Od kilku dni chodzi za mną piękna wizja.

Do programu telewizyjnego opartego na zasadzie kontrastu zaprasza się dwoje ludzi: osobę transpłciową i kogoś o poglądach skrajnie prawicowych. Obie osoby przyjmują zaproszenie, wiedząc, z kim będą rozmawiały.

Konserwatysta nie trzyma poziomu. Ponoszą go emocje i mówi coś, czego absolutnie nie powinien był mówić nigdy, a już zwłaszcza w mediach. Mianowicie nazywa osobę transpłciową „tym czymś”, a potem nawet „męską dziwką”. Jest nieświadomy konsekwencji – przede wszystkim nie wie, że właśnie „znieważył inną osobę za pomocą środków masowego komunikowania”, co „podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku” (art 216 k.k., § 2).

Osoba transpłciowa z kolei jest świadoma tego, że (czy tego chce czy nie) w tym momencie – w ogólnopolskiej stacji telewizyjnej, w roku 2014 – reprezentuje nie tylko siebie, ale także całą społeczność. Jest też świadoma, co właśnie zrobił konserwatywny polityk. Wie, że może go pozwać i wie, że wygra. Rozumie, co taka wygrana oznaczałaby dla całego środowiska.

Równocześnie wie, że jeśli w tym momencie „odpowie naruszeniem nietykalności cielesnej lub zniewaga wzajemną, sąd może odstąpić od wymierzenia kary” (art 216 k.k., § 3). Korci ją, by zareagować od razu, ale wie, że koszty zniżenia się do poziomu polityka są zbyt wysokie.

Przeczekuje, kontynuując na spokojnie rozmowę z prezenterką, a następnie kontaktuje się z prawnikiem z zaprzyjaźnionej organizacji pozarządowej. Prawnik pomaga jej napisać pozew i przygotowuje się z nią do rozprawy. Osoba transpłciowa wygrywa. Polityk dostaje po kieszeni. Jest szum w mediach, stada lajków i wielkie oburzenie prawicy, ale kiedy sytuacja powtarza się drugi i trzeci raz, przynajmniej niektórzy gryzą się w język i nie znieważają innych osób transpłciowych.

Prawda, że piękna wizja?

W rzeczywistości wyglądało to niestety inaczej.

Moja wizja, choć niby bajecznie prosta, na razie nie ma szansy się ziścić. Nie dlatego, że art. 216 k.k. właśnie zmyśliłem, bo to nieprawda: on naprawdę istnieje. Co więcej, nie ma nigdzie gwiazdki z przypisem „nie dotyczy osób transpłciowych”, czyli nieprawdą jest też, że prawo dyskryminuje osoby transpłciowe.  Spokojnie możemy z niego w takich sytuacjach korzystać. Problem leży głębiej.

W Polsce świadomość prawna jest bardzo niska. Spora grupa obywateli nie zna i nie umie dochodzić swoich praw, boi się sądów i nie rozumie ich roli. Przynależność do mniejszości tylko zaostrza problem. Lobbing w temacie mowy nienawiści i zbrodni z nienawiści paradoksalnie umacnia przekonanie, że nas prawo nie chroni, jest nie fair i że na razie nie możemy NIC zrobić. To absurd.

W efekcie osoby transpłciowe kodują sobie, że są bezradnymi ofiarami, które nie mają co liczyć na pomoc państwa i muszą sobie radzić na własną rękę. W tym nawet wymierzać sprawiedliwość samemu, negując tym samym przekaz, że faktycznie to one doznają przemocy. Pozostaje się cieszyć, że tym razem do wymierzenia sprawiedliwości posłużyła zwykła woda.

Tyle że tak naprawdę nie ma się z czego cieszyć. Rafalala, która niedawno nagrała filmik przedstawiający ją samą bijącą człowieka, który nie chciał jej wynająć apartamentu, po czym – bez  zgody pobitego człowieka – zamieściła całe nagranie w sieci, pokazała się jako nieobliczalna agresorka. Zaproszona do studio telewizyjnego, znowu straciła nad sobą kontrolę i – na oczach kilkudziesięciu tysięcy widzów – znowu naruszyła nietykalność cielesną drugiego człowieka, potwierdzając swój wizerunek osoby skrajnie niezrównoważonej. Przekazała widzom, że osoby transpłciowe generalnie są skrajnie niezrównoważone i agresywne.

A mogliśmy to wygrać…

Nie rozumiem, dlaczego w oświadczeniu Fundacji Trans-Fuzja w sprawie incydentu w Polsat News sprzed paru dni cała odpowiedzialność jest przerzucona na telewizję i na słabe państwo. Chyba tylko dlatego, że to była nasza mała wielka porażka, boleśnie pokazująca słabość społeczności osób transpłciowych – nadal mającej problemy z godną reprezentacją i nadal nieświadomej opcji, jakie (już teraz) oferuje jakże słaby polski system prawny. A do porażek bezpieczniej się głośno nie przyznawać.

Ewentualnie można je zamienić w sukces. Bo przemocowe działania Rafalali – o zgrozo – zyskują fanów. Nawet Trans-Fuzja – pomimo zapewnienia o sytuacji nie do przyjęcia, utkniętego gdzieś w tekście chyba tylko pro forma – pisze, że:

Konflikt, jaki zobaczyliśmy w studio telewizyjnym, odbywa się każdego dnia na ulicach, w środkach komunikacji publicznej, w domach, biurach, szkołach. Co ma wówczas robić atakowana osoba trans? O ile w telewizyjnym studio może ona pozwolić sobie na reakcję, o tyle realia codzienności takiej możliwości najczęściej nie dają. 

Moim zdaniem właśnie w telewizji osoba transpłciowa nie może sobie pozwalać na taką reakcję.

[divider]

O Rafalali pisałem również tutaj: