Od kilku miesięcy z rosnącym niesmakiem śledzę zamieszanie wokół ustawy o uzgodnieniu płci. Próby przepchnięcia tejże ustawy przez kolejne etapy procedury legislacyjnej przypominają pospolite ruszenie – ludzie rzucili się kupą i rozdzierają szaty, opowiadając o tym, jak im źle i niedobrze i jak bardzo potrzebują tej ustawy, bo tylko wtedy będą mogli godnie żyć.

Na fali tej histerii powstają całkiem dobre inicjatywy, jak filmik TRANS-APEL z kilkoma świeżymi twarzami, widać też, że organizacje LGB odrobiły zadanie domowe z solidarności z osobami trans: głośno mówią, że to nasza sprawa i zachęcają innych do włączenia się. Z perspektywy ostatniej dekady jest to niesamowity sukces – jeszcze kilka lat temu tylko kilka osób na krzyż było skłonnych powiedzieć głośno światu „tak, jestem trans”, a o sojusznikach w grupie LGB mogliśmy tylko marzyć. Z solidarnością jest już naprawdę dobrze.

W całym tym zamieszaniu zabrakło wszelako jednej kwestii. Merytorycznej dyskusji na temat rozwiązań zaproponowanych przez komisję sejmową w procesie tworzenia ustawy.

Histeria wokół ustawy najwyraźniej nie obejmuje sprawdzenia, czy rozwiązanie jest korzystne i w jakich aspektach tak, a w jakich nie. Ludzi generalnie nie obchodzi, co zawiera tekst ustawy. Cóż, większość i tak by go nie zrozumiała, bo to tekst prawniczy i niektóre frazy znaczą coś innego niż by się wydawało (niektórzy nadal wierzą, że procedura rzeczywiście potrwa najwyżej trzy miesiące), ale chodzi mi o samo podjęcie próby. Tymczasem niemal wszyscy ograniczyli się do krótkiego opisu medialnego oraz obietnic, że będzie prościej i szybciej, i bez pozywania rodziców. Niestety, można być pewnym tylko tego ostatniego.

Skupiona wokół aktywistów społeczność na Facebooku okazała się leniwa poznawczo, na wskroś naiwna, bez żadnego rozeznania prawnego i bez chęci poszerzenia wiedzy. Ograniczyła się do bicia braw Trans-Fuzji (rzeczywiście lobbingowo Fundacja wraz z Anną Grodzką odwaliły kawał ciężkiej roboty – czapki z głów) i wygwizdywania prawicy z prezydentem na czele.

Społeczność nie chce myśleć, nie chce czytać, nie chce zadawać pytań. Nie chce wyobrazić sobie rozwiązań w praktyce. Włożyła sto procent energii w walkę o przepchnięcie tej ustawy i zero w myślenie o niej.

Zamiast myśleć, ludzie woleli na ślepo zaufać swoim liderom. Odkryłem prostą prawdę, że jeżeli osoba znana, lubiana i ciesząca się zaufaniem społecznym wygłosi piramidalną bzdurę, to rzesza ludzi nijak nie zakwestionuje jej słów – przeciwnie, włączą je w swój tok myślenia. Bo skoro ktoś jest autorytetem, to na pewno ma rację.  Takich piramidalnych bzdur wygłoszono i napisano sporo, zwłaszcza po wecie Prezydenta RP. Zebrały wiele polubień i udostępnień.

W efekcie okazało się, że osoby LGBT i ich sympatycy, choć w większości wykształceni, skupieni wokół organizacji, z pozoru świadomi praw obywatelskich, to grupa laików, którymi bardzo łatwo jest manipulować. Wystarczy podrzucić kilka głodnych, prawnoczłowieczych oraz martyrologicznych kawałków, omamić bublem owiniętym w ładny papierek, obiecać, że będzie lepiej i pochwalić ciężką pracę, a ślepa lojalność tłumu i jego dziki entuzjazm – zapewnione. Boję się takiego tłumu. Także kiedy to są „nasi”, a nie narodowcy. I boję się, co by było, gdyby ktoś „odkrył” tę grupę dla swoich poronionych celów.

W kontekście manipulowania społecznością fakt, że ustawa z 2015 roku jest bardziej szkodliwa dla osób trans niż projekt z 2012 roku, zaczyna mnie naprawdę intrygować. Czy rzeczywiście nikt z komisji sejmowej nie zauważył, że ponownie oddaje się lekarzom pełnię władzy nad osobami trans i ich ciałami, a sędziom (bo nawet nie Sądowi) pozwala się dowolnie decydować, czy rozstrzygnąć sprawę na naszą korzyść? Głupota ludzi jest bezgraniczna, ale…

Dzisiaj ostateczny werdykt w sprawie ustawy. Jakikolwiek by nie był, nie przewiduję radykalnych zmian: ciąg dalszy histerii, niejasne i zawiłe procedury, błędy w pismach sądowych, biegli i rozwlekłość są w zasadzie gwarantowane. Chcę się łudzić nadzieją, że z czasem, kiedy emocje opadną, przyjdzie ktoś, kto posprząta cały ten bałagan, zmobilizuje społeczeństwo do racjonalnej dyskusji i przepchnie takie rozwiązanie, na które osoby transpłciowe zasługują.

A mury rosną…