Na forum Trans-Fuzji wywiązała się jakiś czas temu ciekawa dyskusja o akceptacji osób transseksualnych w społeczeństwie. Użytkowniczka po korekcie płci, żyjąca w trybie stealth (niewyoutowana), dowodziła nam, że out jest Zuem, ponieważ ludzie są narażeni na prześladowanie i komentarze, bo środowisko jest do osób TS nastawione negatywnie, a na otoczenie nie ma się wpływu: rodzina, sąsiedzi, praca pozostają te same i nie każdego stać na jego zmianę. Czyli trzeba siedzieć cicho.

Bardzo ciekawe w dyskusji było to, że użytkowniczka sama jest bezpieczna (żyje jako osoba z pozoru cispłciowa, czyli – slangowo – w trybie stealth), ale obserwuje jak ludzie z jej pracy mówią o innej osobie trans, wyoutowanej, z innego działu (czyli nieznanej osobiście oplotkowującym), śledzi akty przemocy wobec innych osób transseksualnych… i przekonuje osoby wyoutowane, akceptowane i bezpieczne, że świat jest okropny. Nawet nas niezbyt uważnie słuchała. 

W tle: przekonanie, że jeśli by się kiedyś wydało, że skorygowała płeć, miałaby przerąbane. I strach. Albo może nawet przerażenie.

Czy życie w strachu się opłaca?

To jedna z przyczyn, dla których nie wyobrażam sobie życia na stałe jako cis. Lęk, że się wyda. Irracjonalny, niezweryfikowany, dokarmiany sytuacjami dotyczącymi innych ludzi. I to życie z sekretem… Sam czasami gdzieś jestem niewyoutowany – i mam lekki dyskomfort, bo nigdy nie wiem, jak zareaguje druga osoba, ale moje osobiste statystyki mówią mi, że zwykle reaguje dobrze. Zwykle – czyli w jakichś 99%.

Jeśli ktoś reaguje na mnie źle, to jest to problem rozmówcy, z którym – jeśli drugi człowiek jest trzeźwy i na poziomie – mogę sobie poradzić: porozmawiać lub odejść. Z kolei pijani, agresywni mężczyźni w piątek wieczorem niepokoją mnie nie dlatego, że jestem trans i OMG, co się stanie jeśli się wyda, tylko dlatego, że są pijani i agresywni. „Wydałoby się” tylko jeśli JUŻ by mnie zaatakowali.

„Porozmawiać lub odejść” dla użytkowniczki było nie do przyjęcia jako postawa. Określiła ją jako „histeryczne poszukiwanie akceptacji” – mimo że jej opowieści o okrutnym świecie, dokarmione lękiem, były wręcz paranoiczne.

PO CO się outować?

Nie wszędzie jest to możliwe, ale osoba transpłciowa ma szansę stworzyć sobie bezpieczne, przyjazne otoczenie, dzięki czemu gdziekolwiek pójdzie, będzie jednocześnie wyoutowana i akceptowana. Tam, gdzie coś jej zagraża, nie ma sensu chodzić.

Tu osoba bardzo TS zada pewnie pytanie, jaki w takim razie jest sens korekty płci, skoro człowiek się outuje, przecież miał zniknąć? Spieszę z odpowiedzią. Podstawowym celem naszych tranzycji jest życie zgodnie ze sobą. Zgodnie ze sobą można żyć na co najmniej dwa różne sposoby: w szafie i poza szafą. A tranzycję można skończyć niekoniecznie aż na SRS.

Mnie jest dobrze poza szafą – zapożyczyłem to ze środowiska LGB i uważam za rewelacyjną opcję, bo jestem akceptowany jako ja, a nie pod warunkiem, że udaję heteronormatywnego. Nie muszę się bać odrzucenia, bo gdyby ktoś chciał mnie odrzucić, to już dawno by to zrobił. Argumenty za szafą do mnie nie trafiają, ale nie musimy być tacy sami.

Przyjazne środowisko – jak?

Otoczenie (przyjazne lub nie) tworzy się poprzez budowanie relacji z innymi ludźmi. Relacje buduje się przede wszystkim przez komunikację werbalną i pozawerbalną – rozmowy, mowę ciała, okazywane gesty. Można tak nawiązać relacje z jednostką lub grupą.

Osoba komunikująca, że jej transpłciowość (lub inna cecha) jest czymś złym, czego się wstydzi, za co może być prześladowana – czyli po prostu niepewna siebie, mająca kompleksy, pełna lęku – jest łatwą ofiarą. Grupy lubią ofiary, bo dzięki nim mogą się łatwo zintegrować, odreagować kompleksy itd.

Osoba roztaczająca wokół siebie aurę samoakceptacji ma dużo większe szanse, że ktoś – pojedyncza osoba, grupa – ją zaakceptuje. Nie tylko nie bardzo nadaje sie na ofiarę („Powiedz mi coś, czego nie wiem”), ale też jest świadoma swoich atutów, pozytywnie nastawiona do otoczenia i wzbudza sympatię.

Korzyści z bycia wyoutowanym i zaakceptowanym

Ktoś, kto jest akceptowany, zwiększa poczucie pewności siebie i własnej wartości. Może się w pełni realizować. Nie traci energii na kłamstwa, lęki, próby przypodobania się, ignorowanie przemocy lub odpowiadanie atakiem na atak. Częściej się uśmiecha i jest bardziej lubiany. Chętniej też akceptuje innych. A to sprawia, że jeszcze trudniej zostać mu ofiarą…

Otaczanie się akceptującymi ludźmi sprawia, że czujesz się bezpiecznie. Spotykasz się z rodziną i nie słyszysz komentarzy, które bolą. Idziesz do pracy i koncentrujesz się na zadaniach, a na przerwach dobrze się bawisz. W sklepie kupujesz pieczywo zamiast użerać się ze sprzedawczynią. Załatwianie spraw urzędowych nie jest problemem. No i masz przyjaciół i partnerów, na których naprawdę możesz liczyć. A jeśli ktoś jest nieuprzejmy, nie bierzesz tego do siebie.

Jak uzyskać akceptację?

Uzyskanie akceptacji otoczenia jest względnie łatwe, tylko trzeba spełnić kilka warunków:

  • uwierzyć, że to możliwe,
  • zacząć akceptować siebie,
  • okazywać pewność siebie (na początku może być udawana. Treningi asertywności czynią cuda),
  • nie być denerwującym dupkiem/wredną suką/etc. i mieć jakieś kompetencje społeczne,
  • nie porywać się z motyką na słońce

„Poszedłem do kiboli i mnie nie zaakceptowali! Ta teoria jest bez sensu!” to przykład porwania się z motyką na słońce. Oraz próba udowodnienia, że to jednak nie jest możliwe.

W ten sposób człowiek po jakimś czasie (metodą prób i błędów) wyrywa się z błędnego koła łatwej ofiary i trafia do radosnego grona ludzi zadowolonych z siebie. Czasami okazuje się konieczne wymienienie otoczenia na inne.

Ale to niemożliwe, transi nie żyją długo i szczęśliwie!

To jest jedno z najciekawszych zjawisk w środowisku TS: ma być źle. Lekarz, który za wszelką cenę zniechęca kogoś do korekty, poniżając go, obiecując koszmar za życia, pokazując zdjęcia z nieudanych operacji jako normalne efekty zabiegów, jest dobry, bo robi selekcję. Korekta płci jest dla silnych, słabi sobie nie poradzą. Podtrzymywanie tego schematu przez ludzi, którzy przeszli przez piekło, jest typowe: dowartościowuje piekło, nadaje mu sens. „Jeżeli koszmar i cierpienie nie są nieuniknione, po co tak się męczę? Wy też się męczcie! A lekarz był super i dużo mu zawdzięczam!”.

Analogicznie świadome kreowanie sobie otoczenia trans-friendly to „histeryczne poszukiwanie akceptacji”. Bo ma być źle. Przemoc i prześladowanie to norma (norm należy bronić!), a akceptacja to wyjątek albo choroba – w każdym razie coś nienaturalnego, podejrzanego. Komunikat jest jasny: transi nie żyją długo i szczęśliwie!* I długo nie będą, jeśli ten komunikat będzie powielany odpowiednio głośno i odpowiednio często.  A jakakolwiek kontrola nad własnym życiem? Nad doborem znajomych? Nad własną postawą? Wykluczone! Między bajki włożyć!

Na całe szczęście – możemy sobie wybrać nie tylko to, czy chcemy być bohaterem czy bohaterką, ale także czy chcemy dążyć do happy endu.

======

* Shrek to mądry film, który powinna obejrzeć każda osoba trans: w pierwszej części mamy „ja i moje bagno!”, „nazwała mnie potworem!” i „przecież miałam być piękna”, a w drugiej Shrek przechodzi przemianę w przystojnego człowieka i nikt nie łapie za widły, jednak koniec końców okazuje się, że Fiona woli ogra (i Shrek nie woła, że Fiona jest ogre admirerem).