Tekst powstał jako esej zaliczeniowy u prof. Marka Kosewskiego i bazuje na jego książce Wartości, godność i władza, dostępnej jako legalny e-book tutaj. Z niej zaczerpnięte są takie pojęcia jak: sytuacja pokusy i sytuacja upokorzenia, satysfakcja godnościowa, relacyjność, regresja i identyfikacja z opresorem, a także motywy etosu grupowego i dysydentów.

Esej jest zrozumiały  bez znajomości książki, niemniej jednak znajomość teorii, na której bazuję, pozwala wyciągnąć z niego więcej – dlatego uzupełniłem esej ramkami z definicjami używanych terminów.

Wstęp

Życie zgodnie z własnym Ja wymaga zachowań zgodnych z wartościami takimi, jak: uczciwość, prawdomówność, niekiedy także odwaga. Część ludzi nie czuje, by mogło bezpiecznie wyrażać siebie. Należą do nich zwłaszcza najróżniejszego rodzaju mniejszości. Jedną z nich, której chciałbym poświęcić uwagę w niniejszej pracy, są osoby transseksualne. To środowisko jest mi doskonale znane za sprawą wieloletnich obserwacji uczestniczących – metody, dzięki której poznałem zachowania grupy w naturalnym dla niej środowisku.

W polskim piśmiennictwie psychologicznym zagadnieniu transseksualizmu nie poświęca się zbyt wiele uwagi. Jest traktowany jako problem stricte seksuologiczny i sprowadzany do zaburzenia; w programie studiów z psychologii omawia się go na fakultatywnych zajęciach z seksuologii oraz wspomina o nim na psychopatologii. Takie ujęcie jest zawężone, gdyż transseksualizm, dotykając problemu płci, odnosi się do każdego aspektu życia jednostki, a na co najmniej kilka lat staje się wiodącym problemem cechującej się nim osoby.

Transseksualizm a heteromatrix

Z reguły osobę transseksualną definiuje się jako kogoś, kogo płeć fizyczna jest niezgodna z tym, jak dana osoba się czuje – czyli jaką ma tożsamość płciową[1].

Mówienie o „czuciu się” osobą danej płci jest jednak zbyt nieprecyzyjne: sugeruje ulotność i zmienność, podczas gdy tożsamość płciowa jest jednym z najtrwalszych i najgłębszych elementów ludzkiego Ja.

Można więc ująć problem następująco: Ja ma płeć, która może być zgodna lub niezgodna z płcią fizyczną jednostki. Jeśli jest niezgodna, mamy do czynienia z transseksualizmem; nadto, niezgodność ta może być powodem wielu problemów związanych z życiem wewnętrznym oraz społecznym danej osoby.

Osoby transseksualne poprzez sam fakt swojego istnienia występują przeciwko systemowi, który w nurcie gender studies określa się jako heteronormatywność lub heteromatriks[2].

Czym jest heteronorma?

Heteronormatywność zakłada, że kobieca w zachowaniu kobieta o kobiecym ciele wiąże się z męskim w zachowaniu mężczyzną o męskim ciele i odwrotnie. System ten nie dopuszcza istnienia innych opcji, wykluczając tym samym osoby interseksualne, transseksualne, homoseksualne i androgyniczne.

Wszyscy dorastamy w tym systemie i jest on dla nas przezroczysty do tego stopnia, że w ogóle go nie dostrzegamy.

Przykładem może być pytanie dziewczyny czy ma chłopaka, mimo że nie wiemy na pewno, czy jej orientacja jest heteroseksualna – w pułapkę tej pozornej oczywistości wpada się niezależnie od osobistej postawy wobec osób nieheteroseksualnych.

Wykluczanie osób nienormatywnych

Ludzie wykluczeni przez heteronormatywizm mają do wyboru albo rozsadzanie systemu od środka – czyli wzbudzanie sprzeciwów ze strony środowiska – albo dostosowywanie się. Osoby transseksualne, których istnienie jest dla heteronormatywizmu jeszcze trudniejsze niż istnienie osób homoseksualnych, przeważnie wybierają tę drugą opcję.

Zgodnie z systemem heteronormatywnym transseksualizm jest zaburzeniem (ujęcie seksuologiczne), pomyłką Pana Boga (nawiązanie do religii chrześcijańskiej; w rzeczywistości większość odłamów chrześcijaństwa nie uznaje transseksualizmu) lub uwięzieniem w niewłaściwym ciele (ujęcie społeczne).

Osoby transseksualne dorastają w tym samym systemie co wszyscy inni i przynajmniej z początku przyjmują go jako jedyną możliwą opcję.

Konsekwencją tkwienia w heteronormatywizmie jest binarne podejście do płci większości osób transseksualnych: decydują, czy pozostać w pozornej zgodzie ze swoją płcią biologiczną, czy też dokonać całkowitego przejścia na drugą stronę (w języku angielskim określanego mianem transition).

***

– Heteromatrix?

– Chcesz wiedzieć co to jest? Heteromatrix jest wszędzie. Jest dookoła nas. Nawet teraz, w tym pokoju. Widzisz go patrząc przez okno lub gdy włączasz telewizor. Czujesz go gdy idziesz do pracy… gdy idziesz do kościoła… gdy płacisz podatki. To jest świat, który został zaciągnięty na twoje oczy, by zasłonić przed tobą prawdę.

– Jaką prawdę?

– Że jesteś niewolnikiem. Jak wszyscy inni, urodziłeś się w więzach… Urodzony w więzieniu, którego nie możesz poczuć ani dotknąć. Więzienia dla twojego umysłu. Niestety, nikomu nie można wyjaśnić, czym jest Heteromatrix. Trzeba go zobaczyć na własne oczy.

Matrix, parafraza dokonana przez Freję

Życie przed korektą płci

Zanim osoba transseksualna rozpocznie tranzycję, funkcjonuje – przynajmniej przez okres dzieciństwa i dojrzewania – jako przedstawiciel płci, z którą się nie utożsamia. Wynika to na ogół z faktu, że jako jednostka, nie jest w stanie przeciwstawić się całemu społeczeństwu. Najczęściej nie wie też, jak w ogóle mogłaby wyrwać się z heteromatriksu.

Raz po raz znajduje się zatem w sytuacji upokorzenia[3], kiedy ze strachu przed zdziwieniem, wyśmiewaniem, pobiciem bądź odrzuceniem przez grupę wypiera się siebie, uciekając się do kłamstw.

Sytuacja upokorzenia – sytuacja, w której ktoś zostaje postawiony przed dylematem „odrzucić to, w co wierzę czy zostać ukaranym za zachowania zgodne z wartościami?”. Strach przed karą skutkuje zatem działaniem wbrew sobie i wyznawanym wartościom.

Transkobieta na tym etapie wie, że jest kobietą (przeważnie; proces budowania swojej tożsamości wykracza poza tematykę niniejszego eseju), ale ze strachu podtrzymuje swój męski wizerunek, niezdolna do powiedzenia, że tak naprawdę jest przeciwnej płci. Im lepiej kłamie, tym bardziej jest bezpieczna.

Możliwe jest także, że osoba trans podejmie próbę dostosowania się do społeczeństwa – w tym celu zauważalna część transkobiet wstępuje do wojska, zdarza się też, że transseksualiści zakładają heteronormatywne rodziny w nadziei, że skutecznie stłumią własne dążenia, a swoją transpłciowość ukrywają nie tylko przed innymi, ale i przed sobą. Również w tym wypadku dominującą motywacją jest strach: przed odkryciem i przed konsekwencjami życia zgodnie z własnym Ja.

Nie czas na łzy jako ilustracja sytuacji upokorzenia

Klasycznym i szczególnie dotkliwym przykładem sytuacji upokorzenia, na jaką narażone są osoby transpłciowe, jest druga połowa opartego na rzeczywistych wydarzeniach filmu Nie czas na łzy (Boys don’t cry).

Bohater filmu, Brandon Teena, jest transseksualistą. Film rozpoczyna się sekwencją ucieczki przed ludźmi gotowymi go pobić: kuzyn zadaje mu pytanie, czemu po prostu nie przyzna się do bycia homoseksualną dziewczyną – wtedy przestałby wpadać ciągle w takie tarapaty – a Brandon opowiada, że dlatego, że nią nie jest. Następnie przyjeżdża do małego miasteczka, Falls City. Przedstawia się jako mężczyzna, jednak nowi koledzy odkrywają jego transpłciowość. Również oni żądają od Brandona, by przyznał się, że jest dziewczyną – kiedy odmawia, gwałcą go. Z ich punktu widzenia po tej „karze za kłamstwo” dalej mogą się przyjaźnić, o ile Brandon będzie już „zgodnie z prawdą” przedstawiał się jako dziewczyna i nikomu nie powie o tym wydarzeniu. Brandon w pierwszym możliwym momencie ucieka prześladowcom i zgłasza gwałt szeryfowi. Swoją odwagę przypłaca życiem – zostaje zastrzelony przez swoich oprawców.

Bohater jest trzykrotnie stawiany w sytuacji upokorzenia i trzykrotnie wybiera trudniejsze wyjście, podążając za wartością. Film dodatkowo kładzie nacisk na to, że w ostatniej sekwencji Brandon ma możliwość ucieczki, jednak z niej rezygnuje.

Polskie realia

Przeważnie konsekwencje życia zgodnie ze sobą nie są aż tak drastyczne, szczególnie w Polsce (znany jest tylko jeden krajowy przypadek zamordowania osoby transpłciowej przez pijanych wyrostków[4]), jednak osoby transseksualne liczą się z tym, że mogą zostać zaatakowane werbalnie lub fizycznie. We własnym zakresie muszą rozstrzygnąć, jak z takich sytuacji wybrnąć.

Na forach dla osób transpłciowych można znaleźć wypowiedzi transseksualnych nastolatek zastanawiających się, czy powiedzieć o sobie, przyjść do szkoły w stroju zgodnym ze swoim Ja – i grupę innych osób doradzających życzliwie, że nie teraz, że to niebezpieczne, że one ujawniły się dopiero, kiedy były niezależne od rodziców[5]. W ten sposób są uzgadniane usprawiedliwienia społeczne[6].

Uzgadnianie usprawiedliwień społecznych – mechanizm, w wyniku którego grupa uzasadnia wspólnie, że ich działania nie są odstępstwem od wyznawanych wartości: „wszyscy tak robią”, „nie było innego wyjścia”, „to była wyjątkowa sytuacja”.

Na forach zdarzają się również głosy osób, które żyją inaczej, są jednak bagatelizowane.

Proces korygowania płci a sytuacje upokorzenia

Aby dokonać korekty płci, osoba transseksualna musi dostać diagnozę od seksuologa, który będzie następnie przepisywał hormony płciowe zmieniające wygląd: potrzebna też będzie opinia do sądu od biegłego.

Osoba transseksualna musi zatem udowodnić lekarzowi, że cierpi na transseksualizm i „zasługuje” na korektę płci. W tym celu gotowa jest powiedzieć wszystko, co pomoże jej osiągnąć zamierzony cel.

„Prawdziwy transseksualista”

Główny problem diagnozy transseksualizmu polega na tym, że wizerunek podręcznikowego, typowego transseksualisty ukształtował się w latach 80. wraz z początkiem terapii transseksualizmu w Polsce, bazuje zaś na pochodzącej z lat 60. skali Benjamina, analogicznej do – również ocenianej jako przestarzała – skali Kinseya[8].

Lekarze mają nad osobą transseksualną silną władzę:  (1) decydują o dostępie do dóbr (hormony, prawna korekta płci), które umożliwiają normalne życie, są więc (2) wysoce pożądane, a ponadto (3) decydują o dostępie do nich w sposób arbitralny[7], nie istnieją bowiem obiektywne testy służące do diagnozy transseksualizmu; można co najwyżej wykluczyć inne przyczyny tożsamości płciowej niezgodnej z płcią fizyczną.

Krótka charakterystyka „prawdziwego transseksualisty”

Typowy transseksualista jest zatem heteroseksualny, nienawidzi swojego ciała, a zwłaszcza narządów płciowych, dąży więc do pełnej korekty płci, od dzieciństwa wie też, kim naprawdę jest.

Nadto Harry Benjamin (1966) wprowadził pojęcie nieoperacyjnego transseksualisty, czyli osoby, która jest niedostatecznie transseksualna: za mało nienawidzi swojego ciała, jest biseksualna lub homoseksualna, nie dąży do korekty narządów płciowych, jej zachowania nie są typowe dla przedstawicieli płci, z którą się utożsamia[9].

Tak ujęty transseksualizm jest pochodną heteronormatywizmu: osoba transseksualna co prawda wyłamuje się ze schematu, jednakże w głębi duszy jest typowym heteroseksualistą, tyle że zamkniętym w ciele innej płci.

Co dzieje się z osobami nienormatywnymi?

Ktoś, kto jest za mało heteronormatywny, jest też w tej perspektywie za mało transseksualny i od większości lekarzy nie dostaje pozytywnej diagnozy. Oznacza to brak szans na korektę płci, co dla osób transseksualnych jest wyrokiem dożywocia w znienawidzonej, obcej roli.

W tej sytuacji lekarz nie tylko ma władzę, ale też jest strażnikiem heteromatriksu, swoistym agentem Smithem, który ma moc zadecydowania  jak kto będzie żył.

Aaaaby dostać hormony!

Polscy transseksualiści od lat 80. dostosowują się do wizerunku prawdziwego transseksualisty (Tru TS), utrwalając go w świadomości lekarzy.

Część z nich nie musi kłamać – ich doświadczenia i odczucia są identyczne z oczekiwanymi przez lekarzy. Inni jednak boją się, że gdyby powiedzieli prawdę, straciliby możliwość korekty płci.

Co robią osoby zbyt nienormatywne?

Okłamują lekarzy co do swojej orientacji (która nie zawsze jest heteroseksualna), wypierają się homoseksualnych relacji lub określają je jako niesatysfakcjonujące (co de facto oznacza wyparcie się ukochanej osoby – nasuwa się tu skojarzenie z Rokiem 1984 George’a Orwella), a także zgodnie twierdzą, że pragną korekty narządów płciowych.

Niemal nikt nie chce ryzykować wyłamaniem się, bojąc się, że w konsekwencji straci możliwość skorygowania swojej płci.

Heteronorma w praktyce: homoseksualni transmężczyźni nie istnieją

Przykładem mogą być doświadczenia dr Dulki: w swoim referacie wspomina, że 5% jego pacjentek – transkobiet – była nieheteroseksualna, ale wśród pacjentów tylko jeden transmężczyzna na 4000 odważnie przyznał się do homoseksualności[10]; ilu ich było naprawdę, nie sposób określić.

Tymczasem, zgodnie z doniesieniami działaczy w środowisku osób transseksualnych heteroseksualiści nie stanowią nawet połowy znanych im transmężczyzn: większość z nich jest bi- lub homoseksualna. Również odsetek nieheteroseksualnych kobiet jest wyższy niż wynikałoby to z badań doktora Dulki, jednak tu dysproporcja między prawdą a uzyskanymi wynikami jest mniejsza.

Wynika to z faktu, że heteroseksualizm nie jest aż tak silnie wpisany w definicję kobiecości, podczas gdy kulturowa definicja męskości bardzo wyraźnie zakłada heteroseksualność: niemęski mężczyzna bywa nazywany ciotą, co jest obraźliwym synonimem homoseksualisty, a niemęskość, czy raczej nie-męskość gejów jest dla wielu oczywista.

Sytuacja pokusy… czy upokorzenia?

Okoliczności, w jakich znajduje się osoba transseksualna, pozornie przypominają sytuację pokusy: aby uzyskać upragnione hormony (korzyść?), gotowa jest skłamać (wartość?).

Sytuacja pokusy – gdy istnieje wybór wyłącznie między między wartością (np. prawdomównością) a korzyścią (np. łapówką).

Sytuacja upokorzenia – sytuacja, w której ktoś zostaje postawiony przed dylematem „odrzucić to, w co wierzę czy zostać ukaranym za zachowania zgodne z wartościami?”. Strach przed karą skutkuje zatem działaniem wbrew sobie i wyznawanym wartościom.

W rzeczywistości jest to jednak sytuacja upokorzenia.

Dlaczego diagnoza medyczna to sytuacja upokorzenia?

Brak hormonów jest postrzegany przez osobę transseksualną jako kara – w obawie przed nią gotowa jest wyprzeć się osobiście cenionych wartości. W pewnym stopniu wypiera się samej siebie.

Ze strachu przed lekarzem podlizuje się mu, mówi to, co ten chciałby usłyszeć, stara się jak może wywrzeć na nim dobre wrażenie.

Jest też w stanie zgodzić się na dodatkowe upokorzenia, jeśli praktyka lekarza prowadzącego zawiera działania będące nadużyciem władzy, takie jak obrażanie pacjenta (określane jako prowokowanie reakcji i sprawdzanie, czy dana osoba poradzi sobie w realnym życiu). W takich działaniach celował zwłaszcza doktor Wiesław Cz. (zob. więcej), ale nadużyć dopuszczają się również inni specjaliści.

Wspólnota doświaczeń i kreowanie usprawiedliwień społecznych

Doświadczenia te są przeżywane wspólnie przez niemal wszystkie osoby transseksualne w Polsce – dostęp do medycznej i prawnej korekty płci jest bowiem nieskodyfikowany przez polskie prawo i zależy od arbitralnej opinii lekarza prowadzącego i biegłego sądowego.

Osoby transseksualne wspierają się nawzajem, usiłując zagłuszyć dysonans godnościowy usprawiedliwieniami. Robią to tak skutecznie, że problem prawdy i kłamstwa jest niewidoczny: po prostu „wszyscy tak się zachowują”, „tak trzeba robić, żeby osiągnąć wyższy cel – bycie sobą i normalne życie”.

Dysonans godnościowy – potocznie kac moralny. Złe samopoczucie spowodowane poczuciem postąpienia wbrew własnej moralności.

Uzgadnianie usprawiedliwień społecznych – mechanizm, w wyniku którego grupa uzasadnia wspólnie, że ich działania nie są odstępstwem od wyznawanych wartości: „wszyscy tak robią”, „nie było innego wyjścia”, „to była wyjątkowa sytuacja”. Likwiduje poczucie dysonansu godnościowego.

Jak uzgadnia się usprawiedliwienia?

„Nowe” osoby transseksualne – te, które zaczynają szukać informacji o tym, gdzie i jak dokonać korekty płci – są szybko uczone, jak należy o sobie mówić, żeby wydać sie lekarzowi odpowiednio przekonującym. Dzięki temu mają szansę na hormony, ale również przyłączają się do podtrzymywania usprawiedliwień społecznych.

Znajomy transmężczyzna wspomniał mimochodem, że u psychologa zrobił testy za darmo, w ramach wymiany przysług – psycholog prowadził właśnie badanie naukowe, do którego potrzebował odpowiednio dużej próby – i oczywiście przedstawił się w nich jako stereotypowo męski heteroseksualista[11].

Transmężczyzna ten pracuje na uniwersytecie i niewątpliwie w innej sytuacji przyznałby, że przywiązuje dużą wagę do rzetelności badań naukowych, jednak nie widział nic złego w tym, że skłamał w teście – bo każdy na jego miejscu zrobiłby tak samo.

Konsekwencje badawcze

Grupa osób transseksualnych jest tak zamknięta i przyzwyczajona do mówienia nieprawdy na swój temat, że wszystkie badania naukowe prowadzone na osobach transseksualnych są skazane na niepowodzenie.

Nawet transseksualność samego badacza nie daje nadziei na to, że badani nie skłamią. Badani są zbyt nieufni i wolą nie ryzykować tym, że ktoś niepowołany pozna ich odpowiedzi, przez co będą mieli nieprzyjemności.

W efekcie oficjalny wizerunek osoby transseksualnej od lat 80. pozostaje ten sam.

Mechanizmy radzenia sobie z opresją

Skąd się bierze transfobia?

Opisana w poprzedniej części eseju konieczność ulegania władzy medycznej i dostosowywania się do wizerunku „prawdziwego transseksualisty” jest opresją ponieważ jest trwała i większość osób transseksualnych nie widzi jej końca.

Na tę opresję nakłada się jednak druga, szersza, wynikająca z życia w heteromatriksie. System społeczny jest represyjny wobec osób go krytykujących – a istnienie transseksualizmu jest jego krytyką.

Rozwija to u osób transseksualnych postawę przepraszającą – można ją określić jako niepewne proszenie o akceptację albo chociaż nie bicie zbyt mocno. Wiele osób transseksualnych w trakcie korekty płci jest bezrobotnych, nie wierzy też w możliwość znalezienia partnera: wynika to zarówno z obiektywnego istnienia uprzedzeń względem tej grupy, jak i z subiektywnego przekonania, że nie warto próbować, bo i tak nic się nie uda.

Nieliczne osoby, które wyłamują się z systemu w większym stopniu, podkreślając swoim wyglądem i zachowaniem, że nie są przeciętnymi jednostkami – na przykład transseksualista ubierający się tak, że jego płci nie sposób jednoznacznie określić – są krytykowane bądź profilaktycznie ignorowane przez społeczeństwo.

Zaspokajanie potrzeby godnościowej

Zostaną omówione następujące sposoby zaspokajania potrzeby godnościowej: identyfikacja z opresorem, etos, regresja i relacyjność.

Identyfikacja z opresorem

Identyfikacja z opresorem – przejęcie opresyjnych poglądów za własne, aby zlikwidować niespójność pomiędzy wyznawanymi wartościami a swoim zachowaniem. Skrajnym przykładem jest syndrom sztokholmski.

Co ciekawe, te mniej standardowe osoby transseksualne zbierają największą krytykę ze strony swojego środowiska – zarzuca się im, że nie są prawdziwymi transseksualistami (co jest jedną z przesłanek wytworzenia się etosu w tej grupie; tzw. prawdziwi transseksualiści realizują normy grupowe i mają wyższy status niż inni), wywierają złe wrażenie, utrwalają stereotypy[12].

Dowodzi to wystąpienia identyfikacji z opresorem[13]: osoby transseksualne internalizują w sobie uprzedzenia względem samych siebie i uzgadniają z otoczeniem, że oni są tymi normalnymi osobami, a tamci to dziwacy i odmieńcy. Dzięki temu same mogą czuć się w porządku. Z tych samych powodów agresją padają osoby transwestytyczne i homoseksualne – uzgadnia się wspólnie, że oni to zboczeńcy, a osoby transseksualne są OK.

Etos osób transseksualnych

Etos – styl zaspokajania potrzeby godnościowej. Może być indywidualny oraz charakterystyczny dla danej grupy. Grupowy charakteryzuje się wprowadzeniem norm w stylu „u nas się tak nie robi”, „my tego nie lubimy”, „najlepsi członkowie grupy są tacy i tacy”.

Nadto, część osób transseksualnych wyraża publicznie przekonanie, że prawdziwy transseksualista nienawidzi siebie, swojego ciała, nie uprawia seksu przed korektą narządów płciowych etc., odzwierciedlając przekonanie seksuologów na swój temat[14]. Kiedy prawdziwość decyduje o wyższości jednej osoby nad drugą, wskazuje to na istnienie stylu zaspokajania potrzeby godnościowej.

Szczególnie widoczne jest to na tzw. Niebieskim Forum (www.transseksualizm.pl), będącym największym w polskim Internecie zbiorowiskiem osób transseksualnych. Duża grupa, jak widać, sprzyja procesowi uzgadniania usprawiedliwień i wytwarzania swoistego etosu.

Środowisko działaczy LGBT takie zachowanie nazywa zinternalizowaną transfobią[15].

Regresja, czyli przede wszystkim relacyjność

Na czym polega mechanizm regresji?

W środowisku osób transseksualnych zachodzi także mechanizm regresji[16]. Oznacza to zaspokajania swojej potrzeby godnościowej w prymitywny sposób, ponieważ dojrzałe metody (postępowanie zgodnie ze sobą) kosztują zbyt wiele.

W osobach transseksualnych rozwija się zatem relacyjność przejawiająca się silną zależnością od opinii otoczenia i agresywnego krytykowania innych osób tak, aby lepiej wypaść na ich tle.

Relacyjność – zaspokajanie swojej potrzeby godnościowej „na skróty”, nie przez godne, etyczne zachowanie, które jest zgodne z powszechnie cenionymi wartościami, ale wskutek pozbawienia wartości osoby z którą się porównuje i poczucie bycia lepszym niż ona. Typowe u dzieci, patologiczne u osób dorosłych.

Relacyjność u transkobiet

U transkobiet (jest to liczniejsza grupa i łatwiej na niej dokonywać obserwacji) polega np. na porównywaniu między sobą autentyczności kobiecego wizerunku. „Bardziej wiarygodna transka” jest więcej warta, a te inne – są nieustannie obrażane.

Charakterystyczna dla części członkiń tej grupy zawiść jest skutkiem heteronormatywnej opresji i niemożności dowartościowywania się w bardziej dojrzały, autonomiczny sposób.

Jest to ten sam mechanizm, który obserwuje się u nietransseksualnych Polaków – pochodna dziesiątek lat życia w opresji socjalistycznej – jednak szczególnie nasilony i przybierający charakterystyczną dla środowiska formę.

Relacyjność w praktyce

Znamiennym przykładem może być napaść wielu transkobiet na jedną z nich, kiedy dowiedziały się o niej, że zachowuje się w sposób uważany w grupie za „nieodpowiedni”. Nie znając jej osobiście i nie wiedząc jak wygląda, wysłały jej mnóstwo liścików, w których określały jej wizerunek jako męski i dogryzały, że nigdy nie znajdzie partnera.

Z treści anonimów wynika wyraźnie, czego najbardziej bały się w odniesieniu do samych siebie. Były też przekonane, że taki zbiorowy atak – będący zmasowaną opinią otoczenia – zostanie przez jego adresatkę potraktowany poważnie[17].

Zmiana płci tylko dla silnych

Innym przejawem zaspokajania swojej potrzeby godnościowej w sposób relacyjny jest przekonanie niektórych osób transseksualnych, że zmiana płci jest tylko dla silnych (czyt.: takich jak oni). Twierdzą, że lepiej, żeby słabsze jednostki odpadły od razu, niż żeby miały się potem męczyć. Oznacza to, że one same postrzegają się jako silne – kosztem innych członków grupy.

Pozytywne aspekty radzenia sobie z opresją

Równolegle jednak osoby transseksualne dzielą się nawzajem poradami, do którego lekarza pójść, a którego lepiej uniknąć, gdzie zrobić najtaniej badania, jak złożyć pozew do sądu, jak rozwiązać testy psychologiczne, co zrobić w sytuacji, gdy trzeba się ujawnić w pracy jako osoba transseksualna…

Słowem, tworzą solidną sieć społecznego wsparcia, dzięki której poszczególne jednostki nie są pozostawione w próżni i mają do kogo zwrócić się o pomoc w najważniejszych dla siebie sprawach. Takie działanie umacnia więzi w grupie, a ponadto pozwala zaspokajać potrzebę godnościową w zdrowy sposób.

Potrzeba godnościowa – potrzeba czucia się dobrze ze sobą, jako osoba wartościowa, dobra, pomocna, mądra, zaradna etc. Bardzo powiązana z samooceną.

Wytworzenie grupy wzajemnie się wspierającej, usprawiedliwiającej swoje działania, identyfikującej z opresorem i charakteryzującej silną relacyjnością ułatwia osobom transseksualnym radzenie sobie z opresją, jednak prowadzi do utrzymania status quo.

Powolne zmiany społeczne

Należy podkreślić, że społeczność osób transseksualnych skupia głównie osoby przed rozpoczęciem korekty płci i w jej trakcie.

Po zakończeniu całego procesu znaczna część jej członków przestaje identyfikować się z problemami związanymi z transseksualizmem. W efekcie wiele osób znika zupełnie ze środowiska.

Układają sobie życie od nowa i zaprzeczają, jakoby kiedykolwiek były trans, obawiając się, że powiedzenie za dużo jednej niewłaściwej osobie zrujnuje wszystkie ich starania, aby zacząć życie od nowa. Utrzymują pojedyncze przyjaźnie z osobami znanymi wcześniej lub nawet i te zrywają. Nazywa się to życiem w trybie stealth.

Transseksualne podziemie

Warto tu przytoczyć scenkę, jakiej byłem świadkiem. W, zdawałoby się bezpiecznym gronie, złożonym z samych znanych, zaufanych osób transpłciowych oraz ich partnerów, toczyła się dyskusja o bezpieczeństwie osób trans i o tym, czy warto się ujawniać innym, zwłaszcza w mediach.

Jedna z transkobiet, która korekty płci dokonała wiele lat temu, aby uargumentować swój pogląd, że nie należy nikomu o sobie mówić, bo to się źle kończy, opowiedziała o swojej koleżance, też transkobiecie, która swego czasu została opisana w jakimś czasopiśmie i miała z tego powodu nieprzyjemności w mieście, w którym mieszkała.

W trakcie tej opowieści nie podała ani jej prawdziwego imienia, ani nazwy miejscowości. Okazało się, że część obecnych na spotkaniu kojarzyła bohaterkę historii, jednak ci również nie podali żadnych danych, które pozwoliłyby ją zidentyfikować osobom niewtajemniczonym.

Rozmowa ta była jak podróż do przeszłości. Najwidoczniej osoby transseksualne przeprowadzające korektę płci jeszcze w latach 80. i 90. wytworzyły sobie prawdziwe podziemie. Wyraźnie widać w ich zachowaniu nawyki wynikające z dojrzewania w rzeczywistości PRL-u.

Wpływ zmian społecznych na mniejszość transseksualną

Obecnie sytuacja w społeczeństwie ulega zmianom: w dobie Internetu, naszej-klasy i Facebooka wszystko jest jawne. Coraz trudniej jest zniknąć bez śladu, zmienić tożsamość i zacząć od nowa. Nadto świat nie dostarcza aż tak silnych powodów do ukrywania się. Wszelka działalność zmierzająca do zmiany sytuacji może być jawna – osobie myślącej i działającej inaczej niż chciałby system grożą znacznie słabsze represje niż przed 1989 rokiem.

Owocuje to zmianami, które dotykają także mniejszości, w tym społeczności LGBT.

Dysydenci

Przemiany zachodzą powoli, więc nadal wiele osób transseksualnych (lecz już nie wszystkie) całe życie spędza na okłamywaniu innych ze strachu przed utratą bezpieczeństwa czy komfortu życia. Ich doświadczenia są zbliżone do doświadczeń osób homoseksualnych sprzed jeszcze kilku lat. Obecnie jednak geje i lesbijki wypracowują sobie pozytywną tożsamość jako osoby homoseksualne (gaypride) i coraz częściej żyją otwarcie. Wśród osób transseksualnych ten proces dopiero się zaczyna.

Pierwsze jednostki transpłciowe, które się ośmieliły pokazać, że można żyć otwarcie i mówić prawdę na swój temat, oczywiście stykają się z krytyką ze strony środowiska.

Zarzuty są łatwe do przewidzenia – są określani jako: nieprawdziwi transseksualiści[18], lubiący się pokazywać[19], mający urojone idee[20]. Zdarzają się też komentarze odnośnie ich wyglądu i zachowania (pewnie, tradycyjnie już, pójdzie jakieś dziwo, co to nie bardzo wygląda i jeszcze gorzej się zachowuje[21]).

Przykładem jest krytyka Anny Grodzkiej, prezeski Trans-Fuzji, jako psującej wizerunek osób transseksualnych i utrwalającej stereotypy[22]. Wokół nakręconego o niej filmu dokumentalnego Trans-Akcja przetoczyła się dyskusja, w której ma plan pierwszy wysunął się motyw finansowy (czy osoby ”produkujące” się w tym filmie, a obecne na tutejszym portalu, dały zrobić z siebie pośmiewisko za free, czy miały zapłacone?[23]).

Krytyka organizacji zmieniającej rzeczwistość

Trans-Fuzja, pierwsza i jak dotąd jedyna w Polsce fundacja działająca na rzecz osób transpłciowych, również jest poddawana krytyce w stylu: oni walczą o kasę dla siebie a nie o nasze dobro[24]. Zarzuty dotyczą także zbyt powolnego, za mało skutecznego działania, nie dość dobrych kontaktów medialnych etc.

Nikt z krytyków jednak nie kwapi się do stworzenia organizacji działającej lepiej i sprawniej ani też do wspomożenia Trans-Fuzji swoimi działaniami.

Czasami negowany jest sens istnienia fundacji: Weźcie się Wy za jakąś uczciwą pracę… za dużo czasu wolnego macie, że Wam takie głupoty w głowie[25].

Źródło agresji krytykujących

Całość tych działań przypomina postawę wobec „Solidarności” oraz ogólnie dysydentów w PRL-u, którzy również swoją postawą pokazywali, że można żyć inaczej, obalając tym samym usprawiedliwienia innych ludzi[26].

Równolegle ignorowane są wszystkie przesłanki mogące doprowadzić społeczność do wniosku, że życie promowane przez nieliczne wyoutowane jednostki – czyli wymagające dużej odwagi cywilnej – jest korzystne i bardziej satysfakcjonujące niż stałe ukrywanie się i przesadne liczenie z opinią innych.

Nowy etos osób transseksualnych

Grupa skupiona wokół Trans-Fuzji wytwarza sobie nowy etos. Działalność organizacji koncentruje się na budowaniu pozytywnego wizerunku osób transpłciowych, na zwiększeniu ich obecności w mediach, istotnym elementem jest też realne wsparcie udzielane osobom trans.

Nie ma tu zatem miejsca na identyfikację z opresorem i relacyjność, potrzebne są natychmiast działania podyktowane takimi wartościami, jak: odpowiedzialność, odwaga, prawdomówność, solidarność i tolerancja.

Dziedzictwo po poprzednikach

Działacze Trans-Fuzji próbują też zmniejszyć opresję, jakiej poddawane są osoby transseksualne podczas procesu diagnozy i leczenia, jednak „dziedziczą” po swoich poprzednikach stare usprawiedliwienia społeczne.

Zgadzając się, że obecne procedury są niezgodne z prawami człowieka i powinno się je zmienić oraz zauważając nieadekwatność wizerunku osoby transseksualnej z realiami, podtrzymują przekonanie, że aby osiągnąć swoje cele, trzeba kłamać. Wydaje się jednak, że znalezienie rozwiązania tego problemu, które byłoby zarazem godne, szybkie i niewymagające heroizmu, graniczy z cudem, dlatego fundacja zdecydowała się na pracę u podstaw.

Stary etos a realia społeczne

Na tle działaczy Trans-Fuzji starszy, nadal dominujący model zachowania może się prezentować negatywnie, co tłumaczy do pewnego stopnia atakowanie tej grupy przez transseksualną społeczność.

Wrażenie to równoważy lektura Apokalipsy płci – wydanego w latach 80. zbioru wspomnień osób transseksualnych, pionierów korekty płci w Polsce. Zbiór ten nie stracił wiele na aktualności: wielu regionach kraju, zwłaszcza słabiej rozwiniętych, doświadczenia osób transpłciowych nadal są bardzo podobne. Z jego lektury jasno wynika, że podjęcie decyzji o korekcie płci wymaga dużej odwagi osobistej i silnej determinacji.

Tymczasem działacze Trans-Fuzji skupiają się w wielkich miastach (głównie Warszawie i Wrocławiu), gdzie zmiany społeczne zachodzą znacznie szybciej i gdzie nie jest się jedynym transseksualistą w wiosce. Różnice w postawach i zachowaniu w dużym stopniu dotyczą zatem okoliczności, w jakich żyją poszczególne osoby transseksualne oraz wynikających z nich możliwości zaspokajania potrzeby godnościowej.

Niestety w przypadku każdej osoby transseksualnej „odwaga bycia sobą” nabiera szczególnego znaczenia, a wyzwanie zaczyna się już na poziomie ekspresji swojej płci. Póki to się nie zmieni, będzie można mówić o opresji, w jakiej żyje ta grupa społeczna.

Przypisy:

[1] S. Dulko, K. Stankiewicz, Płeć a seksualność, Warszawa 2009, s. 55.
[2] J. Butler, Uwikłani w płeć, Warszawa 2008
[3] Zob.: M. Kosewski, Wartości, godność i władza. Dlaczego porządni ludzie czasem kradną, a złodzieje ujmują się honorem, Warszawa 2008, s. 90.
[4] Lista ofiar 2003, http://www.dzienpamieci.kph.org.pl/?page_id=99
[5] Ciężkie życie w polskich szkołach a osoby transseksualne, http://forum.transfuzja.org/pl/watek/portal/szkola_praca_i_reszta_swiata/Ciezkie_zycie_w_polskich_szkolach_a_osoby_transseksualne.htm
[6] Zob.: M. Kosewski, dz. cyt., s. 27.
[7] Zob.: M. Kosewski, dz. cyt., s. 87.
[8] K. Bojarska, Krytyka pojęcia orientacji seksualnej w świetle społecznego konstrukcjonizmu i teorii queer, Warszawa 2008.
[9] Zob.: http://pl.wikipedia.org/wiki/Skala_Benjamina
[10] Zob.: S. Dulko, S. Stankiewicz, dz. cyt., s. 56.
[11] Komunikacja osobista.
[12] Zob.: Najsłynniejszy transseksualista w Polsce, http://www.transseksualizm.pl/viewtopic.php?t=2719
[13] Zob.: M. Kosewski, dz. cyt., s. 93.
[14] Wobec tego może powinna sobie odpowiedzieć na pytanie czy jest rzeczywiście Ts, bo Ts pragnie podjęcia się interwencji chirurgicznej (SRS) i czuje obrzydzenie do nie swoich narządów płciowych, a nie mówi dumnie o urodzie swego członka…chyba coś z nią jest nie tak… :-/ Źródło: Najsłynniejszy transseksualista w Polsce.
[15] Tyle jest jeszcze do zrobienia, http://forum.transfuzja.org/pl/watek/portal/co_tam_panie_w_polityce/Tyle-_jest_jeszcze_do_zrobienia.htm
[16] Zob.: M. Kosewski, dz. cyt., s. 93.
[17] Komunikacja osobista.
[18] Najsłynniejszy transseksualista w Polsce, http://www.transseksualizm.pl/viewtopic.php?t=2719
[19] Dzień Dobry TVN – Korekta płci, http://www.transseksualizm.pl/viewtopic.php?t=3086
[20] Tamże.
[21] Tamże.
[22] Tamże.
[23] Czy ktoś słyszał o „Trans-akcji”?, http://www.crossdressing.pl/forum/index.php?lang=pl&topic=4623, mniej merytoryczna część dyskusji znajduje się tu: http://www.crossdressing.pl/forum/index.php?lang=pl&topic=4682
[23] Fundacja Osób Transpłciowych, http://www.transseksualizm.pl/viewtopic.php?t=1589
[24] Tamże.
[25] Tamże.
[26] M. Kosewski, dz. cyt., s. 106.

Bibliografia

Tradycyjna:

  • Beisert Maria, Psychologia zaburzeń seksualnych [w:] red. nauk.: Helena Sęk, Psychologia kliniczna.T. 2, PWN, Warszawa 2005.
  • Benjamin Harry, The Transsexual Phenomenom, The Julian Press, Nowy Jork 1966.
  • Bojarska Katarzyna, Krytyka pojęcia orientacji seksualnej w świetle społecznego konstrukcjonizmu i teorii queer [w:] red. nauk. Aleksandra Jodko, Tabu seksuologii, Wydawnictwo SWPS Academica, Warszawa 2008.
  • Butler Judith, Uwikłani w płeć, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2008.
  • Dulko Stanisław, Stankiewicz Sylwia: Płeć a seksualność [w:] red. nauk. Zbigniew Lew-Starowicz, Seksualność człowieka. Ujęcie wieloaspektowe, Vizja Press&IT, Warszawa 2009.
  • Dynarski Wiktor, Tematyka transpłciowości w wybranych publikacjach oraz jej usytuowanie we współczesnych dyskursach akademickich [w:] Raport o homo-, biseksualności i transpłciowości w polskich podręcznikach akademickich, KPH, Warszawa 2010.
  • Dynarski Wiktor, Grodzka Anna, Podobińska Lalka, Tożsamość płciowa – zagadnienia medyczne, społeczne i prawne [w:] red.: Anna Śledzińska-Simon, Prawa osób transseksualnych. Rozwiązania modelowe a sytuacja w Polsce, Wolters Kluwer, 2009.
  • Imieliński Kazimierz, Dulko Stanisław, Apokalipsa płci, Wydawnictwo Arc-En-Ciel, Warszawa 2002.
  • Imieliński Kazimierz, Dulko Stanisław, Filar Marian, Transpozycje płci. Transseksualizm i inne zaburzenia identyfikacji płciowej, Wydawnictwo Arc-En-Ciel, Warszawa 2001.
  • Kosewski Marek, Wartości, godność i władza. Dlaczego porządni ludzie czasem kradną, a złodzieje ujmują się honorem, Vizja Press&IT, Warszawa 2008.

Internetowa:

www.crossdressing.pl [dostęp: 19 stycznia 2011 r.]
www.dzienpamieci.kph.org.pl [dostęp: 10 stycznia 2011 r.]
www.transseksualizm.pl [dostęp: 10 stycznia 2011 r.]
www.transfuzja.org [dostęp: 10 stycznia 2011 r.]

PS okolicznościowy. Drodzy studenci WSFiZ ze specjalności psychologia przedsiębiorczości i zarządzania, w linkowanej wyżej książce prof. Kosewskiego znajdziecie dostatecznie dużo przykładów sytuacji pokusy, by wiedzieć, o co w tej teorii chodzi i umieć znaleźć podobne sytuacje ze swojego życia. A jeśli nadal nie wiecie, o co chodzi w tej teorii, przeczytajcie książkę od początku. Naprawdę przyjemna lektura. I niedługa!
PS PS. Nie jesteś jedyną osobą z uczelni, która tu trafiła, więc lepiej nie inspiruj się zanadto tą pracą. Prof. Kosewski zna ją doskonale i nie jest człowiekiem machającym ręką na plagiat (przecież to anomia).