Od kilku dni w serwisie Legimi oraz paru innych e-księgarniach dostępna jest autobiografia Lukrecji Kowalskiej, Miss Trans 2012.

„Lukrecja w ciele Krzyśka” to ciekawa opowieść o tłumieniu i odkrywaniu samej siebie, a przy okazji dobra okazja, aby bliżej poznać bohaterkę serialu „W obcym ciele”. Autorka nie poprzestaje bowiem na opowieści, jak wyglądała jej droga do bycia kobietą, ale także dzieli się z czytelnikami szczegółami ze swojego życia „pozatransowego”: opowiada o swoich pierwszych miłościach, o pracy opiekunki dla osób chorych i starszych, poznajemy też dzieje jej życia małżeńskiego (przedstawione z pełnym szacunkiem dla prywatności jej byłej żony).

Dla wielu osób duże znaczenie może mieć to, że Lukrecja nie należy do tych, którzy o swojej transpłciowości wiedzieli już w najwcześniejszym dzieciństwie. Przeciwnie, autorka długo tłumiła swoją kobiecość, a nawet kiedy pozwoliła Lukrecji w pełni zaistnieć, wciąż przez pewien czas identyfikowała się z transwestytą podwójnej roli i odrzucała możliwość formalnej korekty płci. To czyni doświadczenie Lukrecji unikalnym na tle dotychczas wydanych w Polsce historii osób transpłciowych i stanowi duży atut historii.

lukrecja-w-ciele-krzyska-okladka„Lukrecja w ciele Krzyśka” została wydana za pomocą Ridero, rozbudowanego narzędzia do self-publishingu. Lukrecja zrezygnowała z zaangażowania profesjonalnego redaktora, nie zgadzając się na ingerencję kogoś obcego w tekst, jednak w ten sposób pozbawiła się kogoś, kto spojrzałby na jej dzieło świeżym okiem, zadał kilka celnych pytań i oszlifował całość jak brylant.

Niestety brak fachowej redakcji i korekty jest odczuwalny: niektóre fragmenty są niejasne, inne nadmiernie łopatologiczne; przeszkadzają też błędy stylistyczne, składniowe, interpunkcyjne i (rzadko) ortograficzne, niewyłapane przez autokorektę literówki, wewnętrzne sprzeczności, powtórzenia i inne drobne wpadki. Przyjemność z lektury osłabia też stado spojlerów: Lukrecja jako wszechwiedząca narratorka czasami niepotrzebnie zapowiada zakończenia wątków, które dopiero co zarysowała.

Mimo tych wad książkę czytało mi się całkiem dobrze, przypuszczam więc, że osoby mniej wymagające, które – w przeciwieństwie do mnie – nigdy nie występowały w roli redaktora, będą zupełnie zadowolone z lektury.

Książka dostępna jest na razie wyłącznie jako e-book, jednak autorka przewiduje również niewielki nakład drukowany – o którym z pewnością napisze na swoim profilu na Facebooku.

Link do sklepu

Zdjęcie – z Facebooka autorki