Dzisiaj odbyło się drugie czytanie projektu ustawy o uzgodnieniu płci. Obecność na sali sejmowej była znikoma, co zaprezentowała Lalka Podobińska na zdjęciu opatrzonym komentarzem Fundacji Trans-Fuzja:

Nasza wiceprezeska obserwuje dziś obrady Sejmu. Na zdjęciu posłanka Joanna Mucha prezentuje sprawozdanie Nadzwyczajnej Podkomisji.
Jeśli spotkacie się z komentarzami twierdzącymi, że Sejm zajmuje się zbędnymi sprawami, jak sami i same widzicie, możecie bez żadnego problemu powiedzieć: „Nie zajmuje się nimi w ogóle”.
Możecie być natomiast pewne i pewni, że w momencie głosowania (szczególnie, gdy trzeba będzie głosować przeciwko) osób w parlamencie będzie zdecydowanie więcej. (źródło)

Nie rozumiem powodów pójścia na debatę, którą z powodzeniem można obejrzeć w Internecie i która z definicji zainteresuje tylko garstkę osób (pełną salę zbierają debaty dotyczące budżetu), ale przyznam, że zdjęcie jest ładne. Takie… obrazowe.

Facebookowy tłum fanów i fanek Trans-Fuzji, zgodnie z oczekiwaniami, zareagował oburzeniem. Zdjęcie zostało kilkadziesiąt razy udostępnione, a przeważające komentarze to: „A ta pustka to w ogóle jest legalna?!”, „Zalatane towarzystwo jak cholera!”, „A tak pracuje nasz sejm”, „Sejm obraduje ‪#‎szlachtaniepracuje”, „Osoby trans takie ważne dla Sejmu. ‪#‎pustki”, „za co oni biora t a k i e pieniądze”.

Moim faworytem jest

Najbardziej obrzydliwą rzeczą uchwyconą na tym zdjęciu jest to, że w pt, gdy będzie głosowanie nad ustawą, cała masa poselskich zwierząt wygadywać będzie najohydniejsze rzeczy, nie poświęciwszy nawet odrobiny wysiłku na stworzenie wcześniej pozorów, że tak zwana rzeczywistość ich interesuje. (źródło)

Jak zatem masz myśleć? Masz przyłączyć się do powszechnego oburzenia. Masz nienawidzić posłów, którzy do tego stopnia nie interesują się tak ważnym tematem, że nie chce im się ruszyć tyłka i przyjść posłuchać o projekcie ustawy, o której losach zagłosują za kilka dni. Masz o tym napisać w komentarzu, masz przekazać tę posępną wieść dalej, a jeśli się odpowiednio postarasz (jak autor wypowiedzi powyżej), to może nawet zbierzesz sporo lajków.

Teraz Wam pokażę ten obrazek, a Wy się oburzcie. Pamiętaj, Czytelniku, że jeżeli nie dołączysz do tłumu, to może się okazać, że nie zależy Ci na przejściu tej ustawy, a zatem jesteś obrzydliwym transfobem. A na pewno nie chcesz być obrzydliwym transfobem, prawda?

Fot. Lalka Podobińska

Fot. Lalka Podobińska

Już? Oburzeni?

No to teraz Wam powiem, że jeżeli się NIE oburzyliście, to może to oznaczać, że… po prostu macie wiedzę o pracach Sejmu. Tak jak miał ją autor tego komentarza:

Wiem, że może to wyglądać nieciekawie, ale takie zdjęcia są bardzo mylące. Większość pracy parlamentarzystów odbywa się na posiedzeniach komisji, które trwają również podczas posiedzeń plenarnych. To tam tworzone są ostateczne teksty ustaw, to tam dyskutuje się nad projektami. Rzadko kiedy odbywa się to na sali plenarnej. To, że jest mało osób na sali nie znaczy, że posłowie nie pracują. (źródło)

Na fanpage’u Trans-Fuzji ktoś nawet udostępnił link do planowanych posiedzeń komisji sejmowych. Dzisiaj odbywa się ich około czterdziestu, z czego aż cztery zaczęły się dokładnie wtedy, kiedy trwała debata o projekcie ustawy, a co najmniej kilka innych nadal pracowało.

Nie żeby to było ważne dla tłumu. Tłum, dysponujący taką samą wiedzą na temat prac Sejmu, jaką ja miałem dziś rano, nie sprawdza źródeł. Nie dowiaduje się. Nie podchodzi do rzeczywistości krytycznie. Bo i po co? Facebookowa społeczność tak nie działa. Facebookowa społeczność poprzestaje na emocjonalnej reakcji na zaprezentowany im obrazek, a potem przewija ekran w dół do następnego obrazka.

Na pracach Sejmu się nie znam, a nie chciałem wyjść na kolejną owcę, poszedłem więc do eksperta. Dowiedziałem się nie tylko tego, co już wiecie z zacytowanego powyżej komentarza, ale także tego, że obecność na posiedzeniach komisji jest obowiązkowa dla członków tych komisji – jeżeli ktoś się nie stawi, to ucinają mu dietę. To samo jest z głosowaniami. Za to nikt nie płaci posłom za przyjście na debatę w sali plenarnej i posłuchanie, co ma do powiedzenia na jakiś temat ich przeciwnik polityczny.

Dodatkowo, debata nie jest dla posła źródłem wiedzy na dany temat. Przeciwnie, jeżeli jest zainteresowany tylko głosowaniami i tylko konkretnymi opracowaniami dopieszczonymi w komisji, to o wiele bardziej konstruktywne będzie dla niego zadawanie pytań posłowi sprawozdawcy podczas samego głosowania, gdzie będzie mógł dopytać o konsekwencje kolejnych poprawek. Debaty takiej możliwości nie oferują – służą tylko wyrażeniu swoich opinii.

Notabene, sama debata była dość nudna. Muszę jednak przyznać, że wzruszyło mnie głęboko wystąpienie Ani Grodzkiej, która cały czas odwoływała się do ludzkiej empatii, mówiąc o braku sensu życia osób transpłciowych, ich cierpieniu i godności, a także przypominała katolicką Irlandię i kilka innych krajów, które uregulowały sytuację osób transseksualnych w sposób maksymalnie dla nich korzystny.

Zabrakło mi co prawda w tym wystąpieniu argumentów za samym projektem ustawy (to znaczy dlaczego jest na tyle dobry, że właśnie za jego pomocą należy uregulować sytuację osób transpłciowych), no ale jestem optymistą, więc wierzę, że osoby mające konkretne zastrzeżenia do projektu (przykłady tutaj, skrót i dyskusja tutaj) wzruszyły się jeszcze bardziej i zapomniały o swoich uwagach.

Mnie w projekcie ustawy najbardziej zachwyca to, że odrzucono sensowną poprawkę PiS-u o odpowiednim doświadczeniu specjalistów wystawiających zaświadczenia do Sądu (zaproponowali dodanie frazy „posiadających doświadczenie w diagnozowaniu i leczeniu osób transseksualnych”). Sam Zbigniew Lew-Starowicz bronił absolwentów specjalizacji seksuologicznej, podkreślając, że są oni należycie przygotowani do pracy z osobami transpłciowymi (a co innego miał mówić…). Jak wygląda rzeczywistość – doskonale wiemy. Czyli wystarczy znaleźć dwóch laików, zapłacić im i iść z papierkami do Sądu. Rewelka.

Czasami mam wrażenie, że ludzie popierają ten projekt na tej samej zasadzie, w myśl której bronili „W obcym ciele” – bo jest o osobach transpłciowych. Ciekawe kiedy zacznie się liczyć poziom realizacji.

No a wracając do tych nieobecnych posłów… gdybyście mieli do wyboru pracować przy projekcie, który Was interesuje (i przy którym pracować musicie, jeżeli chcecie dostać swoje pieniążki), albo iść w tym czasie na nudną gadaninę poświęconą czemuś, co Wam totalnie wisi i powiewa (i stracić pieniążki), co byście wybrali?