Dyskusje kształcą. Dzięki dyskusjom pod moim ostatnim tekstem dowiedziałem się wielu pożytecznych rzeczy, na przykład tego, że w Polsce jednak byli czarnoskórzy niewolnicy. Jeżeli też jest to dla Ciebie nowość, zapoznaj się z artykułem w Newsweeku.

Moim faworytem jest jednak wyjaśnienie mi, że totalnie zignorowałem

wyjątkowo kiepską sytuację niektórych osób chorujących psychicznie (a tych, przynajmniej w przypadku zaburzeń afektu, jest wśród grup dykryminowanych jest w związku z opresją zwykle więcej niż średnio w populacji), które mając depresję, stany lękowe czy obsesje po prostu NIE MOGĄ zignorować jakiejś obelgi, fizycznie nie są w stanie (źródło).

Przemyślałem to głęboko i przyznaję się do winy. Rzeczywiście, to było absolutnie niewybaczalne z mojej strony.

Autorka powyższych słów ma rację, pisząc, że osoby chorujące psychicznie mogą nie umieć nie przejąć się tekstami w rodzaju rzuconego na wallu znajomej „niech polityk Iks Igrekowski idzie się leczyć w zakładzie zamkniętym”. Tak rzeczywiście bywa i przekonałem się o tym sam, czemu wyraz dałem we fragmencie skomentowanym powyższymi słowami. Wcale nie przesadzałem, pisząc o chęci wpełznięcia pod łóżko. Ze strachu.

Zatem pamiętajmy, bo to ważne: mając chorobę afektywną dwubiegunową (ChAD) lub inne poważne zaburzenia psychiczne, należy cały czas traktować swoje reakcje z czasów epizodów choroby jako w pełni słuszne, zdrowe i uzasadnione oraz bynajmniej nie przesadne. Co więcej, pod żadnym pozorem nie wolno o samym sobie z czasów poprzedniego ataku choroby napisać, że reagowało się jak „przewrażliwiona galaretka”. Tego rodzaju dystans jest zabroniony! Czując się lepiej, nadal należy traktować emocje z czasów silnego zaburzenia afektu jako punkt odniesienia, bo inne podejście – jakkolwiek być może umożliwiające powrót do zdrowia oraz na łono społeczeństwa – jest rażąco dyskryminujące wobec innych osób zmagających się z tym samym problemem.

Całe szczęście, że nie miewam zbyt wiele problemów psychotycznych, bo wtedy popełniałbym podobnie niewybaczalne błędy, odnosząc się krytycznie do własnych urojeń.

Na szczęście teraz już to rozumiem i mogę świadomie wybrać, że dalej będę dyskryminujący, mając na uwadze, że to właśnie dystans oddanego przyjaciela wobec moich zaburzeń oraz jego bezceremonialne nazywanie mnie „wariatem” i wysyłanie na Sobieskiego w dużym stopniu umożliwiły mi ogarnięcie własnych reakcji na tego typu wypowiedzi.

Z tego fragmentu dyskusji należy wysnuć jeszcze jeden istotny wniosek: osoba otwarcie mówiąca o swoim przynależeniu do jakiejś mniejszości nie ma prawa odnosić się do niej w sposób, jaki aktywiści antydyskryminacyjni uznają za dyskryminujący. Prawo do posiadania własnej perspektywy dotyczy tylko ludzi myślących w sposób zaakceptowany przez radykałów.

To bardzo cenna lekcja.