Paweł jest zwyczajnym chłopakiem – cispłciowym i heteroseksualnym. Tylko przez kilka minut występował publicznie w makijażu, zrobionym mu w ramach „wprawki” przez jego koleżankę. Przekonał się wtedy o tym, jak nietolerancyjni potrafią być Polacy.

W pełnym makijażu podjechał pod sklep po piwo. Zobaczyło go sześć osób, w tym czterech zupełnie przeciętnych młodych mężczyzn. To właśnie oni zaatakowali Pawła pod sklepem.

Usłyszałem że jestem pedałem, kurwą, cwelem, że nie jestem Polakiem(!), liczne zachęty do „wypierdalania”, obietnice „zajebania” oraz otrzymałem solidne splunięcie w twarz, zostałem popchnięty i kilkukrotnie trącany. A owi młodzi mężczyźni nie wyglądali na bandziorów, żuli, skinheadów, czy innych zwyroli. I w żaden sposób (poza wymienionymi powyżej) nie byli w stanie odpowiedzieć mi na pytanie, czemu właściwie mnie zaczepiają i dlaczego przeszkadza im mężczyzna w makijażu.

Paweł nie był bierną ofiarą i odpyskowywał agresorom. Atak przerwało dopiero pojawienie się partnerki Pawła, Agaty. Fakt, że „pedał” okazał się mieć dziewczynę, wytrącił z rytmu napastników i umożliwił obojgu odjechanie.

Paweł jest wstrząśnięty atakiem. Nie spodziewał się, że jego wyskoczenie do najbliższego sklepu w makijażu może spowodować takie konsekwencje.

Nie wiem, co mam z tak drastycznie nabytą wiedzą teraz zrobić. Rozumiem, że prostaki się pośmieją, pożartują, co krzykną, ale natychmiastowy i tak zdecydowany atak to jednak dla mnie trochę szok. I teraz naprawdę zrozumiałem, co może czuć w Polsce (nawet w Warszawie) kobieta w chuście, czy chłopaki trzymające się za ręce. Jestem strasznie wkurzony i zasmucony.

Pozostaje chyba dostrzec jasną stronę sytuacji: Pawłowi w gruncie rzeczy nic się nie stało, za to zyskał nową wrażliwość, którą może wykorzystywać jako sojusznik osób narażonych na ataki.