Zrobiłem właśnie czystkę w kokpicie Tumblra, usuwając z obserwowanych każdego, u kogo pojawiają się amatorskie fotki zbliżeń narządów płciowych K/Mów.

Co podoba mi się mniej więcej tak samo, jak zdjęcie penisa na powitanie na portalu randkowym.

Różnica polega na tym, że na portalach randkowych mniej więcej wiem, że jeśli dostaję wiadomość od nieznajomego, to być może będzie to taki, który wrzuca sześć fotek swojego penisa i opatrzonych krótkim „hi”.

Na Tumblra wchodzę, kiedy chcę coś poczytać. Niekoniecznie mam wówczas ochotę na porno. I jak idea FTM porn nadal do mnie bardzo przemawia i gorąco popieram jego istnienie i promowanie, tak po prostu nie zawsze mam ochotę na oglądanie czyichś genitaliów sfotografowanych cyfrówką bez żadnych filtrów czy artystycznego zamysłu. Obojętne, jak by te genitalia nie wyglądały.

Kiedy mam ochotę… wiem na jakie strony wejść. I nie są to media społecznościowe.

Poza tym jestem niedobry – nadal nie widziałem żadnego FTM porn, które by do mnie przemówiło. Aktywistycznie – tak. Artystycznie – tak. Ale na poziomie użytkownika – nic kompletnie. Żeby jakaś pornografia mi się spodobała, muszę się identyfikować.

Kilka tygodni temu mignął mi na wallu u znajomego jakiś seksowny K/M. Ucieleśniał wzór seksownego K/M – gdyby założył bokserki, wyglądałby jak cispłciowy model. Ale miał je zdjęte, więc był seksownym K/M. Umięśniony, płaska klata, odpowiednia pozycja itd.

Bardzo atrakcyjny, z łóżka bym nie wykopał, ale…

Też jestem seksownym K/M, tyle że ja tak NIE wyglądam i nie mam zamiaru wyglądać. Może po czterdziestce mi się odmieni.

Inne atrybuty seksownych K/M to strap-on i binder/bindujący t-shirt. W życiu ich nie założyłem do seksu i nie zamierzam zakładać. Nie mój styl, nie moja forma ekspresji i nie moje preferencje.

W ogóle większość K/M nie podziela moich preferencji, więc robią rzeczy, które mi nie odpowiadają, czyli nie za bardzo mam jak podrzucać je M. pod hasłem „zobacz co ja lubię, zróbmy to…?”.

I cierpię, bo jak dwa lata temu narzekałem, że takiego porno prawie nie ma, tak teraz widzę go sporo, ale jest… nie moje. Tak kompletnie, totalnie nie moje, że aż się nie czuję K/M kiedy na nie patrzę.

Bo na tym obrazku powyżej pasuje mi wszystko poza ostatnią linijką tekstu.

Mój wewnętrzny aktywista jest usatysfakcjonowany z popularyzacji seksualności transmężczyzn, ale mój drugi wewnętrzny aktywista patrzy na to, jak ja się z tym czuję i marudzi, że ten pierwszy cieszy się z powielania stereotypów.