albo o tym, jak nie dać autorce dojść do głosu na spotkaniu autorskim.

W przedstawieniu udział wzięli: Halina Bortnowska, filozof i teolog, Paula Sawicka z Otwartej Rzeczpospolitej i Berenika Anders ze Stowarzyszenia Młodych Dziennikarzy „Polis” (koordynującego w Polsce kampanię RE „No hate speach movement”)… oraz Kinga Kosińska, autorka, we wdzięcznej roli lusterka dla cisów.

Spektakl oglądali, niżej podpisani, Sambor oraz Marcin. Marcin przeczytał pochłonął książkę Kingi przed spotkaniem, Sambor jeszcze nie miał przyjemności.

Komentujemy spotkanie w Warszawie, w Faktycznym Domu Kultury, poprowadzone przez Marcina Dzierżanowskiego w dniu 3 marca 2016.

***

Marcin: Mówiłeś mi po spotkaniu, że osoby cispłciowe debatujące podczas spotkania wzbudziły w Tobie silną dysforię [dysforia płciowa to silne emocje, takie jak napięcie, niepokój, nienawiść, lęk, wstyd, etc. skierowane wobec siebie, elementów własnej fizyczności lub innych cech wskazujących na płeć biologiczno-społeczno-prawną]. Zechcesz opowiedzieć czemu?

Sambor: Mówiłem ci to jeszcze na spotkaniu. I gdybyśmy nie byli razem, to uciekłbym stamtąd. Chociaż może wyszedłbym wcześniej, wysłuchawszy banałów i truizmów zaproszonych „ekspertów”.

Co sprawiło dysforię? Było wiele słów, zachowań, które się do tego przyczyniły. Uczucie dyskomfortu narastało przez całe spotkanie, aż w końcu w pewnym momencie padło jedno zdanie za dużo. I pojawiła się chęć ucieczki z tego nieprzyjaznego miejsca. Czy to był dokładnie tekst o przeglądaniu się w lustrze Innego, o solidaryzowaniu się bez potrzeby zrozumienia czy o tym, że tożsamość Kingi-jako-dziecka nie była istotna czy inne z wielu różnych mundrych zdań, które padły podczas spotkania, to nie ma tak naprawdę znaczenia. Bo chodzi o całość spotkania. Ty zresztą widziałem, że też reagowałeś dosyć nerwowo. Co ciebie najbardziej zniesmaczyło?

Marcin: Dla mnie najbardziej denerwujące było całkowite pominięcie doświadczeń osób transpłciowych i tego, co dla nas znaczy ta książka, przy jednoczesnym uwypuklaniu przez Halinę Bortnowską i Paulę Sawicką problemu mowy nienawiści – podczas gdy w książce doświadczanie jej wcale nie jest aż tak istotne. Siedząca przecież obok autorka posłużyła nie tylko jako lusterko, ale i jako twarz kampanii przeciwko mowie nienawiści, natomiast jej osoba nie miała większego znaczenia.

Sambor: Ach, i to podkreślanie że to mowa nienawiści doprowadziła do próby samobójczej. Nie jestem w stanie w to uwierzyć, to spłycanie problemu lub wykorzystanie doświadczeń autorki do zobrazowania z góry postawionej tezy. A pamiętasz to pytanie czy ona nie przesadza z tymi sytuacjami konfliktu?

Marcin: To prawda, że takie podejście do próby samobójczej to duże uproszczenie. Prób samobójczych w życiu autorki było wiele, mniej lub bardziej poważnych, i zaczęły się jeszcze w szkole podstawowej. Nie wskazałbym jednej przyczyny, bo każda spłycałaby problem, ale ważnymi w moim prywatnym odczuciu elementami było uczucie niedostosowania do świata i przejmująca samotność.

Pytanie też było denerwujące – komentator po prostu podważył prawdziwość doświadczeń Kingi ze służbą zdrowia, z pielęgniarką, która odmówiła umycia jej po zabiegu itp. Kinga musiała wyjaśnić, że takie sytuacje rzeczywiście miały miejsce. Podobne negowanie doświadczeń osób transseksualnych przez osoby cispłciowe słyszałem, kiedy podmiotem dyskusji była książka Daniela Zamojskiego – wtedy też ludzie nie mogli uwierzyć, że takie sytuacje rzeczywiście mają miejsce w Polsce i że jedna osoba może doświadczyć ich aż tak wiele. Znowu mamy zagłuszanie narracji osób trans…

Sambor: Jak sądzisz czemu żadna z wielu osób trans – poza tobą – nie odważyła się zabrać głosu w dyskusji, podzielić się swoimi uwagami? Czemu wypowiadały się tylko osoby cis?

Marcin: Być może z tego samego powodu, z którego to ty musiałeś mnie kopać, żebym się odezwał: nie czułem się dostatecznie pewnie. Jak sam zaznaczyłeś, to nie było przyjazne miejsce. To była cały czas dyskusja o okazie Innego, a nie spotkanie autorskie. Ale może ktoś poda swój osobisty powód w komentarzach? Dla mnie znamienne było to, że na sali był cały zarząd Trans-Fuzji plus Anna Grodzka, a jednak głos zabrała tylko Lalka Podobińska, kolejna osoba cispłciowa. To wtedy dałem się tobie przekonać, żeby jednak się odezwać i symbolicznie zaznaczyć naszą obecność na sali. Choć przykro mi, że nie zrobiła tego żadna z osób jednoznacznie transseksualnych…

Rozmawialiśmy już o mowie nienawiści, ale na spotkaniu silnie zaznaczył się jeszcze motyw chrześcijaństwa. Mam wrażenie, że jego intensywna obecność w debacie była ci nie bardzo w smak?

Sambor: Debata idąca w stronę „poszukiwanie własnej tożsamości to poszukiwanie Boga” czy „Jezus pomógł mi przetrwać ciężkie chwile” nie jest mi bliska. Szanuję wiarę i przekonania Kingi czy innych osób nie tylko z Wiary i Tęczy, ale nie chciałbym by „sojusznicy” brali się za udowadnianie tezy „zobaczcie, transi są normalni” opierając się na katoliczkach (np. Kinga, Marianna). Wierzący i praktykujący katolicy nawet według Kościoła katolickiego są w Polsce w mniejszości. Pamiętasz, gdy ten wątek się ciągnął, zacząłem mieć wątpliwości czy znajdę wspólnotę doświadczeń z Kingą czytając jej książkę. Pamiętasz jak wtedy zareagowałeś?

Marcin: Tak, wyjąłem książkę z torby i znalazłem fragment, w którym zaczynał się wątek religijny – po czym pokazałem ci, że to tylko kilka ostatnich kartek. Naprawdę zależało mi, żebyś przeczytał tę książkę, bo w moim odczuciu to najlepsza z polskich transpłciowych historii, wartościowa nie tylko jako „kolejna książka o nas”, ale po prostu jako kawał literatury. Jak na ironio, bardzo doceniałem w niej to, że może się w niej odnaleźć nie tylko osoba trans, ale każdy, kto doświadczał wykluczenia i samotności. Po spotkaniu kastrującym książkę z transpłciowości trochę mi z tym niedobrze. A jak podobało ci się uwypuklanie odkrycia, że Kinga jest pisarką?

Sambor: Tak samo jak podkreślanie jaka to spokojna i pełna ironicznego dystansu osoba, mimo tych wszystkich szykan i problemów, które ją spotkały. Myślę, że te cechy pomogły jej przetrzymać tę farsę. Przypominało mi to trochę pokazywanie tych spełniających się w życiu i żyjących pełnią życia niepełnosprawnych, stawianych często za wzór, których historiami tak lubią się dzielić ludzie w internecie.

Marcin: Tak, aż syczę na samo wspomnienie, bo komentowałeś to już podczas spotkania. Głupio mi, bo ja tego nie wychwyciłem. Ale też nie słuchałem w tamtym momencie zbyt uważnie, bo już byłem znudzony całością, tymi rozmowami na wysokim poziomie abstrakcji o nieistotnych sprawach. Jak tak rozmawiamy, dochodzę do wniosku, że to spotkanie było jednym wielkim festiwalem dyskryminacji, pokazującym, gdzie jest nasze miejsce jako Innego. Najgorsze, że cisom się bardzo podobało.

Sambor: Dobrze chociaż, że ktoś zwrócił uwagę „ekspertce” że Kinga wcale nie musi podkreślać swojej normalności dodawaniem swojego zdjęcia na okładce.

Marcin: …co niestety przypomniało mi ten moment, kiedy druga „ekspertka”, chyba Paula Sawicka, zaczęła przeprowadzać analizę psychologiczną przekonań Kingi o swoim wyglądzie i passingu. To miało chyba być miłe – wyszło żenująco i bezczelnie. A już myślałem, że omówiliśmy wszystkie słabe strony spotkania. Przy okazji, czy było coś, co ci się podobało, poza tym zwróceniem uwagi „ekspertce”?

Sambor: Zdecydowanie Kinga. Mimo niefortunnej formuły spotkania, jestem ciekaw jej jako osoby i jej historii. Mam nadzieję, że niedługo będę mógł ocenić i książkę. Ach, no i jeszcze ten piękny monolog o imieniu… No, ale to cały czas idzie na konto Kingi.

Wiem, że tobie podobał się moderator, który wg mnie nie zabłysnął. Możesz wytłumaczyć co ci się podobało?

Marcin: Tak myślałem, że powiesz o Kindze, rzeczywiście wypadła rewelacyjnie. Spokojna i stanowcza, w ogóle nie było widać po niej zdenerwowania. Myślę, że warto dodać, że w monologu chodziło o to, że moderator wspomniał, że – w przeciwieństwie do Anny Grodzkiej i Marianny – nie podaje swojego imienia z dzieciństwa, a Kinga bardzo dobrze przedstawiła własną perspektywę. W tym momencie jej głos jako osoby transpłciowej wybrzmiał najmocniej. Zakładam się, że lektura „Brudnego różu” cię nie zawiedzie, książka jest naprawdę świetna.

Marcin Dzierżanowski jako moderator rzeczywiście nie zabłysnął, ale widziałem, że stara się skierować rozmowę na Kingę i chyba miał zupełnie inną wizję spotkania. Wypadł sympatycznie i gdyby był sam na sam z Kingą, spotkanie mogłoby być zupełnie inne. Niestety dał się zdominować dwóm prelegentkom, które raz po raz zbaczały z tematu i dzieliły się swoimi interpretacjami.

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę i mam nadzieję, że nie jest ostatnią. A wszystkich serdecznie zachęcam do przeczytania książki Kingi. Klikajcie obrazek poniżej i zamawiajcie!

Sambor & Marcin Rzeczkowski

brudny-roz-zapiski-z-zycia-ktorego-nie-bylo-kinga-kosinska