Asertywność, powszechnie kojarzona z umiejętnością mówienia „nie”, bazuje właśnie na szacunku do siebie i do swoich praw.

Jest jedną z czterech postaw, z jakimi możemy podchodzić do innych ludzi. Pozostałe postawy to (wg Anni Townend):

– Agresja. Jeśli jesteś agresywny w relacjach z innymi ludźmi, to wprawdzie respektujesz swoje prawa, ale robisz to w sposób pozbawiony szacunku do praw innych ludzi, wchodząc na ich terytorium osobiste.

– Uległość. Jeśli jesteś uległy w relacjach z innymi ludźmi, to nie szanujesz swoich praw, zakładając, że prawa innych ludzi są ważniejsze i pozwalając im wchodzić na Twoje terytorium.

– Manipulacja. Jeśli jesteś manipulacyjny w relacjach z innymi ludźmi, to osiągasz swoje cele nie wprost, uciekając się do różnych wybiegów.

Asertywność polega zatem na szacunku do swoich praw oraz do praw innych ludzi i do wyrażaniu swoich oczekiwań wprost.

 Bardzo często ktoś mówi o sobie, że jest asertywny, bo umie odmówić (w formie: Spadaj, idioto! Nie widzisz, że pracuję?!)  i jasno komunikuje swoje potrzeby (Zaraz przychodzą goście! Masz natychmiast nakryć do tego cholernego stołu!). To jest, oczywiście, postawa agresywna: taki człowiek nie szanuje praw innych ludzi i traktuje ich bez szacunku.

Pięć praw Fenstrerheima

Pewien pan o bardzo trudnym nazwisku, Herbert Fenstrerheim, sformułował pięć praw asertywności, które brzmią następująco:

1. Każdy człowiek ma prawo do robienia tego, co uważa za słuszne, póki nie krzywdzi drugiego człowieka.

2. Mamy prawo do zachowania godnego i asertywnego także w sytuacjach, gdy jest to z krzywdą drugiego, jeśli nasza intencja jest asertywna (bronimy swoich praw, nie mamy na celu naruszenia praw innych ludzi, wyrządzenia im przykrości).

3. Każdy ma prawo prosić o wszystko, co uważa za ważne dla siebie, pod warunkiem, że szanuje prawo drugiego do odmowy jego prośbie.

4. Każdy ma prawo do ustalenia z drugą osobą, jakie są ich prawa w sytuacji, gdy nie jest to dla jednej ze stron oczywiste.

5. Masz prawo do korzystania ze swoich praw. Jeśli z nich nie korzystasz, to godzisz się na odebranie ich sobie.

Jak się czujesz po przeczytaniu tych praw? Zgadzasz się z nimi? Rozumiesz ich sens na tyle, by zastosować je w swoim życiu?

Prawa  asertywności w praktyce

Dla pewności posłużę się teraz przykładem. Nie wymyśliłem tej historyjki – usłyszałem ją kiedyś podczas zajęć z asertywności.

A oto opowieść:

Pan Kowalski i pan Nowak są przyjaciółmi i jednocześnie sąsiadami. Mieszkają pod miastem w domkach jednorodzinnych. Pan Kowalski ma domek z lewej strony, pan Nowak – z prawej. Ich domki nie są ogrodzone.

Codziennie jeżdżą do pracy autobusem. Przystanek znajduje się pod domkiem pana Nowaka – z prawej strony jego posiadłości. Przyjaciele umówili się, że pan Kowalski może skracać sobie drogę, przechodząc na skróty przez posiadłość pana Nowaka.

Pewnego dnia zdrowie pana Nowaka ulega gwałtownemu pogorszeniu. Podejmuje decyzję o przejściu na wcześniejszą emeryturę. Postanawia, że będzie więcej czasu spędzał na powietrzu i zajmie się jakimś hobby. Wybiera ogrodnictwo. Sadzi na swoim terenie kwiaty i bardzo o nie dba.

W ten sposób pojawia się problem: pan Kowalski – który nadal pracuje – idąc na przystanek, depcze kwiaty pana Nowaka.

Pan Nowak nie jest z tego zadowolony. Jednak obawia się powiedzieć panu Kowalskiemu, żeby ten przestał skracać sobie drogę przez jego posiadłość, ponieważ nie chce narażać na szwank ich przyjaźni.  Ma nadzieję, że pan Kowalski sam domyśli się, że powinien przestać chodzić przez jego ogród, ale tak się nie dzieje.

Mija czas. W panu Nowaku narasta frustracja, ponieważ jego kwiaty nadal są deptane.  Konflikt narasta. Pan Nowak, coraz bardziej zdenerwowany, zaczyna być dla pana Kowalskiego niemiły, rzuca aluzjami, rozważa ustawienie płotu pod nieobecność pana Kowalskiego.

Ich wieloletnia przyjaźń wisi na włosku…

Zatrzymajmy się tutaj.

Jak historyjka ma się do pięciu praw asertywności?

Zadajmy pytania o prawa Fenstrerheima:

Czy pan Nowak miał prawo do założenia ogródka na swojej posiadłości? Miał. Czy kogokolwiek tym krzywdził? Nie.

Czy pan Nowak miał prawo poprosić pana Kowalskiego, by ten nie skracał już drogi przez jego ogródek, mimo że byłoby to z krzywdą dla pana Kowalskiego, który musiałby wstawać do pracy kilka minut wcześniej? Miał.

Czy pan Nowak miał prawo poprosić o troskę o swoje kwiaty, pod warunkiem, że szanował prawo pana Kowalskiego do zignorowania tej prośby? Miał.

Czy pan Nowak miał prawo do ustalenia z panem Kowalskim nowych zasad? Miał. Warto zauważyć, że panowie byli przyjaciółmi, więc być może wypracowaliby konsensus, który zadowoliłby obu, albo w ostateczności kompromis.

Czy pan Nowak miał prawo do korzystania ze swoich praw? Miał. Jednak z nich nie skorzystał – nie porozmawiał z panem Kowalskim – czyli zgodził się na to, by te prawa zostały mu odebrane.

Warto tu zauważyć, że pan Nowak początkowo chciał uniknąć konfliktu i narażenia na szwank przyjaźni z panem Kowalskim i dlatego nie powiedział mu na samym początku: „Słuchaj, widzisz, że mam teraz ogródek. Zależy mi na nim i chciałbym, żebyś przestał skracać sobie drogę przez moją posiadłość”. Unikając tego i licząc na jasnowidzenie przyjaciela, doprowadził do sytuacji, która w znacznie większym stopniu naraziła ich przyjaźń.

Co więcej, pan Kowalski – postawiony w tej sytuacji – mógł nie wiedzieć, jak powinien się zachować. Być może bardzo ostrożnie stawiał nogi tak, by nie zdeptać kwiatów. Mógł też dojść do wniosku (bardzo powszechnego w podobnych sytuacjach), że gdyby panu Nowakowi przeszkadzało jego chodzenie po ogródku, to by mu to po prostu powiedział – przecież byli przyjaciółmi!

A jak historyjka się skończyła?

Wybierz swoje zakończenie:

 Pan Nowak w końcu zdecydował się postawić płot. Zrobił to kiedy pan Kowalski był na urlopie, więc gdy jego przyjaciel wrócił, bardzo się zdziwił. Poszedł do pana Nowaka z pytaniem, co się stało, czy była jakaś kradzież, o co chodzi… Pan Nowak warknął: Nie udawaj niewiniątka! Sam powinieneś wiedzieć najlepiej, co się stało!, a następnie zatrzasnął panu Kowalskiemu drzwi przed nosem.

Pan Kowalski w końcu domyślił się, że być może chodzi o kwiaty, ale zachowanie pana Nowaka było dla niego zbyt przykre. Poczuł się zraniony, zawiedziony i zły i również kazał wznieść płot wokół swojego domku.

Albo:

Pan Nowak i pan Kowalski zorientowali się, że ich przyjaźń jest coraz słabsza. Porozmawiali szczerze.  Pan Kowalski przeprosił za deptanie po kwiatach, a pan Nowak przeprosił, że nie pomyślał o potrzebach przyjaciela, kiedy projektował ogródek.

Uzgodnili, że na razie pan Kowalski nie będzie chodził po kwiatach (tymczasowowy kompromis), a kiedy tylko będą mogli, wspólnie tak przeorganizują ogródek, żeby wkomponować w niego kilka ładnych ścieżek z kamieni, po których obydwaj mogliby chodzić (konsensus). Razem zaczęli szkicować układ ścieżek, a potem śmieli się i żartowali jak dawniej.

Uwaga na koniec

Warto zapamiętać na stałe, że bronienie własnych praw nie działa na zasadzie wzajemności. Jeśli Ty sam/a nie wystąpisz w obronie swoich praw i nie będziesz konsekwentnie wymagać ich respektowania, nikt nie zrobi tego za Ciebie.

To, że pomyślisz o prawach partnera/ki, nie oznacza, że partner/ka pomyśli o Twoich prawach – może po prostu uznać, że skoro nie ma rozmowy, to nie ma problemu.

A Ty jak rozwiązujesz problemy w swoich relacjach?