest bardziej byłą posłanką niż aktywną działaczką na rzecz osób transpłciowych. Wiktor i Edyta nie mogą sobie zatem pozwolić na retorykę łudząco przypominającą wypowiedzi pana prezesa Kaczyńskiego – jednak już zaczynają miejscami popadać w takie właśnie tony. Ludzie, którzy mają inne poglądy, nie są wrogami!

Trzymanie się głównie z osobami o podobnych poglądach i izolowanie od przeciętnych Polaków (cis i trans) przy jednoczesnych kontaktach z zagranicznymi radykałami skutkuje tym, że nasi kluczowi reprezentanci czasami zapominają, jak rozmawiać z typowymi przedstawicielami polskiego społeczeństwa, takimi jak pani Jolanta i pan Seweryn, i ich do nas zrażają.

Rosnąca wrogość po jednej strony zbudowanej już barykady nakręca ją również po drugiej. Jeżeli Wiktor i Edyta nie nauczą się jako pierwsi (choćby wbrew sobie, w imię wyższych celów) okazywać publicznie życzliwości takim osobom, jak tych dwoje słuchaczy, to za kilka lat transfobii w Polsce będzie więcej niż teraz. I to nie tylko z powodu PiS-u i Kościoła, ale głównie z winy naszych przedstawicieli. Bo Kościół i PiS wykorzystują właśnie taki radykalizm do szerzenia postaw transfobicznych. Nie dostarczajmy im amunicji.

Być może na ten tekst jest odrobinę za wcześnie, ale wyszedłem z założenia, że lepiej pochuchać już teraz (przy odrobinie szczęścia usłyszę, że Rzeczkowski znowu się bezpodstawnie czepia/hejtuje, ale aktywiści skorzystają po cichu z uwag, wezmą udział w kilku szkoleniach z wywierania wpływu i znowu będzie dobrze) niż milczeć, a za kilka lat obudzić się z ręką w nocniku.

Dobry kierunek

Na zakończenie chciałbym przytoczyć jeszcze jeden fragment audycji, dla odmiany bardzo na plus:

Paweł Sulik: Kiedy patrzę na komentarze naszych słuchaczy, umieszczone na portalu Facebook, na profilu radia TOK.FM, to pojawia się w zasadzie, w różny sposób sformułowany, ciągle ten sam wątek – że nie chcąc nikogo obrazić, nie chcąc nikomu zrobić krzywdy, albo wcale nie chcąc zrobić złego wrażenia, jednak słuchacze, widzę, piszą, już trzecia osoba pisze, że jest zaciekawiona tym, tak? Jest po prostu zaciekawiona. Czyli zakładam, że nie robi nikomu krzywdy. Ale jak państwo to traktują? Czy takie zaciekawienie na ulicy, co to jest… Pani Edyta Baker.

Edyta Baker: Zaciekawienie… Ja myślę, że zawsze zaciekawienie jest lepsze od agresji. Chociaż też nie zawsze bywa wygodne dla nas. Natomiast ja się z tym spotkałam, muszę przyznać, całkiem niedawno, gdzie pewna starsza pani zapytała mnie wprost: kim ja jestem (śmiech).

Paweł Sulik: Ale to ja już bym wykluczał w ogóle z zachowań transfobicznych, ponieważ to była zwykła ciekawość.

Edyta Baker: To jest zaciekawienie, tak, to jest zainteresowanie, no bo ja oczywiście rozumiem, że są osoby, które z różnych powodów mogą nie mieć pewnej wiedzy i mogą się nad tym zastanawiać. No kto to jest. Mój wygląd, wprawdzie staram się, żeby był jak najbardziej kobiecy, no ale zdaję sobie z tego sprawę, że gdzieś tam przeze mnie ta męskość jeszcze przebija…

Paweł Sulik: Ale wróćmy na chwilę jeszcze do tamtej sytuacji. Jest starsza kobieta, pyta pani: kim pani jest. No i co pani odpowiada w takiej sytuacji?

Edyta Baker: No cóż, ja, nie chcąc też jej zbywać czy, bo, bo, bo zawsze możemy powiedzieć: dlaczego się czepiasz, głupia babo, daj mi święty spokój, ale ja w ten sposób nic nie wyjaśnię. Dlatego jedyne, co w tej sytuacji uważam za rozsądne zrobić, to jest po prostu powiedzieć, kim ja jestem.

Paweł Sulik: Ale tej starszej osobie co pani powiedziała?

Edyta Baker: No że jestem transkobietą w trakcie korekty płci, urodziłam się (kaszel), przepraszam, jako mężczyzna, i obecnie przechodzę korektę. I mam takie porównanie-wytrych. Odpowiadam w ten sposób. „Annę Grodzką pani zna” „No tak, tak, kto nie zna” „No to ja jestem tak samo, tak jak ona”. I jest „A tak, tak, tak” i wszystko jasne.  

Wyjaśnienie Edyty jest zrozumiałe dla starszej pani, życzliwe i na luzie. Reakcja pani też jest przychylna. I oby jak najwięcej takich właśnie rozmów, a jak najmniej cisfobii i transfobii!