Nie jest już sekretem, że nie podoba mi się projekt ustawy o uzgodnieniu płci (obecnie ze zmienioną nazwą). Po skonsultowaniu się z kimś, kto zna procedury sądowe i wysłuchaniu szeregu jego uwag pozostaje mi uważać ustawę za rasowy bubel prawny. Mam na dysku długą notkę omawiającą kolejne wady ustawy, ale ze względu na poprawki zaproponowane przez Senat wstrzymałem się z jej opublikowaniem, bo nie wiadomo, jaka będzie finalna wersja projektu.

Natomiast nie umiem nie odnieść się do oburzenia, jakie wzbudziła poprawka Senatu, by podczas rozprawy obecni byli biegli: psycholog i psychiatra. Bo ta poprawka jest nam naprawdę niezbędna.

A miało być tak pięknie…

Projekt ustawy był promowany jako upraszczający procedurę do minimum. Spora część ludzi, słuchając doniesień medialnych, doszła do wniosku, że to będzie takie hop siup – przedstawisz dwa papierki od lekarzy, a sąd w ciągu trzech miesięcy, niejako z automatu, wyda postanowienie, że jesteś osobą płci, z którą się utożsamiasz.

Niestety ustawodawca zapisał, że w ciągu trzech miesięcy sąd rozpozna sprawę, co zamieniło ten termin w nic nieznaczącą wskazówkę dla sądu, że powinien się tym zająć w terminie takim a takim, no ale nadal miało być szybko, łatwo i przyjemnie. Tak jakby sąd nie był sądem. I tak jakby lekarze wcale nie mieli zauważyć, że ich prywatne opinie zamieniają się według ustawodawcy w czynne – i kluczowe – dowody w sprawie, więc może należałoby ciężej popracować, zanim się komuś wystawi odpowiedni papier, i trochę wyśrubować wymagania.

Trochę to wszystko naiwne, no ale społeczność jest ufna i chce wierzyć, że ustawa rzeczywiście wprowadza zmiany na lepsze.

Jedną z największych zmian miał być brak biegłych. Społeczność osób transseksualnych nienawidzi biegłych i ustawodawca świetnie o tym wie. Więc ustawodawca postanowił uszczęśliwić osoby trans i biegłych z postępowania wykreślić. Hura! Yay! Nareszcie!

Po czym przyszedł Senat i biegłych przywrócił. A, i skreślił tę wskazówkę dla sądu, że to mają być trzy miesiące i ani dnia dłużej. A ludzie przyjęli, że to jest złe. Niesłusznie.

…ale wyszło jak zawsze

Ustawodawca nie napisał, że dwa załączane do wniosku orzeczenia lekarskie mają domniemanie prawdziwości. Mała rzecz, a wiele zmienia.

Czym jest to domniemanie prawdziwości? Generalnie chodzi o to, że sąd patrzy na kwitek i mu wierzy. Domniemanie prawdziwości ma na przykład opinia biegłego sądowego. Inaczej jest z wyceną rzeczoznawcy czy zaświadczeniem lekarskim. Takie papierki uważane są przez sąd za prywatne. Sąd wychodzi z założenia, że mogłeś je sobie u lekarza kupić. Całkiem słusznie, nie?

Zatem jak postępowanie wyglądałoby w wersji pre-Senatowej? Owszem, te dwa świstki papieru wystarczyłyby, by Twój wniosek został rozpoznany przez sąd, bo ustawodawca tak powiedział, ale nie wystarczyłyby, by sąd uwzględnił Twój wniosek. Sąd, choćby chciał, nie mógłby tego zrobić.

Co by było dalej, gdyby ustawa przeszła bez poprawek Senatu?

Cóż. W najgorszej sytuacji sąd ograniczyłby się do tych dwóch papierków i Twojego zeznania. Miałby do tego prawo – ustawodawca sam mu to zaproponował, zakładając, że to przyspieszy procedurę. I tak by było. Tylko że procedura mogłaby wyglądać tak: kim jesteś? Czy popierasz wniosek? Okej. Dołączyłeś te dwa orzeczenia lekarskie. Nie wierzę im. Oddalam wniosek, papa.

Brzmi strasznie? A nie, bo pewnie nie wiesz, czym jest oddalenie wniosku. Ja też niedawno nie wiedziałem.

Oddalenie wniosku jest czymś innym niż odrzucenie go. Odrzucenie oznacza, że możesz go poprawić i złożyć jeszcze raz. Oddalenie wniosku oznacza, że jesteś w czarnej dupie. Przegrałeś, a podczas postępowania z Twojego zażalenia Sąd Apelacyjny w Łodzi stwierdzi, że wszystko poszło zgodnie z prawem. Postanowienie sądu w postępowaniu nieprocesowym może być zmienione nawet po jego uprawomocnieniu się, ale tylko w razie zmiany okoliczności – co, jak wiemy, w tej sytuacji nie zajdzie. Bo co, zmieni Ci się poczucie poczucia płci?

Trochę lepiej byłoby, gdyby sąd zechciał poświęcić Ci trochę czasu i wykazał się inicjatywą. Sądy generalnie były zawsze transom przychylne i przymykały oko na niedociągnięcia, więc jest to prawdopodobne. Wtedy nie byłbyś w czarnej dupie. Jeszcze. Byłaby więc szansa, że sąd zmiłuje się nad Tobą i dopuści z urzędu niezgłoszone przez Ciebie wnioski dowodowe. A to z dokumentacji medycznej, a to z opinii biegłych, a to z przesłuchania świadków. I jakoś by to poszło.

Po co w ogóle są ci cholerni biegli?

Generalnie sądy bez biegłych nie funkcjonują.

Sędzia ma się znać na sądzeniu. Li i jedynie. Ma umieć wydać orzeczenie na podstawie przedstawionych mu dowodów i wiedzy o tym, jak orzekać w danej sytuacji (znać kodeksy, procedury, te wszystkie postanowienia Sądu Najwyższego itd.) i mieć tzw. powszechną wiedzę. To biegły, a nie sędzia, jest od tego, by znać się na wszystkim innym. To biegły z odpowiednią specjalizacją, a nie sędzia, jest od tego, by mieć tak zwane „wiadomości specjalne” (czyli te, których nie ma Kowalski z wykształceniem średnim) i wykorzystać je w postępowaniu sądowym. Sąd, nawet gdyby miał wiadomości specjalne, nie ma prawa z nich skorzystać. Biegły wydaje opinię o dokumentach i ta opinia staje się równorzędnym, wraz z dokumentami, dowodem, z którego następnie korzysta sąd, oceniając, któremu z tych dowodów da wiarę.

Bez biegłego wszystkie dokumenty prywatne (takie jak orzeczenie lekarskie) mają dla sądu wartość papieru, na którym je wydrukowano i przedstawiają jedynie opinię ich wystawców. Chyba żeby ustawa stwierdziła inaczej, nadając konkretnym dokumentom domniemanie prawdziwości. Ta ustawa tego nie stwierdza.

No więc czym zawinił nam Senat?

Senat zawinił nam tym, że znalazł poważną lukę w ustawie, która mogłaby doprowadzić do uwalenia – na dobre – wielu spraw.

Zły Senat. Śmiał dostrzec błąd w Naszej Cudownej Ustawie. Jak on mógł?!

Cóż. Ja też jestem zły i niedobry. Przyznaję bez bicia, że trochę mi śmieszno, kiedy tak śledzę sobie dyskusje wokół ustawy. Na pewnym poziomie to naprawdę zabawne, że osoby zaangażowane w powstanie projektu najpierw stworzyły bubel, a teraz zwalczają każdego, kto powie, że król jest nagi. Senat okazał się bandą prawicowych transfobów, a o Rzeczkowskim wiadomo, że zawsze czepia się Trans-Fuzji, więc – oczywiście bezpodstawnie – krytykuje również projekt ustawy.

Z drugiej strony, zdecydowanie nie jest mi do śmiechu, że choć w projekt ustawy zaangażowało się tyle osób*, a prace nad nim trwały ładnych parę lat, efektem końcowym jest populistyczny twór z naprawdę wieloma innymi kwiatkami, który ma szansę przejść w obecnej formie całą procedurę legislacyjną. Senat bynajmniej nie wychwycił i nie poprawił wszystkiego, podczas gdy niektóre z tych kwiatków mogą pogorszyć sytuację osób transpłciowych.

Najbardziej przeraża mnie, że Trans-Fuzja już zapowiedziała lobbowanie za tym, by tę poprawkę z biegłymi uwalić. Akurat jeśli chodzi o lobbing, Trans-Fuzja jest obłędnie skuteczna – to trzeba jej przyznać.

Więc być może w ustawie nie będzie mowy o biegłych i to sędzia będzie decydował, czy go powołać, czy też od razu oddalić wniosek.

Nadal uważacie, że ta poprawka Senatu jest zła?

[mks_toggle title=”* Lista płac” state=”close „]

Wśród osób tworzących ostateczny tekst ustawy znaleźli się:

Prawnicy i prawniczki: dr Anna Śledzińska-Simon, mecenas Karolina Jankowska, dr Dorota Pudzianowska – konsultacje, dr Joanna Matczuk – konsultacje, dr Adam Bodnar – konsultacje, dr Mirosław Wróblewski – konsultacje, minister Jerzy Kozdroń – Sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, sędzia Wiesław Grajdura – Ministerstwo Sprawiedliwości, sędzia Joanna Krawczyk – Ministerstwo Sprawiedliwości, legislatorzy Biura Legislacyjnego Łukasz Nykiel i Magdalena Klorek.

Lekarze: prof. Zbigniew Lew-Starowicz, dr Stanisław Dulko, dr Aleksandra Robacha i dr Igor Radziewicz-Winnicki

W pracy brały również udział departament prawny Ministerstwa Zdrowia i departament prawny Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. (Wiktor Dynarski, tutaj)[/mks_toggle]