W ciasnym Falafel Bejrut na Senatorskiej 40 kolejka. Na zewnątrz też tłumek. Kilkunastu ludzi stoi z numerkami w rękach – czekają na swojego falafela. Głos sprzedawczyni nie dociera do ludzi, więc młoda kobieta wychodzi z falafelami w tłum.

– Czterdzieści jeden! – woła. To moje, z tym że mam jeszcze baklawę – pyszną, niesłodką, nietłustą, z tego świetnego makaronikowego ciasta. Podaję jej numerek. Ona mnie kanapkę. Uśmiecha się, widząc mój problem z brakiem wolnych rąk.

Falafel – egzotyczny, z owocami granatu – jest tak świetny, jak oczekiwałem po „najlepszym w mieście”. W przeciwieństwie do wielu takich miejsc w Warszawie, kulki nie są podgrzewane w mikrofali tylko smażone na miejscu, chwilę przed podaniem. I to się czuje. Jest świeży, aromatyczny, ma mnóstwo natki pietruszki. Jego smak zostaje ze mną na wiele godzin.

Wiem, że będę tam wracał. Już nie w ramach akcji, tylko dlatego, że to dobre miejsce.

Właściciel, Mahmoud Rai, jest chrześcijańskim uchodźcą z Bejrutu. W Libanie przeżył okupację, bombardowanie. Polska stała się dla niego nie tylko schronieniem, ale i nowym domem. Mahmoud kocha Polskę. Ma polskie obywatelstwo, polską żonę i polskie dzieci – Wandę i Andrzeja. Uważa się za warszawiaka, a w jego lokalu na ścianie wiszą obrazki Papieża i Matki Boskiej, a także zielono-biało-czerwona flaga Legii. Zależy mu na pokoju i bezpieczeństwie.

Mimo bycia chrześcijaninem i warszawiakiem, który nikomu nic złego nie zrobił, nie jest żadnym terrorystą i tylko sprzedaje falafele, Mahmoud padł ofiarą brunatnej nienawiści. Po „pokojowej” demonstracji przeciwko uchodźcom jacyś narodowcy zaatakowali jego lokal z hasłem „Fuck Islam” i gazem pieprzowym.

Sprawców nie udało się namierzyć. Mahmoud nie miał monitoringu. Nie spodziewał się, że jego lokalik komukolwiek będzie przeszkadzał.

Strasznie mi przykro z powodu tego ataku nienawiści. O lokalu dowiedziałem się dopiero po napaści, ale mój przyjaciel chodził tam i bardzo chwalił falafele. Wkurza mnie, że ofiarą ślepej nienawiści wobec „tych paskudnych islamskich uchodźców, którzy będą chcieli wysadzać nas w powietrze i islamizować Europę” padł Bogu ducha winny człowiek, który całkowicie nie pasuje do tego krzywdzącego stereotypu. Chrześcijanie zaatakowali chrześcijanina, fani Polski dla Polaków zaatakowali kogoś, kto nadał swoim dzieciom imiona osadzone w polskiej tradycji i chce, żeby były Polakami.

Takie akty nienawiści są zawsze ohydne, ale niewinność tej ofiary wyjątkowo boli, nie?

Facebook też tak uważa. Konkretniej to ktoś na Facebooku stwierdził, że tak być nie powinno i utworzył wydarzenie. Ale nie takie wydarzenie, że klikamy i dołączamy, po czym nic się nie dzieje. Tylko takie, że idziemy i kupujemy falafele na Senatorskiej 40.

Jeśli jesteście z Warszawy lub będziecie przejazdem – wpadnijcie. Senatorska jest na tyłach placu Bankowego, od strony parku. Falafele są pyszne i wege, a Mahmoudowi przyda się trochę wsparcia.

Oraz kasa na monitoring, bo wielkimi krokami nadchodzi 11 listopada – Święto Narodowców.