Biorę cię pod rękę i zapraszam na spacer. Przejdziemy się ścieżką wyznaczoną przez ślady moich stóp. Zaczniemy tam, gdzie stawiałem swoje pierwsze kroki, a skończymy w miejscu, w którym stoję dzisiaj.

Tymi słowami zaczyna się autobiografia Macieja Lotera, zadedykowana wszystkim transseksualistom i skierowana głównie do osób, które chciałyby mieć większy wgląd w uczucia i doświadczenia typowej osoby transseksualnej.

Maciej Loter sprawnie i ciekawie wprowadza ludzi w dzieciństwo transseksualnego chłopca, który nienawidzi sukienek, przybliża trudy okresu dojrzewania, odkrywanie kim się jest i poszczególne etapy korekty płci. W „Chłopcu…” nie ma ani martyrologii, ani upolitycznienia, ani niczego, co zwykle stanowi przeciwskazanie dla dania książki bliskim. To po prostu życie fajnego chłopaka z całkiem wspierającą rodziną, pokazane tak, jak wyglądało – z blaskami i cieniami.

W moim egzemplarzu, który czytałem z ołówkiem w ręku i wraz z ołówkiem pożyczyłem typowemu kaemowi, jest teraz sporo „miałem tak”, „dokładnie”, „znajome” i innych komentarzy wskazujących, że z historią autora łatwo się utożsamić. Są też pozaznaczane fragmenty:

Jakimś cudem godzę chłopięcy umysł z dziewczęcym ciałem, bo wiem, że tak mi się wydarzyło i tak być musi. Moje myśli nie biegną dalej, bo zwyczajnie nie wiem, co z tym zrobić. (…)

Nie potrafię sobie wyobrazić, jak elegancka pani od francuskiego przyjmie rewelacje na temat mojej psychiki. Jak przyjmie to jej asymetryczna fryzura? Czy z wrażenia wytraci swoją asymetrię? (…)

Od teraz będziesz miał kuzyna. Bo to był zawsze kuzyn, wiesz? Tylko my się pomyliliśmy i źle na niego mówiliśmy. To teraz będzie Maciek. (…)

Staję się albumem do wklejania zdjęć szeroko otartych ust.

Jest też wątek, który budził moje zainteresowanie i oburzenie od samego początku. Otóż autor przeszedł bardzo wnikliwą diagnozę, ale jego kontakt z psychologiem sprowadził się do otrzymania od diagnosty testów psychologicznych pocztą i odesłania ich z powrotem do Warszawy. Konsekwencje braku adekwatnej pomocy psychologicznej przewijają się w historii Macieja raz po raz przez kilkanaście lat, aż w końcu, gdy autor dobija do trzydziestki, decyduje się odwiedzić specjalistę. Okazuje się, że wystarczyło kilka spotkań…

– Pan tu powinien trafić trzynaście lat temu, na samym początku tej drogi – powiedziała mu psycholog. – Przecież pan przeszedł przez piekło

Książka jest dopieszczona literacko, poddana starannej redakcji (miałem tylko kilka drobnych uwag) i zwyczajnie wciąga. Wciągnęła nawet takiego sceptyka jak mnie, który zazwyczaj ma po dziurki w nosie tradycyjnych transowych narracji od dzieciństwa aż do teraz. Z początku zdawała mi się monotonna i stereotypowa – ileż ja takich historii już czytałem? Sto? Dwieście? – ale w okolicach okresu dojrzewania naprawdę się wkręciłem, a przy korekcie płci czytałem już jednym cięgiem.

Jeżeli brakowało Ci na polskim rynku książki, którą możesz dać do przeczytania swoim rodzicom lub przyjaciołom, która wyjaśni im, na czym polega i z jak wielkim cierpieniem wiąże się życie w niewłaściwym ciele oraz jak bardzo konieczna jest korekta płci oraz ich bezwarunkowe wsparcie – Twoje czekanie dobiegło końca. Po prostu daj im „Chłopca w czerwonej sukience”. To najlepszy wybór.