Konferencja w Sejmie pozostawiła we mnie poczucie mocno apatycznej irytacji.

Gdzieś w środku zbyt długiego, nie dość dynamicznego wystąpienia (nie pamiętam którego z kilku pasujących do opisu) przyszło mi do głowy, że to właściwie kolejne wydarzenie historyczne, tylko w ogóle tego nie czuję…

Parę lat temu – dosłownie parę, tuż przed moim zaczęciem studiów – brałem udział w pierwszej polskiej konferencji prasowej na temat osób trans. Przyszło ze dwudziestu dziennikarzy i ktoś tam nawet coś napisał (wydaje mi się, że pomylił TV i TS).  Kilka miesięcy – w konferencji uniwersyteckiej, z pełną salą. Wczoraj sprawy osób trans były omawiane w Sejmie (i nie był to pierwszy raz).

Tylko że jestem czuły na drobiazgi. A tu było dużo różnych drobiazgów. 

Padał śnieg. Większość prelegentów czuła powagę sytuacji i przemawiali – spokojnie, powoli, w większości bez prezentacji, gestykulacji czy modulowania głosu. Przerwa kawowa nastąpiła zbyt późno i wydaje mi się, że organizatorzy próbowali ją skrócić (na co nie zgodzili się uczestnicy, stawiając bierny opór). W rezultacie poziom energii w sali był znikomy. A ponieważ od dwóch dni oglądam nagranie z weekendowego szkolenia, gdzie trener utrzymuje cały czas wysoki poziom energii publiczności, kontrast odczuwałem podwójnie.

OK, warunki klimatyczne odhaczone. Pora na meritum.

LGB(t)

Przykre, że konferencja, której nazwa brzmiała „Sytuacja osób transpłciowych w Polsce i Szwecji”, została zdominowana przez postulaty LGB . I to na kilka sposobów.

Sprawy LGB zawsze są ważniejsze

Po pierwsze, na konferencję nałożyło się niestety czytanie projektów ustaw o związkach partnerskich w innym budynku Sejmu – totalnie poza kontrolą…

Ludzie byli myślami  wyraźnie tam, a nie tu. Przedwczesne wyjście kilku ważnych osób, które MUSIAŁY opuścić salę, spowodowało nagłą śmierć konferencji – bo ¾ sali wyszło za nimi. Cóż. To było na pewno poza kontrolą organizatorów (związki do czasoprzestrzeni wkroczyły nagle), niemniej jednak była to kolejna sytuacja w której ważne wydarzenie T zostało rozwalone przez ważne wydarzenie LGB.

(Notorycznie przerabiamy to przy Dniu Pamięci – czy naprawdę LGB nie mogłoby się nauczyć, że 20 listopada jest dla osób trans i kropka, więc jak koniecznie chcą aktywizmu tego dnia, to mogą przyjść do nas?)

Ruch LGB w Polsce

Po drugie, Mariusz Kurc miał wystąpienie „Historia ruchu LGBT w Polsce”. Wystąpienia słuchało mi się bardzo dobrze. Natomiast było bardzo LGB. Przez większość czasu było to logiczne – ruch w Polsce JEST LGB(t), zamienienie (t) na T wymaga celowego uwypuklania naszej działalności. Tyle że pod koniec Mariusz Kurc podał postulaty środowiska LGBT, w których nie było ani jednego postulatu osób trans. Typowe. Do bólu typowe.

Moderator, czyli Wiktor Dynarski, natychmiast przypomniał o ustawie Ani Grodzkiej, ale to akurat też było typowe.

Wystąpienia o związkach partnerskich na konferencji o transpłciowości?

Po trzecie, temat związków partnerskich zaistniał na konferencji otwarcie.

Akurat dodane w ostatniej chwili wystąpienie posła Biedronia o związkach było najlepszym wystąpieniem publicznym ze wszystkich – Roberta Biedronia po prostu miło posłuchać – ale mam poczucie dopodkreślenia, że nie funkcjonujemy jako autonomiczna grupa i że sprawy LGB zawsze będą ważniejsze niż T.

Przyjazny Ginekolog nie dla transmężczyzn

I po czwarte, w omówieniu projektu „Przyjazny Ginekolog” nie udało mi się zarejestrować (czyli jeśli było, to nie dość dobrze podkreślone i inni też nie zarejestrowali), że problem jest wyjątkowo palący dla transmężczyzn – bo lesbijki jeszcze do ginekologa pójdą, transkobiety jakoś dają radę, natomiast transmężczyzna u ginekologa… No ale cóż.

Adres projektu to kobieta.kph.org.pl, a nie ginekolog.kph.org.pl – więc czego ja w ogóle oczekuję…? Zaistnienia?

Wystąpienie zresztą zaczęło się nieźle, ale potem – zgodnie z nazwą – poszło w kierunku promocji nowych badań.

Kwestie językowe

Mam też kilka uwag językowych: pojawiła się niefajna opozycja „cisseksualizm c. transsekualizm” (cispłciowość jest o niebo lepszym terminem!) i oczywiście bardzo przestrzegano podkreślania, że płci są dwie odpowiednimi rzeczownikami i czasownikami.

Zaczynam żałować, że rodzaj męski jest dla mnie taki ważny (po polsku), bo gdyby nie to, chętnie wymyśliłbym sobie jakieś rewolucyjne formy i zaczął się domagać uwzględniania ich za każdym razem, kiedy jestem obecny. No ale to nie byłoby moje, a ponadto jestem wykluczany w o wiele istotniejszych kwestiach niż rodzaj gramatyczny i nie będę podsuwał ludziom pomysłu, że dopisanie w języku jakiejś trzeciej i czwartej formy magicznie zamienia ich w transinkluzywnych. Dopisanie literki T tak nie zadziałało. Udział w konferencji o transpłciowości zadziałał połowicznie.

Kwintesencja wykluczenia

I wreszcie kwintesencja wykluczenia, czyli wystąpienie Ewy Hołuszko. Ewy Hołuszko, która żyje w innej rzeczywistości niż ja.

Skrajna dyskryminacja Ewy Hołuszko

To nie tylko jest świat, gdzie po korekcie płci starzy znajomi przestali się do Ewy odzywać lub robią to ukradkiem, nigdy oficjalnie.

To również świat, gdzie po korekcie płci przestał istnieć działacz opozycyjny i autor publikacji, a realne osiągnięcia (w tym publikacje) zawłaszczyli sobie inni ludzie.

To także świat, w którym ludzie boją się dopuścić Ewę do głosu – tak, może mówić, tak, może powstać o niej film, tak, może się pojawiać, tak, może prowadzić badania… tylko potem zabezpieczmy teren, żeby przypadkiem nic się nie zmieniło!

A gdzie wsparcie…?

Ewa Hołuszko

I wreszcie jest to świat, w którym Ewa – mająca taką porażającą sytuację – w obecności masy znaczących osób, w tym działaczy na rzecz osób trans mówi, że przecież nikt się za nią nie wstawi, a nikt, w tym działacze na rzecz osób trans, nie odpowiada, że bardzo chętnie pomoże jej zanieść sprawę do Strasburga, doprowadzi do opublikowania jej badań itd.

Nie obchodzi mnie żadne „to dlatego, że”, bo każde sprowadzi się do tego samego: polskie środowiska nie umieją sobie poradzić z Ewą, jej poglądami i jej historią.

A szkoda. Bo jakby Polska umiała sobie poradzić z Ewą Hołuszko, działaczką opozycyjną z transseksualną przeszłością, to by oznaczało, że coś się naprawdę w tym kraju zmieniło.

Pozytywy

Konferencja się odbyła. Pomimo tego, że o trans, pomimo związków partnerskich. Przyjechała Barbro Westerholm – to była pewnie moja jedyna okazja, żeby ją zobaczyć na żywo i cieszę się, że mogłem. Miło też było zobaczyć kilka innych znajomych twarzy i zwiedzić Sejm.

Wystąpienia prof. Moniki Płatek

Profesor Monika Płatek dwukrotnie zabrała głos i dwukrotnie wymiotła. Bardzo podobało mi się jej podkreślenie, że to, że jakiś biznes jest LGBT-friendly, może być istotne dla osób nie-LGBT, które również zwracają na to uwagę; większość osób LGBT o tym notorycznie zapomina.

Biologia nie mówi o płci

Bardzo fajne – dodane w ostatniej chwili – było wystąpienie biolożki Marii Pawłowskiej, która udowodniła, dlaczego biologia nie odpowiada na pytanie o płeć danej osoby.

Niby wszystko wiedziałem, a wysłuchałem z dużą przyjemnością; większość osób tego nie wiedziała i dobrze, że mieli okazję posłuchać.

Mam też wrażenie, że było dużo bardziej w temacie trans niż te nieszczęsne związki partnerskie z perspektywy LGB. (Bo związki partnerskie osób tej samej płci z perspektywy transpłciowej to już zupełnie, zupełnie inna historia. Polecam teksty Wiktora Dynarskiego na ten temat).

Zaangażowanie uczestników

Poza tym widziałem, że kilka osób nie w temacie słuchało z dużym zainteresowaniem i dużo z tej konferencji wynieśli. I mimo związków frekwencja była naprawdę dobra – dużo lepsza niż by była kilka lat temu.

Więc się cieszę. Trzeba się cieszyć z małych kroczków.

—–

PS. Najbardziej to jednak mam wkurwa, bo umiejscowienie konferencji w czasie bardzo dobitnie pokazało, że dużym krokiem dla ruchu trans w Polsce będzie wprowadzenie związków partnerskich, co to owszem, jak najbardziej mnie obchodzą, tylko ile lat można znosić bycie ubogim krewnym, który musi przypominać, że istnieje?

PS2. Związki partnerskie zostały odrzucone przez Sejm.

Autorem zdjęcia jest Jacek Kochanowski.