Dzisiaj cały mój Facebook jest w barwach tęczy. To dlatego, że Stany Zjednoczone przyjęły równość małżeńską, jako 22. kraj na świecie. Od tej pory małżeństwa osób tej samej płci są legalne w całym kraju, a nie tylko w wybranych stanach (więcej).

To oczywisty powód do radości – świat staje się coraz bardziej przyjazny dla par jednopłciowych (oraz za takowe uchodzących). Niestety zanim równość małżeńska będzie możliwa w Polsce… No cóż.

Ale ja nie o Polsce chciałem, tylko o Wielkiej Brytanii, którą przypomniał Wiktor w swoim niezbyt entuzjastycznym komentarzu. (klik)

W Wielkiej Brytanii również obowiązuje równość małżeńska, ale sprawa komplikuje się, jeżeli w małżeństwie jedna osoba chce skorygować płeć. Dlaczego?

Ano dlatego, że aby to zrobić, potrzebuje zgody współmałżonka.

Działacze antydyskryminacyjni powiedzą: To dyskryminacja. Dlaczego osoby transpłciowe nie mogą skorygować płci same? W końcu są dorosłe, a poza tym w tym kraju podobno istnieje równość małżeńska, czyli małżeństwo różnopłciowe powinno automatycznie przekształcić się w małżeństwo jednopłciowe i tyle.

Tyle tylko, że przekształcenie małżeństwa to jest coś, co dotyczy obydwu poślubionych sobie osób. I byłoby bardzo niesprawiedliwe, gdyby ta druga osoba nie miała nic do powiedzenia. Bo małżeństwo to nie jest po prostu związek dwóch osób, które ubrały się ładnie, poszły do kościoła lub urzędu, powiedziały tam parę podniosłych słów na dowód wielkiej miłości, ale w każdej chwili mogą się rozstać i pójść własną drogą. O to właśnie chodzi, że po zawarciu małżeństwa traci się część swojej autonomii, za to zyskuje szereg nowych praw i obowiązków.

Nie wszystkie związki radzą sobie z tranzycją jednego z partnerów. Nie każdy człowiek potrafi udźwignąć fakt, że kiedyś miał męża, a teraz ma mieć żonę lub odwrotnie. Nie każdego pociąga nowe – i często obce! – oblicze ukochanej osoby. Nie każda kobieta chce się kochać z kobietą i nie każdy mężczyzna widzi siebie w związku z drugim mężczyzną. Dla niektórych ludzi to przecież złamanie zasad ich religii!

Uważam postawę „ja chcę być wreszcie sobą, a wy wszyscy natychmiast się dostosujcie!” za skrajnie egoistyczną. Bywa ona co prawda niezbędna w procesie tranzycji, kiedy często musimy się odciąć od oczekiwań otoczenia, tupnąć nogą i postawić na swoim, ale bardzo boli bliskich.

Moim zdaniem państwo nie powinno machnąć na to ręką i powiedzieć „róbcie swoje”. To jest zbyt poważna decyzja i, jak już pisałem, dotyczy obojga partnerów. A zatem powinna być realizowana za wiedzą i zgodą drugiej osoby.

Lub po rozwodzie, jeżeli para nie ma wspólnej przyszłości.

Tak, oczywiście, to jest utrudnienie. Tak, to bywa przykre. Tak, zdarza się, że komuś jest przez to ciężej skorygować płeć.

Ale przynajmniej tyle jesteśmy winni osobie, którą poślubiliśmy: żeby miała prawo zdecydować, czy chce z nami nadal być. Pani Smith może wcale nie chcieć być żoną Barbry Smith. Wszakże ślubowała miłość, wierność i uczciwość małżeńską Johnowi Smithowi. Mężczyźnie.

A prawo nie jest od tego, żeby robić dobrze osobom transpłciowym. Jest od tego, żeby dbać o interesy wszystkich obywateli. W tym także (szok!) cispłciowych partnerów.