Zawsze mam problem z wyrażaniem opinii o takich książkach, Byłam mężczyzną jest bowiem przedrukiem pamiętnika pisanego dla siebie, bez myśli o tym, że może ktoś kiedyś zechce to wydrukować: w związku z tym jest osobisty, pisany zwyczajnym językiem, poruszający wyłącznie tematykę ważną dla autorki. Biorąc pod uwagę to wszystko (także fakt, że Ada Strzelec ma zaledwie zawodowe wykształcenie), jej pamiętnik jest nawet bardzo dobry; traktując go bardziej bezwzględnie, jak każdą książkę, jego największą zaletą jest autentyczność, drugą – szczerość; walory literackie pozostają na trzecim miejscu i prawdę mówiąc, nie rzucają się zbytnio w oczy.

O czym jest Byłam mężczyzną?

Jak łatwo wywnioskować z tytułu, Ada Strzelec jest osobą transseksualną – urodziła się jako mężczyzna. Jej starania, aby nareszcie stać się w pełni kobietą, zostały uwiecznione w pamiętniku i jest to prawdziwa walka: z samą sobą, ze stale powracającą depresją, z żoną, ze wszystkimi ludźmi, nawet z tymi, którzy teoretycznie powinni być bezwzględnie pomocni, czyli z lekarzami. Czytanie o wszystkim, co doświadczyła, boli. Książka została bowiem wydana blisko dwadzieścia lat temu, w 1992 roku, operacje Ady miały miejsce nieco wcześniej – ludzie wówczas byli znacznie bardziej nieświadomi, czym naprawdę jest transseksualizm, niż teraz. Jeżeli ktoś uważa, że w ciągu ostatnich paru lat nic się w temacie transseksualizmu w Polsce nie zmieniło, warto, by zapoznał się z tymi wspomnieniami.

Ada Strzelec pisze o mitach, które musi obalać, o wyzwiskach, o nastolatkach, którzy bardzo chcieli ją rozebrać i sprawdzić, czy naprawdę jest kobietą, o problemach, jakie miała w urzędach, gdy chciała wymienić wszystkie dokumenty. Opowiada, jak jednego dnia przeraziła się ludzi, którzy na nią czekali (wieści się szybko roznoszą), by koniecznie zobaczyć, jak wygląda, a drugiego śmiała się z ich reakcji.

Dużo miejsca poświęca swojej rodzinie: obawom, jak przemianę tatusia przyjmą dzieci, niechęci własnych rodziców, a przede wszystkim konfliktowi z żoną. I chyba ten aspekt tragedii transseksualizmu uderzył mnie najbardziej – nie wyzwiska, nie bardzo bolesne operacje, nawet nie nienawiść do własnego ciała, lecz właśnie rozsypujący się związek z ukochaną osobą. Bo Ada, pomimo swojej psychicznej płci, pomimo wszystkich operacji, nadal kocha swoją byłą żonę (osoby transseksualne przed operacją muszą między innymi przeprowadzić swój rozwód), ta jednak potrafi z nią żyć tylko i wyłącznie dopóty, dopóki Ada wygląda jak mężczyzna, później nie.

Jest to także opowieść o poszukiwaniu swojej tożsamości. O odnajdywaniu w sobie kobiety: kobiecych cech, kobiecego wyglądu. O próbie określenia własnej orientacji, znalezienia sobie miejsca w życiu, byciu szczęśliwą. Na tym poziomie historia Ady jest bardzo uniwersalna.

Ocena pamiętnika

Czytając, nie mogłem oprzeć się od porównywania Byłam mężczyzną z wydaną w 2004 książką Okoniewskiej, zatytułowaną Mój świat jest kobietą. Dziennik lesbijki. Obie publikacje to pamiętniki, obie są bardziej ważne (poprzez swoją pionierskość) niż dobre, tematyka też w sumie podobna… Ale Byłam mężczyzną jest pamiętnikiem autentycznym, zaś Mój świat jest kobietą to fikcja przemieszana z prawdą, a więc książka pisana świadomie, z myślą o czytelnikach. I, paradoksalnie, Byłam mężczyzną wychodzi na tym lepiej, gdyż wszystkie słabości da się usprawiedliwić, podczas gdy po tekście od początku przeznaczonym do druku spodziewałem się czegoś więcej… Z drugiej strony jednak, Mój świat jest kobietą, jest mniej monotematyczny: Ada pisze wyłącznie o transseksualizmie, który przez to sprawia wrażenie, jakby całkowicie dominował w jej życiu i przesłaniał wszystko inne.

Jeśli książka – wydana dawno temu w niewielkim nakładzie – wpadnie komuś w ręce (ja znalazłem ją w BUW-ie), niech przeczyta, bo warto, tym bardziej, że jest to pierwsza tego typu książka wydana w Polsce (na drugą musieliśmy aż poczekać do czasów Daniela Zamojskiego, a był to rok 2006). Jednak niech nie nastawia się na coś znakomitego.