Jeżeli jesteś osobą przechodzącą tranzycję i wreszcie zaczynasz żyć jako Ty, pojawia się przed Tobą trudne zadanie – jak sprawić, żeby ludzie zaczęli traktować Cię jako Wojtka, krótko ostrzyżonego chłopaka, a nie Monikę, która była zawsze wprawdzie nieco chłopczycowatą, ale jednak dziewczyną? Albo Agnieszkę, postawną kobietę, a nie tego bardzo męskiego ex-żołnierza, męża i ojca o imieniu Jerzy?

To trudne zadanie, bo ludzie nie lubią zmian. Ludzie – jako gatunek – lubią kogoś zaszufladkować, raz a dobrze, a potem mieć święty spokój. Wolą nadal znać Monikę i Jerzego. A nawet jeśli oni sami tego nie chcą, to ich mózgi – tak. Bo mózgi już mają odpowiednie przegródki dla „Moniki” i „Jerzego”.

Wojtek i Agnieszka stoją więc przed ciężkim zadaniem: muszą przebić się przez stare wizerunki siebie samych, które zapamiętały się innym ludziom. Muszą sprawić, by mózgi ludzi z otoczenia odzwyczaiły się od wysyłania sygnałów „to Monika” i „to Jerzy” i zamiast tego wysyłały sygnały „to Wojtek” oraz „to Agnieszka”.

Zapomnij o starym wizerunku

Metoda na uzyskanie tego efektu jest w teorii banalna, ale mam wrażenie, że niektóre osoby trans jej nie znają: otóż potrzebujesz zbudować nowy obraz siebie w oczach innych – na tyle silny, że wyprze stary obraz. W tym celu najlepiej jest jak najczęściej komunikować „jestem Wojtkiem” i „jestem Agnieszką” oraz świadomie unikać wzmacniania starego wizerunku. A najlepiej dać ludziom zapomnieć, że w ogóle był jakiś stary wizerunek.

Inni w tym nie pomagają. Nawet ci świeżo poznani, na których warto zacząć trenować konsekwentne kreowanie prawdziwego siebie. (Tak, wiem, że to brzmi jak oksymoron, ale na początku tak to właśnie wygląda. Musimy w końcu odpowiedzieć sobie na pytanie, jakim mężczyzną bądź jaką kobietą chcemy być dla świata. A potem zaistnieć).

imionab

Ludzie w większości nie są świadomi tego, jak działają ich mózgi i są ciekawi: a jakie było twoje stare imię? a pokażesz mi jakieś zdjęcia z przeszłości? – nie mając zielonego pojęcia, że jeżeli cię dopiero poznali oraz mają w głowie, że jesteś „mężczyzną, który chce być kobietą” (lub na odwrót), to ich mózgi najprawdopodobniej zarejestrują: Ten mężczyzna ma na imię Jerzy. Jerzy chce być kobietą, Agnieszką. Niestety płeć biologiczna nadal jest społecznie ważniejsza niż tożsamość płciowa, bo to ona jest widoczna na pierwszy rzut oka.

Dlatego warto bardzo, bardzo konsekwentnie pokazywać siebie od swojej prawdziwej strony. I ucinać – grzecznie ale stanowczo – wszystko, co nowemu wizerunkowi zagraża.

Jak ja to zrobiłem?

Kiedy wyoutowałem się pierwszego dnia studiów, stanąłem przed wyzwaniem: w jeden dzień zaczął się mój test realnego życia. Mój tok myślenia wyglądał tak:

Oni poznali mnie jako Marcina. Czy mogę zaryzykować, że zobaczą Marcina w staniku i bluzce? Nie. A zatem na studia będę chodził wyłącznie jako chłopak.

Czasami na studia jadę po pracy. Czy mam się tłumaczyć, że jestem po pracy? Nie, bo mam zajęcia z 300 osobami jednocześnie i wszystkie wiedzą, kim jestem. Nie wyjaśnię im tego. A zatem po drodze na uczelnię muszę zadbać o jednoznacznie męski wygląd.

Czy mogę zaryzykować, że ktoś mnie przypadkiem zobaczy na ulicy? To Warszawa, wielkie miasto, i dużo ludzi dojeżdża na zajęcia, więc chyba ryzyko jest niskie. Ale jednak lepiej ubierać się neutralnie. Gdybym był M/K, może mógłbym zrobić tak, żeby mnie nie poznawali i mieć dwa bardzo różne wizerunki, ale jestem K/M i moje możliwości są bardzo ograniczone.

Studia okazały się moim poligonem doświadczalnym. To, co działało na uczelni, stopniowo rozszerzałem na inne sfery życia.

Jak to zadziałało?

Przypadkiem wybrałem genialną metodę: w pół roku zaistniałem w świadomości ludzi do tego stopnia jako Marcin, że większość z nich na co dzień zapominała, że jestem trans. Przeważnie nie podawałem ludziom starego imienia. Domagałem się zmieniania go na listach obecności w taki sposób, że ludzie często w ogóle go nie słyszeli, a jeśli – to zapominali w dziesięć sekund. Byłem na tyle konsekwentny, że reszta studentów i prowadzący nie mieli problemów: znali Marcina, kropka.

Częściowo to było powiązane z dysforią płciową, którą wówczas miałem bardzo rozwiniętą. Naprawdę bardzo dotykały mnie te wszystkie „proszę pani”, chciałem zabić każdą osobę używającą imienia z dowodu, miałem problemy z odsłanianiem ciała przy ludziach, nerwowo sprawdzałem jak układa się ubranie, itd. Byłem przekonany, że „się wyda”, że „złudzenie pryśnie” i panikowałem za każdym razem.

Przyjęta metoda tę dysforię do pewnego stopnia podtrzymywała, ale w pewnym momencie zacząłem widzieć, że wszystkie te pojedyncze drobiazgi wymykające się niekiedy spod kontroli nic nie zmieniają, bo ludzie nadal pamiętają mnie jako Marcina. Ba, w większości są na te drobiazgi ślepi.

Kiedy zinternalizowałem sobie to, jak widzą mnie inni, dysforia straciła rację bytu. Natomiast strategia spójnego wizerunku została. Teraz mogę sobie pozwolić na rozmywanie tego wizerunku, ale mniej więcej wyczuwam, na co z kim mogę sobie pozwolić. Osoby, które znam bardzo dobrze i są dla mnie ważne, zawsze dostają więcej – ufam im, że poradzą sobie z różnymi informacjami. Obce osoby traktuję w zależności od nastroju oraz liczby i znaczenia świadków.

Długofalowe konsekwencje

Skutkiem ubocznym jest to, że mimo swojej nienormatywności, dość często dostaję informacje zwrotne od osób cispłciowych, że jestem pierwszą osobą transseksualną, którą X spotkał, że dzięki mnie ten ktoś nauczył się, jak traktować inne osoby transseksualne i reaguje, kiedy inne osoby są źle traktowane (lub same się tak traktują).

Z ciekawostek, czasami bliskie osoby dostają moje stare teksty – albo stare teksty innych osób, w których występuję – gdzie nadal używany jest rodzaj żeński. Dość często w ogóle im ten fakt umyka, dziwią się, co on tam w ogóle robi albo poprawiają sobie wszystkie końcówki na męskie.

Chyba jestem dobry w autoprezentacji :D

Budowanie marki

Wracając do Wojtka i Agnieszki, najgorsze co mogliby dla siebie zrobić, to podkreślać ich przeszłość bardziej niż teraźniejszość – lub pozwalać na to, by inni ją podkreślali. W ten sposób mogą bowiem kreować dwa wizerunki: swój obecny oraz wizerunek tej innej osoby z przeszłości. Jeżeli to daleka, abstrakcyjna przeszłość, to pal diabli. Ale jeśli ta przeszłość bywa też teraźniejszością…

W umysłach ludzi, zwłaszcza tych nieprzyzwyczajonych do istnienia transpłciowości, to wygląda trochę jak przeciąganie liny: Kto jest silniejszy? Które skojarzenia wygrywają? Który obraz jest bardziej spójny?

Odwołując się do postaci publicznie znanej – Anna Grodzka jest kojarzona jako Anna Grodzka, mimo że są osoby, które celowo używają jej starych danych. Też je pamiętam, ale Ania to Ania. Natomiast kiedy czasami czytam artykuł o nieznanej mi osobie transseksualnej, w którym raz po raz przewija się to złe imię, muszę sobie powtarzać, jakie jest dobre, żeby pozbyć się niechcianego skojarzenia.welovepr

Wojtek i Agnieszka, jeżeli chcą wygrać w świadomości innych, powinni całkowicie zawłaszczyć przestrzeń. To czyste budowanie marki.

Agnieszka, kobieta z przeszłością

Agnieszce opłaca się promować Agnieszkę jako jedyną słuszną opcję, a poprzednią społeczną tożsamość traktować jako „no name”. Mam na imię Agnieszka; Kiedy musiałam żyć jako chłopiec; Żyję jako Agnieszka od…; Oni poznali mnie w starej wersji, ale zaakceptowali jako Agnieszkę. Ludzie chętniej i łatwiej zapamiętają Agnieszkę. Nie będą mieli dylematu, czy osoba, która widzą, ma na imię Agnieszka, czy też może to jest jakieś inne imię i inna osoba – ponieważ nie dostaną szansy wyhodowania sobie takiego dylematu.

Kiedy znajomość się rozkręci, Agnieszka będzie mogła na przykład pokazać im dowód osobisty, w którym ma stare zdjęcie, a oni spojrzą i prawdopodobnie powiedzą „w ogóle nie wyglądasz jak ty”, po czym zapomną, że takie zdjęcie widzieli.

Wojtek albo Monika

Wojtek powinien postępować tak samo. Jeżeli będzie na każdym kroku przypominał o Monice: Monika to, Monika tamto; Kiedy byłem Moniką; Oni poznali mnie jako Monikę – co zrobią ludzie? Zapamiętają Monikę! Mogą nie chcieć tego zrobić, ale ich mózgi prawdopodobnie i tak w niekontrolowany sposób utworzą skojarzenie „ta osoba = Monika”. Teraz wystarczy ich jeszcze uraczyć serią zdjęć Moniki i… złościć się na otoczenie, że jakoś dziwnie nie chce zaakceptować Wojtka, że ma problem z przestawieniem się, itd.

W wersji ekstremalnej Wojtek może jeszcze na przykład zaprosić nowopoznanych znajomych spoza kręgu LGBT+ do domu, gdzie mieszka z rodziną i tam, na „Moniko, czy mogłabyś przyjść na chwilę?” odpowiadać „Tak, mamo, już idę! Przepraszam, musiałam tylko…” – oczywiście w żaden sposób tych znajomych nie uprzedzając, że taka sytuacja może mieć miejsce, ani też jej nie wyjaśniając, ani nawet nie okazując znajomym zirytowania. Niech się nauczą, że też mogą mówić jak im się podoba. No przecież temat transseksualności może być dla nich trudny i krępujący, trzeba zrozumieć, że mają problem, bla bla.

Tak szczerze – owszem, mają prawo mieć problem. Zwłaszcza kiedy dostają sprzeczne sygnały. Dlatego właśnie warto im te sygnały jak najbardziej ujednoznacznić.

my-name-is-not

Konsekwencja, konsekwencja i jeszcze raz – konsekwencja!

Zmiana własnego wizerunku wymaga świadomych decyzji. Czasami bardziej opłaca się przechodzić płynnie z jednego wizerunku do drugiego, tak aby powolutku przyzwyczajać ludzi do pewnych zmian. Czasami jednak ludzie nie chcą się przyzwyczajać i wtedy bardziej opłaca się radykalizm: najpierw ostre zaznaczenie granicy i narzucanie innym, aby się dostosowali, a kiedy już to zrobią – stopniowe rozmycie i powrót do stanu równowagi.

Abstrahując od różnic indywidualnych, twarze oraz imiona (w tym kraju także rodzaje gramatyczne) są dla ludzkich mózgów elementarnymi informacjami, których potrzebują, by zbudować sobie wewnętrzne reprezentacje ludzi. Ten sam mechanizm działa nawet w internecie: nie przypadkiem nick+avatar składają się na podstawę wirtualnej tożsamości.

Dlatego (jeżeli jesteś osobą transseksualną, a nie genderqueer) w przypadku imienia, wyglądu i rodzaju warto działać stanowczo i dość szybko podjąć decyzję, czy chce się być dla świata Moniką aka Wojtkiem, czy może raczej po prostu Agnieszką (kobietą z przeszłością). Odkręcenie tego może być trudne.

Krótki sprawdzian na zakończenie

1. Jakim imieniem musiał posługiwać się Wojtek, kiedy udawał dziewczynę?

2. Jakim imieniem musiała się posługiwać Agnieszka, kiedy udawała chłopaka?

3. Czy któreś pytanie było dla Ciebie zauważalnie trudniejsze?

4. Czy podczas czytania artykułu jakkolwiek myliły Ci się postaci?

*

Chodziło tylko o to, by sprawdzić, jak działa Twój mózg, więc nie musisz pisać odpowiedzi w komentarzach, natomiast zachęcam Cię do podzielenia się refleksjami.

[divider]

Postaci Wojtka i Agnieszki zostały zmyślone. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych jest przypadkowe.